WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

czwartek, 25 kwietnia 2013

Obrazy - Cennik - Wernisaż - Konkrety

Proszę Państwa, postanowiłam wypowiedzieć się konkretnie.
Wczoraj, przy okazji rozmów w kuluarach, okazało się, że ludzie nie są świadomi ani tego, że obrazy są do kupienia, na dodatek wyobrażają sobie, że ceny opiewają na jakieś niebotyczne kwoty, niedostępne dla zwykłego śmiertelnika.

Wobec tego informuję:
wszystkie obrazy na wystawie w Mon Credo są moją własnością (poza Libellulami, przeznaczonymi na aukcję charytatywną, Kobietą Estebana i Drzewem, już sprzedanymi).

MÓJ CENNIK, wg mnie skromny (szczególnie w porównaniu do galerii sztuki i póki nie jestem sławną malarką)
- duże prace (jak w MC) o wymiarach ok. 100 na 70cm - 1000 - 1200zł (w zależności od tego, czy obraz lubię bardzo, czy tylko trochę)
- małe prace (takie, jak Panienki - 19 na 29 cm, czyli około formatu A4) -180 - 190zł
- odpowiednio średniej wielkości - 300 - 500zł
Przy zakupie więcej, niż jednego obrazu, negocjuję.
Istnieje możliwość rat.

I od razu chciałam się pochwalić, że przemiła Pani X. poprosiła mnie o rezerwację Antylopy i Shalimara (nie wie, czy zdecydować się na oba, czy na jeden).
Oraz mam dwa nowe zlecenia "panienkowe" - klientki wręcz zdziwiły się, że jest tak tanio.

A jutro znów muszę być piękna, bo udzielam wywiadu Pani z Polskiej Agencji Prasowej, co mnie bardzo cieszy.
W najbliższym tygodniu, pomiędzy jedną wróżką Sybillą a drugą, w paśmie śniadaniowym, zaprosiła mnie do udzielenia wywiadu Rodin TV. Tam już występowała Sabbath Sabbath of Senses, co zdecydowanie nobilituje Rodina.

Policzyłam - Perfumy na Sztalugach w Mon Credo są trzynastą indywidualną wystawą.
Jestem przesądna, ale w drugą stronę - 13stka to moja szczęśliwa liczba (sprawdzone).

Mam w planie doprowadzenie do sytuacji, by producenci/twórcy zapachów, które sportretowałam, dowiedzieli się, że do ich konkretnych perfum (szczególnie niszowych) powstały obrazy je ilustrujące. Jakbym była takim np. Markiem Buxtonem, bardzo by mnie to ucieszyło.

Na koniec wyjaśnienie mojej nadzwyczajnej aktywności i niespożytej energii. Nie nieodcięta metka w nowych spodniach - zaistniała wewnętrzna przyczyna.
Odebrałam wyniki badań krwi - dolna granica poziomu TSH (tarczyca) wynosi 0,270 jednostek - a ja mam 0,005 (!), co oznacza kolosalną nadczynność.
Leczenie jest proste i szybkie - a więc, Drodzy Czytelnicy, po wyzdrowieniu mogę mieć 10 razy mniej pomysłów i malować baaardzo wolno.

Idę - może zdążę na zaćmienie księżyca.

6 komentarzy:

  1. O kurcze , Ju , łap się za tę tarczycę , bo to poważna sprawa .Ilość pomysłów z całą pewnością nie zmaleje ani tempo pracy , natomiast będziesz lepiej spać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, szczególnie, że kostki i stopy tak mi spuchły, że niestety nie mieszczą się już nawet w drewniaki. Koszmar! Łażę, jak emerytka z sanatorium w Ciechocinku. Teraz śpię niestety na tabletkach - ale mocno wierzę w to, ze wszystko szybko się unormuje. Mama miała to samo - więc na szczęście poleciła mi świetnego specjalistę.

      Usuń
  2. To ja muszę mieć chyba mega-niedoczynność... głupi żart taki ;) A zaćmienie do kitu było, nastawiałem się na lepszy efekt, zdecydowanie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaćmienie było, a jakby go nie było. Lepiej sprawdź - jak mówił mój nieżyjący sąsiad "Nie ma ludzi zdrowych, są tylko nieprzebadani". Żart jeszcze głupszy, a co!

      Usuń
  3. Ja już mam swoją Panienkę :D
    Całuski dla sławnej Malarki :*



    winterka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Winterko - tak, bardzo mile wspominam pracę nad nią - od razu wiedziałam, jak chcę Cię namalować.Przesyłam całuski oddane! Dziękuję za szumne określenie - pewnie nigdy go nie doścignę, a może...?

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.