WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

wtorek, 29 grudnia 2015

Pogoda! Na malowanie. Na wszystko.

Zacząć od siebie, trzeba zacząć od siebie - i skończyć na sobie.
Powoli, powoli wdrażam swój nowo powstały program i mam sporą satysfakcję, bo... udaje się.

Już od dwóch nocy, zamiast grzecznie zasypiać, zostałam dosłownie zbombardowana pomysłami malarskimi. Druga, trzecia, czwarta w nocy - ja nie śpię. Ja zapisuję w pamięci, odsiewam.

Nie lubię powiedzenia "Nic na siłę" - w odniesieniu do malowania szczególnie. Czasami po prostu biorę tubkę z farbą i wyciskam - nie zostawię jej przecież na zatracenie i wyschnięcie. I tak, zapominając o zmęczeniu i swoim nastroju, wciągam się w robotę i zaczynam myśleć już w innym trybie.

Pamiętają Państwo początek dużego obrazu - tła, w postaci szalonego wiru?


Może słońce dodało mi odwagi?


W każdym razie użyłam swojego sposobu


...i schłodziłam trochę to rozpalone szaleństwo


Po nałożeniu błękitu na całość, przykryłam płytę szmatą (czystą, oczywiście) i foliową płachtą, i z bardzo szczęśliwym Guciem (z powodu zaproszenia Go do współtworzenia), odtańczyliśmy wesołego trepaka z poślizgiem stóp. (folia ważna, bo farba przesiąka przez materiał i nie raz "załatwiła mi" podeszwy w domowych laczach i zdarzyło mi się obdeptać mieszkanie "dekorując" podłogę)
Potem ostrożnie oderwaliśmy materiał, i naszym oczom ukazało się to :


Błękit ściemniał, niemal do czerni, więc teraz mam "problem" do rozwiązania! To oznacza, że obraz najprawdopodobniej będzie "gruby" (wielowarstwowy) - i tak chciałam.

Tymczasem w drugim pokoju, wieczorem - jakiś potworny szelest, dźwięk czegoś tłukącego się... i


Czyżbym maczała w tym palce...? Właściwie nie zaszły żadne szkody, parę rzeczy się potłukło, ale i tak najbrzydszych. Choinka znowu stoi, poprawiliśmy obsadzenie.

Oraz powstał szkic (Panienka Konna) - koń już był, niewiastę zlikwidowałam - ale jest już nowa. Dynamiczna.


Jest jeszcze rzecz, nad którą pracuję, ale o niej napiszę, kiedy pokonam barierę techniczną (przesyłanie zdjęć z telefonu).

I na sam koniec dodam, że takiej Wigilii, jak ta 27go grudnia, pięknej, wzruszającej, nie miałam nigdy. W sumie - zdążyliśmy przed Trzema Królami.

"Aż tu nagle... pogoda
taka dobra pogoda
odpowiednia pogoda
...na szczęście"

6 komentarzy:

  1. A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój..... Cieszę się, że u Was już dobrze. Pozdrawiam cieplutko
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  2. Oby wszystkie następne były już o czasie :*

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.