WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 3 maja 2013

Obraz do Cartiera - początek - fragmenty

Całkowita zmiana koncepcji - zamiast psa jest kot, za to jaskółki wróciły. Wzgórze zastąpiłam domami.
Jerzyk nie jest podobno spokrewniony z jaskółką, jestem pewna, ze ornitolodzy wycofają się z tego twierdzenia (o ile już tego nie zrobili).

Obraz zapowiada się pogodnie i optymistycznie, ale zdjęcia robiłam o zmierzchu, żeby chwycić jak najbardziej zaawansowany etap. To, co widzicie Państwo jako czarne, jest fioletowo - pomarańczowe.


A w oknie kot Cukierek - tak nazwał go Gucio.


Za nieostrość przepraszam, ale po godzinach pracy powiększa mi się wada wzroku.

Czasem nie wierzę własnym oczom - np. że pocztę dziś otworzyli (03.05).
W środku nikogo poza nami i paniami z okienka.

Jakiś dizajner postanowił zaprojektować futurystyczne wnętrze i dlatego nie ma ławek ani krzeseł, w to miejsce rozmieszczono nieregularnie prostopadłościany. Z ostrymi wierzchołkami - co jest niezgodne ze spostrzeżeniem znajomego z pracy mojej Mamy (z Instytutu Wzornictwa Przemysłowego) - co zrobić, aby design był nowoczesny : 1.pomalować na niebiesko 2.zaokrąglić rogi.

Gustaw z uciechą przemieszczał się z kubika na kubik i kiedy nadałam listy, powiedział, że pokaże mi sztuczkę. Przemieścił się z małego prostopadłościanu na większy i z triumfalną miną rzekł : "Już. To magia"
Na pytanie, dlaczego, odpowiedział, że On zniknął.
"Jak to? Przecież Cię widzę!"
"Ale TAM zniknąłem" - i wskazał niższe siedzisko.
Natychmiast chciałam Mu tłumaczyc, że się myli, ale pomyślałam sobie  - po co?
Poza tym nie mam pewności, czy mnie nie nabierał.


4 komentarze:

  1. Kiedy patrzę na tło obrazu w poprzednim poście, niemal wyobrażam sobie, jak pachnie Cartier (nie poznałam zapachu dotąd). Radośnie,świetliście, przestrzennie. I otulająco.
    Ale teraz to już się zaczyna dziać tyle, że włosy zaczynają się jeżyć. Kot w oknie (i pies ostrzący nań zębiska?), ciemny kolor. Zapach nabiera mroku.Huh. A ma być optymistycznie przecież! Nie mogę się doczekać efektu finalnego :)

    emera

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emero, spokojnie - to było o zmierzchu, taki żart. Psa nie ma (może w tym ciemnym oknie - ale cóż, tak to już jest w domach - puszkach - jedna warstwa na drugiej).
      Radośnie JEST, i jeszcze taka morelowo - kremowa chmura na górze.
      Jutro więcej!

      Usuń
  2. Nie no, Twój syn jest zajebisty :D Mój w sumie też, ostatnio stwierdził, że my jako rodzice jesteśmy dziwni :D

    winterka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! ja też tak myślałam o swoich rodzicach - i to się nie zmieniło. Pozdrowienia dla synka, którego dobrze pamiętam, bardzo sympatycznie. Ale On chyba nie jest dziwny?

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.