WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

sobota, 5 kwietnia 2014

Pieseczek - Mezo

Od pewnego czasu coraz większą uwagę zwracam na dźwięki, prawdopodobnie przez szukanie metod na odpoczynek i relaks.
Chyba pierwszą fascynacją stały się pokrzykiwania jerzyków (ptaków) - kojarzące mi się z latem i beztroską, śpiew kosa, zimowe pohukiwanie synogarlic. Wysokie miejsce w rankingu zajmują odgłosy związane z deszczem - uderzanie kropel o parapet, strumienie wody rozbijające się o ścianki rynny.

Teraz siedzę sobie przy otwartych oknach i ogarniają mnie dźwięki oddalonej ulicy - narastający i gasnący w ciszy szum silników, bliżej ćwierkanie przekomarzającej się gromady wróbli w żywopłocie, ledwo co porośniętym liśćmi w jasnolimonkowym, odblaskowym odcieniu.

Wreszcie rureczkowe dzwonki, wiszące za oknem od...o matko...20stu lat, jeszcze na starym mieszkaniu. Są tak zestrojone, że każdy podmuch generuje melodię bez najmniejszego fałszu.


I tak, wsłuchując się w pochrapywanie Pepy wygrzewającej się w plamie słońca padającej na parkiet z 1938go roku, pogrążyłam się w leniwym, rozkosznym odrętwieniu.

Nagle rozległo się energiczne PUK PUK - przy drzwiach stanął Gustaw.
"Mamo, wiesz, co ci głupcy mówią?"
"Że co...? Jacy głupcy?"
"No w reklamach - że herbata rozjaśnia dzień!" i tu Gucio chwycił się za głowę w wymownym geście.
"Ja wierzę tylko w te reklamy, w których gra tata".

Swoją drogą, Wojtek jest bardzo wiarygodny. W zależności od nakrycia głowy, może się natychmiastowo przeobrazić w kucharza, motocyklistę, Żyda, duchownego. Kiedy słyszę, że idzie na casting, zawsze pytam, kim będzie - dziś np charyzmatycznym góralem, wczoraj skrępowanym mężczyzną. W. pyta mnie czasem o radę, czy iść -  bo szukają różnych "typów".
"Eeee nie, nie idę...'
"Kim masz być?"
"Intelektualistą! Czy ja wyglądam na intelektualistę? Nigdy nie grałem intelektualisty"
"Kochanie, możesz dać sobie spokój. Nie wyglądasz, nawet w okularach".
"A jakbym zrobił TAK?" - i zmarszczył brwi.
Pokręciłam przecząco głową.
"Nie da rady".

Znów wróciły więc leniwe sobotnie popołudnia przy otwartych oknach i lekkim, ożywczym wiaterku.


W takich okolicznościach najmilej pracować nad portretem kogoś wesołego, wdzięcznego towarzysza w zabawie i smutku. Piszę o yorkshire terierze o imieniu Mezo.
Mówi się, że owa rasa nie uczula, z racji sierści podobnej do ludzkich włosów.


Ja dodatkowo nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Mezo ma twarz, a nie pyszczek.

No. I teraz mam rozpoczęte w ołówku 3 obrazy, które chciałabym skończyć przed Świętami. Kiedy powiedziałam o tym Guciowi, stwierdził : "to dla ciebie bułka z masłem".
Taaak.

2 komentarze:

  1. Mam bardzo podobne dzwonki. :)
    Yorki nie uczulają. To fakt. Włosy im rosną całe życie na długość, jak u ludzi. Nie linieją. Wypadają im włosy pojedyncze, jak to z włosami bywa.:) Stąd biorą się czasami wizyty u fryzjera, czy wspomagacze w postaci np. gumek. Ale można obejść się bez tego, podcinając, od czasu do czasu grzywkę.
    Myślę, że dla każdego człowieka, często komunikującego się z psem, ma on Twarz. Na tej twarzy, między innymi, rysuje się "odpsi" przekaz. Nie potrafią mówić więc oprócz mowy ciała, wyrażają się też twarzą. (kto tam pamięta, że to jakaś kufa). :D
    Posiadają też pewnego rodzaju intuicję. Dla mnie to niebywałe. Co jakiś czas jeżdżę do pewnych wsiowych Burków. Gdy jestem jeszcze w odległości ok 15 km, one już trzymają watrę przy bramie. To są wspaniałe stworzenia.
    Nie mogę się na Meza napatrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Nie wiedziałam, ze nie linieją.
      A co do psich twarzy - ja to widzę inaczej. Nawet z moich ukochanych psow nie każdy miał "twarz" i myslę, ze to było związane raczej z proporcjami i odległościami. Np Maksio miał twarz, Aza nie. Pepa też nie ma. A z kolei pies znajomych - owszem.
      Ale wiem, co miałaś na myśli.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.