WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

środa, 14 marca 2012

Przed malowaniem

Przypomina mi się stary dowcip rysunkowy:
Właściwie wolałbym pisać, ale nie mam nic do powiedzenia
Kiedy opowiedziałam go osobom w pracowni na ASP, paru bardzo się nie spodobał. "Ale dlaczego niefajny?" zapytałam. "Zbyt prawdziwy".

No ale jak ja mam malować, skoro mieszkanie chodzi w posadach- trwa remont pod spodem.
Dziś przyszło do nas dwóch panów, tak się uśmiechali, że myślałam, że  Świadkowie J. albo chcą coś sprzedać, ale była to ekipa budowlana.
"Proszę panią, z sufitu wystaje syfon, rura chyba idzie u pani w ścianie. Czy moglibyśmy to urżnąć?"
Wezwałam męża- "Rżnijcie, najwyżej zaleje was treść sąsiadki".
Poszli, więcej nie przyszli, tylko hałas zrobił się niemożliwy.

Tymczasem uświadomiłam sobie, że obiekt na moim nowym obrazie ma być tak duży, że kominy się nie zmieszczą. Nawet z trudem mieści się w pracowni.
PRACOWNIA! Wszystko na powierzchni 1,90 na 3 metry.

Jednocześnie jest to pokój Gucia- to mój synek, 3 latka i 8 miesięcy:





Mam nadzieję, że jutro się wezmę.

A, jeszcze mam zaległe zlecenie- muszę z chudego kota zrobić grubego kota i zmienić kolory z beżów na zielenie.U mnie wszystko musi mieć uzasadnienie, więc chyba pójdę w bluszcz (te zielenie).

Jak nie przystąpię do kominów, to pogrubię kota.

1 komentarz:

  1. Justynko, prze-ge-nialnie się Ciebie czyta, jak można się było spodziewać zresztą. Będę zaglądać regularnie! Pozdrawiam serdecznie, kamena

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.