WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 17 kwietnia 2015

Aromatics Elixir Clinique - Mucha - duftart - premiera

Serdecznie zapraszam na spóźnioną premierę Muchy do Aromatics Elixiru Clinique.

Najpierw o samym zapachu. Pamiętam moje pierwsze zetknięcie z nim. Dawno, dawno temu, kiedy Domy Centrum były wielkim państwowym sklepem, na parterze jednego z nich znajdowała się perfumerio - drogeria. I tam, na którymś z regałów, gdzieś nad podłogą, stał niepozorny flakonik z ciemnobrązowym płynem. Zdjęłam korek, mając świadomość, że oto zaraz wejdę w bliski kontakt z legendą sztuki perfumiarskiej, powąchałam - i zdumiałam się. Jak to??? Takie coś zostało nazwane elixirem? Śmierdziel, krótko mówiąc.
ALE nie mogłam się powstrzymać od oderwania nosa od spryskanego miejsca na dłoni i nagle poczułam, że ta zapachowa opowieść zaczyna brzmieć coraz bardziej zrozumiale, wciąga i zniewala. Tak mam do dziś. Głęboki, esencjonalny, piekielnie mocny - kawał świetnej roboty. Pierwsza uderza powonienie paczula, podana na słodko - gorzkawym podkładzie. Z ziołowym sznytem (rumianek z kolendrą), mech dębowy - składnik "porządnych" szyprów, złamana kwiatowymi nutami kwaśność - wszystko to daje naprawdę kopa.
Za każdym razem można zatopić się w tym zapachu i wyłapywać najróżniejsze wrażenia.

Aromatics powstał w 1971wszym roku, twórcą jest Bernard Chant, odpowiedzialny za tak niezapomniane kompozycje, jak Cabochard (1959), Estee Estee Lauder (1966) i klasycznego Aramisa męskiego (1966).
Co za bajka!

Muzyka :


A więc - Mucha!
Najpierw kawałek, w sztucznym świetle - w którym złoto przybiera żółtawy odcień


Tu w dziennym oświetleniu




Muzyka!


Tło gęste, ciemne, wielowarstwowe, trzy odcienie brązów, czerń i złoto




Ostrożna byłam tylko przy cyzelowaniu samego stworzenia (zwróćcie uwagę na piękne skrzydełka) - reszcie starałam się nadać rozmach z odrobiną nonszalancji, że tak powiem.
A ponieważ każda rzecz w ramach (szczególnie złotych) automatycznie zamienia się w Dzieło Sztuki (żart?), Muchę otacza więc złoty prostokąt


(przy obróbce zdjęć i wycinaniu nie ujęłabym obramowania - dlatego foto na moim parkiecie z 1938go roku).

A teraz powiem to, o czym wcześniej zdawkowo wspomniałam - Dune zostało w Warszawie. Poczułam, że po pierwsze, nie chcę "pustej" pracowni, oderwana od prac, ktore są w drodze do Hiszpanii, po drugie - kto wie, może natchnienie, którego Dune ewidentnie potrzebuje, najdzie mnie jeszcze przed podróżą?

Na koniec to ja Państwu czegoś "pożyczę" - takiej energii i optymistycznego nastawienia, jakie ja mam teraz. 

5 komentarzy:

  1. Jeeeee ! Muuuuchaaaa !!!!! :DDD AE pachnie dokładnie tak jak wygląda - trafiłaś w samiusieńkie sedno sedesu ! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. A mucha przepiękna !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo dziękuję! Ja również uważam, że obraz jest niezwykle adekwatny do zapachu, który - ku mojemu zdumieniu - nie przeszkadza Wojtkowi, choć AE zapodałam całościowo.

      Usuń
  3. Nie znam AE wprawdzie, ale dokładnie tak go sobie wyobrażam, dla mnie "brrr" ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham AE :)
    I obrazy Ju.
    tri

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.