WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Abstrakcja z powodu niepokoju

Wczoraj wybrałam się kupić perfumy, ale kupiłam buty, co uważam za dobry znak.
Przy tym to moje pierwsze wyraźnie podwyższające obuwie, w którym czuję się wygodnie i swobodnie.


Można byłoby powiedzieć, że mam powody do zadowolenia, a jednak...

Na mojej drodze stanął straganik z artykułami leczniczymi- głównie do nacierania. Maści z rożnych tajemnych roślin oraz wyciągów z sadeł - właściwie uzdrawiające każdego nieszczęśnika.

Ostrożnie stawiając kroki w świeżym nabytku, przystanęłam obok słoiczków i pojemników i ta chwila bezmyślności została natychmiast wykorzystana przez człowieka o oliwkowej karnacji i ciemnych włosach, lecz przy tym bardzo jasnych niebieskozielonkawych oczach. Zmierzył mnie przenikliwym spojrzeniem i - pytając, czy może- dotknął ramion i chwycił gorącą dłonią za nadgarstek.

"Co my tu mamy..." rzekł matowym głosem, nie spuszczając ze mnie prześwietlającego wzroku
"Napięcie w karku, typowe, typowe, naczynia słabe, skóra delikatna... Wrażliwe jelito... Największy problem to brzuch- tu Pani bierze wszystkie problemy. To widać po kształcie i sylwetce"
 Zrobiło mi się nieswojo. Jeszcze przed chwilą, w nowych butach, wydawało mi się, że emanuję pewnością siebie.Starałam się swobodnie patrzeć mu prosto w twarz, ale uszy zrobiły mi się czerwone.
 "No proszę, jaka pani spięta. Ciśnienie niskie- unikać czegokolwiek zimnego!"
 Nagle torba z Kinley'em prosto z lodówki zaczęła mi ciążyć. Poza jelitem wszystko zgadł.
"TO będzie dla pani dobre"- jego głos nabrał dźwięczności. "Siedzę w tej branży ponad 10 lat i dlatego mogę dobrać coś pod panią. Pani musi się wspomagać".

Mimo wysokich butów poczułam się o 10 centymetrów niższa i jako osoba uprzejma (albo raczej nieumiejętna w grzecznym odmawianiu) rozpaczliwie szukałam pretekstu, żeby zwiać.
W tym momencie Gucio rymnął jak długi na chodnik i zaniósł się przeraźliwym płaczem- jak lwica rzuciłam się do Niego, chwyciłam w ramiona i umknęłam ostatecznej diagnozie, rezygnując z wizyty w perfumerii, która była obok zielonookiego.

Ale niepokój pozostał- przypomniało mi się, kiedy dla zabawy dałam sobie powróżyć z dłoni dostawcy bursztynu do jubilera, u którego dorabiałam sobie tuż po studiach. Rubaszny, wielki mężczyzna, któremu, wydawałoby się, w głowie tylko flirtowanie, po wzięciu mojej ręki zadumał się.
"Widzę komplikacje z mężczyznami"
"Ależ ja za tydzień biorę ślub!" (pierwszy ślub)
"Proszę mi wierzyć, wiem, co mówię. Dwoje dzieci..."
"A ile będę żyła?" - tak, zadałam to kretyńskie pytanie.
"67 lat"
Mina mi zrzedła.
Co do komplikacji się nie mylił, ale dziecko mam jedno, więc może pożyję dłużej?
Pierwszy mąż uspokoił mnie (ale nie do końca), że 67 lat należy dodać do ówczesnego mojego wieku, czyli lat 27miu.

Zamiast maści z koziego pazura zaaplikowałam sobie wycieczkę do fryzjera- jako ze w Gdyni jest moja ulubiona, genialna "pani ciach ciach", jak mówi Gucio.Trudno tam trafić- bo budynek typu stary działkowy domek, znajduje się w podwórku.


  Zapuszczam włosy, więc oparłam się pokusie. Na fotelu wylądował najpierw Wojtek, potem Gucio.
I oni zachwyceni, i ja.


Chciałam namalować- rozpocząć nowy obrazek, przy okazji wykończyć resztki farb- i naprawdę nie wiem, co to będzie. Myślę sobie, że niektórzy pierdyknęli by tu trójkąt, tam kreskę, jakieś kółeczko i gotowe.
Ale ja nie z tych.

Co ja piszę- przecież trójkąt i kółko nie jest abstrakcją.
Nawet podświadomie- zawsze skojarzenia.



Skoro z wosku można cuda wyczytać- i to człowiek nie kształcony - i ja coś wymyślę.





7 komentarzy:

  1. Wiesz, feneralnie nie cierpię kwiatów w malarstwie, aleTwój obraz jakoś mi się tak skojarzył , pewnie przez odcień czerwieni - i podoba mi się :)
    Jak czytam o tych sadłach z trupków zwierząt to zaraz mi się średniowiecze jarzy, bo widzę że te maści mają popyt wśród części naszego społeczeństwa, zgnębionego wywrotami w służbie zdrowia. A maść jak maść, nikomu nie zaszkodziła z wyjątkiem zwierzątka, którego upolowano na ta okoliczność...

    OdpowiedzUsuń
  2. Kwiaty, mówisz? szczególnie ten pierwszy. Talie a la lata 60te...
    Co do maści- nie zgadzam się- może szkodzić, i to bardzo.
    Ju

    OdpowiedzUsuń
  3. A może balony urodzinowe, tort i świeczki na pięciolinii? nowy system notacji w muzyce?
    Karola

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak, tylko, że to jest dzieło niezrozumiałe bez podpisu- albo przynajmniej z trudem... A ja nie chcę mówić zamiast obrazu- tzn oczywiście gadać mogłabym bez końca, jednak byle to nie byłoby konieczne

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie za bardzo rozumiem Twą odpowiedź.
    Ja napisałam co można by tam było namalować, co mogło by powstać,a
    nie - z czym skojarzyły mi się plamy (bo na tym etapie z niczym).
    Nie chodziło mi też jaki wymyślić tytuł, a widz niech się dopatrzy reszty.
    "oczywiście gadać mogłabym bez końca, jednak byle to nie byłoby konieczne" - a to czego się dotyczy?
    Z pozdrowieniami
    Karola

    OdpowiedzUsuń
  6. No bo chodziło mi o to, ze nie byłoby widać, co to jest (jeśli powstałby obraz wg twojej wizji), a więc aby widz nie odebrał tego jako abstrakcję, to trzeba byłoby Mu objaśnić, o co się rozchodzi- czyli gadać o obrazie. Ja lubię gadać i robię to chętnie, ale przeszkadzałoby mi, gdyby moje obrazy bez gadania byłyby niezrozumiałe. Czyli chcę gadać dla rozrywki, a nie z przymusu. Nie wykluczam, że i ja czegoś nie zrozumiałam?
    A wyobrażasz sobie partyturową wystawę, gdzie obok każdego obrazka dołączony byłby zapis muzyczny?

    OdpowiedzUsuń
  7. Justysiu,czytam moje komentarze i powiedz mi gdzie ja napisałam ,ze to ma być abstrakcja? Pierwsza komentatorka (Saga) napisała z czym kojarzą się jej obrazy, Ty jej odpisałaś w podobnym tonie. Ale mój wpis nie był kontynuacją Waszej wymiany zdań. Podałam tylko temat. Od Ciebie się dowiaduje szczegółowiej "mojej "wizji.
    Nie wiem dlaczego balony i tort trzeba objaśniać, a kota przed domem już nie.
    Nie napisałam, że trzeba te balony malować tak, aby nie było widać co to jest. To był tylko luźny pomysł z zażartowaniem z wystawy w ms2.
    " to trzeba byłoby Mu objaśnić, o co się rozchodzi- czyli gadać o obrazie" - naprawdę to jest potrzeba? Może sobie widz poradzi bez objaśniania? Manzoni się nie tłumaczył ze swoich puszek.

    "A wyobrażasz sobie partyturową wystawę, gdzie obok każdego obrazka dołączony byłby zapis muzyczny?" Tak, wyobrażam sobie. Wyobrażę sobie też, że swoje objaśnienia, ba proces twórczy nagrasz i będzie to można obejrzeć razem z wystawą. Wyobrażam tez sobie Wojtka, który śpiewa zapis nutowy, i to będzie dołączone do wystawy. Nawet wyobrażę sobie, ze Cie wystawiają z tym w CSW w zamku ujazdowskim.
    Pozdrawiam
    Karola

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.