WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 8 czerwca 2012

Przychodzi baba do lekarza

...a lekarz też chory.
Ale - po kolei.
Kiedy z powodu bezsenności byłam u internisty, ten, po obejrzeniu wszystkich pierwszorzędnych wyników badań zapytał mnie, czy chcę skierowanie do neurologa.
Czemu nie? Chcę.
Miło, bo termin nawet nie był bardzo długi.
Pani w rejestracji kazała udać się pod gabinet 23 na pierwszym piętrze. Tylko, że numerki na drzwiach były nie w kolejności, więc jedynie dzięki tablicy ze strzałkami skierowującymi do specjalistów jakoś się połapałam.
Bo nawet ciężko byłoby zapytać kogoś o drogę, gdyż chorzy opadli bez tchu na krzesła, czekając, aż im tętno wróci do normy po wchodzeniu po wysokich schodach. Nie, żeby windy nie było- była, tylko schowana w głęboką wnękę w bocznym skrzydle. Oznakowania brak.


Pod gabinetem nikogo, więc nie zważając na czerwone kartki przyczepione do drzwi, zapukałam i wsadziłam głowę "Przepraszam, czy można?" (bo ostatnio, jak grzecznie czekałam na lekarza, przed drzwiami, przez pół godziny, ten wyszedł, już w kapotce i bardzo się zdziwił, że jestem do niego- przyjął mnie, ale na chybcika).
Młody, urodziwy lekarz, umundurowany na biało, zagniewany zwrócił ku mnie twarz "Zawołam panią".
Wyszłam, po chwili usłyszałam "Pani Neyman, proszę".
"Czy zechce mi pani odpowiedzieć na pytanie, czy widziała pani kartkę na drzwiach?"
"Widziałam"
"Przeczytała ją pani?"
"Nie..."
"Dlaczego?"
" No bo ja nie czytam kartek"
"To może powinna mieć pani skierowanie do psychiatry?"
"Nie wiem, może, ale dostałam skierowanie do pana. Instrukcji obsługi też nie czytam i jako kobieta uważam, że to nie nic wyjątkowego"
"Ach tak! czy ma pani jakieś papiery od innych lekarzy, wyniki badań?"
"Nie, zapomniałam...Ale wszystko było w porządku. Jestem zmęczona, nie spałam, przyszłam po pomoc"
"Przyszła pani sama?"
"Nie, z mężem."
"To proszę wyjść i poprosić męża."
"Czy to już koniec badania?" zapytałam zirytowana.
"Nie, jeszcze panią wezwę".
 Na korytarzu nakreśliłam Wojtkowi szybki portret neurologa - niech wie, z jakim typem lekarza ma do czynienia. Niestety, zawsze najlepsze riposty przychodzą mi do głowy za drzwiami.
Wojtka nie było chyba z godzinę, wreszcie wyszedł, uśmiechnięty.
"No i co Ci powiedział?"
"Prawie wyprosił mnie z gabinetu, ale w końcu się dogadaliśmy- masz wejść"
Otworzyłam drzwi. Neurolog odrzucił ciemne, długie kosmyki włosów, opadające mu na szlachetnie sklepione czoło.
"Mam nadzieję, że zechce mi pani wybaczyć, że nie ufam, kiedy mówi pani, że wyniki były w porządku. Pani mąż jest kolejnym dowodem na to, że wobec pani należy stosować zasadę ograniczonego zaufania"
"Ale, panie doktorze, my z mężem nie jesteśmy jednym organizmem"- tu nasze spojrzenia się spotkały.

Po standardowym teście- zamknięciu oczu i sięganiu palcem do nosa, kazał mi zdjąć buty i się położyć, po czym tajemniczym metalowym dłutkiem popukał mnie w kolana i przeciągnął nim po stopach.
"Czym się pani zajmuje?"
"Maluję obrazy."
"O, jakże pani zazdroszczę. To było moje marzenie- ale niestety, nie mogę się tym zajmować"
"Ależ może pan. mogę pana nauczyć"
"Mnie nie"
"Każdego można nauczyć, jestem pewna"
Kiedy usiadłam przy stoliku z jego notatkami, spojrzał na mnie smutno i przejmującym tonem, cicho, ale dobitnie oznajmił: "Proszę pani. Ja jestem ślepy"
Przez głowę przeleciało mi mnóstwo pytań - jak mogłam nie zauważyć? Ale, zaraz, czy niewidomy może robić zapiski w karcie? Niemożliwe!
"Proszę pani, jestem chory"
W tym momencie miałam ochotę się uszczypnąć.
"Nie rozpoznaję twarzy. Głos znam, a nie mogę go przypisać do konkretnej osoby. Nie poznaję swoich znajomych z pracy, jeśli są bez fartuchów"
"A! Wiem, czytałam o tym w książce "O mężczyźnie, który pomylił żonę z kapeluszem"!
"Tak, to o mnie..." jego ciemne oczy jeszcze bardziej ściemniały "A co pani maluje?"
A że na stole stał komputer, nie musiałam nic mówić, weszliśmy na moją stronę, najbardziej podobała mu się Ofiara Prysznica. Dzieliliśmy się wrażeniami z wystaw, wymienialiśmy poglądy na temat kondycji sztuki w Polsce.
Jakże miła i wyrafinowana konwersacja. Wśród łagodnych dźwięków Vivaldiego, które jednak były za ciche, żeby zagłuszyć głośne narzekania pacjentów za drzwiami.
Na koniec dostałam skierowanie na rezonans mózgu, neurolog pożegnał mnie skinieniem pięknej głowy, gestem smutnym, pełnym godności i szacunku.
Kiedy wyszłam na korytarz, powietrze wypełnione było jadem i wściekłością oczekujących, więc uciekłam przed gniewnymi słowami i spojrzeniami, ściskając skierowanie, które dopiero na dole uważnie obejrzałam.
Na pieczątce, nad oschłym i prostym napisem "Lekarz", widniało imię i nazwisko neurologa, całe w barokowych zawijasach i skosach, z ogonkami liter ponad miarę wydłużonymi.
Artysta.

6 komentarzy:

  1. Justyno to prawdziwa historia czy tym razem poniosła Cię wyobraźnia?
    Po pierwsze zachowanie neurologa, pominąwszy że chamskie było nieetyczne.
    Po drugie agnozja, którą opisał Sacks rzadko występuje jako izolowany objaw neurologiczny a nawet gdyby występowała w tym wypadku to i tak raczej uniemożliwałaby wykonywanie zawodu lekarza, tym bardziej neurologa, który w swojej pracy angażuje ośrodki przetwarzania obrazu- ktoś musi odczytać wyniki rezonansu czy tomografii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i owszem, historia jest prawdziwa, ale czy lekarz nie fantazjował- tego nie wiem. Zachowania nie komentuję- co nie znaczy, że je pochwalam.
      Gdyby nie skrajne wyczerpanie, prawdopodobnie rzuciłabym ripostą, ale mówi się cóż.
      Sytuacja miała miejsce w normalnej placówce służby zdrowia.

      Usuń
  2. Dobrego wieczoru, Ju,
    tri

    OdpowiedzUsuń
  3. Pana Stettke zachwyciła (i w pewnym sensie udzieliła) inna przypadłość, opisana w "Mężczyźnie, który pomylił swoją żonę z kapeluszem", a mianowicie autyzm, połączony z genialną umiejętnością rozpoznawania liczb pierwszych. Przypadłość była podwójna, ponieważ cierpiały na nią bliźnięta, które wymieniały między sobą, smakując na języku kolejne, sześciocyfrowe liczby pierwsze.
    Znaczy, Pan Stettke nie stał się autystyczny,tylko zainteresował się liczbami pierwszymi. Dobrze, że neurologa to ominęło.
    A co z Dominiką, Ju?
    Pani Stettke

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pamiętam - a z Dominiką dobrze!
      Właśnie zabieram się za nowy wpis. Na temat.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.