WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

środa, 23 kwietnia 2014

Mezo - piesek - premiera

Powrót do świątecznej rzeczywistości zaowocował dwiema wizytami w ZUSie oraz końcem portretu pieska.
Przyznam się, że często obawiam się zleceń, które przedstawiają czy to szczęśliwe osoby, czy to słodkie stworzenie - z obawy, że przesadzę, że obraz będzie bardziej "ładny" a mniej "dobry".
Dlatego zawsze bardzo staram się, żeby zachować styl i charakter - jak w wypadku Mezo.


Po pierwsze - zróżnicowanie faktur. Wiadomo było, że piesek ma być jak najpodobniejszy, więc na szaleństwa i umowności raczej nie ma miejsca. Dlatego postanowiłam zróżnicować otoczenie, żeby całość miała charakter niemal kolażu (collage'u).



No i oczywiście trzeba było znaleźć pomysł na całość. Ponieważ zależało mi na tym, żeby Mezo stał na trawie, a jednocześnie zróżnicować otoczenie bez wprowadzania kwiatków i motylków (co podniosłoby niebezpiecznie poziom słodyczy*) - wymyśliłam kałuże.
Jak lusterka, odbijające chmury, dzięki czemu na ziemi znalazł się kawałek nieba.
Moja fantazja poszła jeszcze dalej - dlatego kałużom nadałam kształt morskich stworów - bardzo umowny.
Rybka, słoń morski, lew morski - zaciekawione zwracają się ku pieskowi.


Wreszcie nie ma rozdźwięku pomiędzy rzeczywistością obrazkową i prawdziwą - i jak zwykle o tej porze roku, kupuję do domu aksamitki. Ten niepozorny kwiatek, przez niektórych zwany byczkiem lub śmierdziuszkiem, obdarzony jest zapachem, należącym do moich ulubionych, jeżeli nie najulubieńszym.
Wojtek zwie go "majtkowcem".


Ad nadawania nowych nazw - Gustaw, kiedy tylko przestąpił próg szatni po zajęciach w przedszkolu, szarpiąc mnie za rękaw, rzekł :
"Mamo, a wiesz, a wiesz...?"
"Tak?"
"Andżela powiedziała, że jak będzie dorosła to przestanie się nazywać Andżela..."
"Tylko...?"
"Ona wtedy każe na siebie mówić Bejbi" - Gucio wybuchł śmiechem. Jeszcze w sklepie chichotał półgłosem, mamrocząc "Bejbi".

* poziom słodyczy można podnieść do granic absurdu, jeśli praca utrzymana jest w konwencji kiczu, wtedy wszystkie chwyty dozwolone. W przypadku Mezo chciałam zachować prawdziwość pieska - z niczym nie przesadzając.

2 komentarze:

  1. U nas na aksamitki mawia się turki. A obrazek bardzo optymistyczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się właśnie obawiałam tych kałuż - czy nie będą się jakoś nie tak kojarzyć. Ale po dodaniu chmur obrazek nabrał lekkości i wielowymiarowości, a na pogodzie wcale się to nie odbiło.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.