WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

niedziela, 25 marca 2012

Dzikie pnącze

W co ja się wpakowałam! Każdy listek bluszczu maluję z osobna. Co prawda uzyskałam już trochę wprawy właściwej paniom malującym fajansy z Włocławka, ale i tak końca nie widać.



Dopiero jest jedna warstwa. A tak chciałam dziś skończyć.... żeby od poniedziałku móc zacząć coś nowego. W ogóle lubię poniedziałki- zawsze ruszam z kopyta.
Tymczasem jutro będę dziubdziać po nocy (bo czekam, aż Gucio pójdzie spać) ten bluszcz.
I tak dobrze, że nie mam okularów- w nich byłam zbyt dokładna i jeszcze trochę, a kot siedziałby między ścianami obrośniętymi marihuaną (przez szpiczaste czubki listków).
Dobrze, że ja pierwsza to zauwazyłam.
Teraz kształt jest właściwy.



Tymczasem embrionalne burchle na czarno wyglądały jeszcze upiorniej - jak z pogorzeliska. Użyłam niebieskiej farby- dzięki czemu straciły swoją cielesność i teraz nawet z przyjemnością na nie patrzę.


Będzie woda albo obca planeta. Może trylobity pod wodą?
Bardzo pociągają mnie ślady pradawnych żyjątek odbite w skale, interesują też żywe skamieliny - szczególnie ryby np. Latimeria. Profil biol- chem z liceum pozostawił piętno.

Pachniałam Dune- i cóż, że zapach piękny, skoro czułam się w nim damulkowato. Zmieniłam więc na Scent Costume National. Niektórzy mówią, że obrzydliwie wali menelem (spoconym) ale dla mnie to chłodna, kamienna pustynia.

2 komentarze:

  1. Och, Ju, ja zawsze myślałam, że malarz to...
    ot,tak! ...macha pędzlem, a tu się okazuje, że to taka benedyktyńska robota!!!
    Ale trud zostaje nagrodzony, listki bluszczu są super! W.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeden macha pędzlem- drugi dłubie. Ja zazwyczaj na przemian.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.