WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

środa, 8 sierpnia 2012

Obrazki obyczajowe

Już jestem w Warszawie i sobie wspominam nasze babskie wieczory.
W pokoju było zawsze jasno, gdyż sąsiad z naprzeciwka miał w oknie akwarium/terrarium, a w nim istotę, wymagającą dogrzewania. Wyobrażałyśmy sobie, że warana z Komodo albo boa dusiciela, który dwa dni przed moim wyjazdem chyba posilił się ludzkim mięsem, bo światło się już nie zapalało.

Jeszcze rok temu przez blokowisko (co jakieś 10 minut) niósł się damski, jednostajny, lecz uporczywy i donośny głos "Uwaga tramwaj", ale mieszkańcy, wyczerpani psychicznie, będący na skraju załamania nerwowego wnieśli skuteczny protest i głos ścichł do intymnego szeptu (jak "bony dolary" kiedyś u cinkciarzy).

W TV oglądałyśmy Fashion i bardzo interesującą kolekcję sukni wieczorowych jakiegoś Gruzina (Wojtek powiedział, że to na pewno Kałmanawardze), przy okazji zastanawiałyśmy się, jak odświeżyć naszą garderobę.
Karolina doszła do wniosku, że powinnam nosić nowocześniejsze w kroju spodnie, w których miało mi być świetnie.


 Ale kiedy mnie zobaczyła, nie upierała się przy tym pomyśle.
Niestety, apaszka- mgiełka w błyszczące paski posłuży komuś innemu. Zostałam przekonana, że żywy relikt z lat 80tych wpływa niekorzystnie na postrzeganie mojego wieku.

Ponieważ w sieciówkach nie znalazłyśmy żadnej ciekawej sukienki, wyprawiłyśmy się na ciuchy używane do największego przybytku tego typu w Łodzi, czyli Dukata, gdzie przy wejściu wisi tabliczka "Nietrzeźwych nie obsługujemy".
Po drodze jeszcze upolowałam rysunek szablonowy


Z Dukata wyszłam z czarno białą, obcisłą szmizjerką za 10zł i nowym paskiem, bo ten, który miałam, ciągle mi się odpinał, kiedy się śmiałam.
Zadowolona zjechałam po najwęższych schodach ruchomych, jakie widziałam.


W domu czekał na nas obiad- samopsza z warzywami. Samopsza to najstarsza odmiana pszenicy. Obok płaskurki.
Gucio nauczył się oszczędnie zakręcać kran- Karolina mówiła Mu "Guciu, przestań lać, gdyż jest mało wody na planecie Ziemia", jednak po powrocie do Warszawy powiedział, że się nie zgadza, bo "jest dużo wody na placie Ziemia".

Zastanawiałam się- czy pachnieć Poeme Lancoma czy Immortale L'Occitane- czyli co lepsze- stara baba czy stara książka.
Pytanie, wydawałoby się, retoryczne, a jednak baba wygrała.
Czyli mam Poeme.

PS W Warszawie zdarzył się mały dramat. Kiedy, jak to się mówi, odwróciłam się, żeby odchrząknąć (czyli poszłam wyrzucić śmiecie), potem otworzyłam drzwi- na środku podłogi leżały dwie podeszwy. To Max (mój pies) zeżarł mi śliczne, skórzane sandałki z kwiatkami. Obok wypluł sprzączki, jeszcze połyskujące od śliny. A gęba mu się tak śmiała, że nie miałam siły go ukarać.
I nie mam sandałków, żadnych, bo drugie zostawiłam na wyjeździe nad morze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.