WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

wtorek, 14 maja 2013

Max, Aza i Presto

Proszę Państwa - prace nad portretem pieska Pani Emilii postępują.
Nie chcę mówić zbyt wiele (i pokazywać) - ale zapowiada się bardzo dobrze. O ile znajdę doskonały pomysł na całość.
Najważniejsze, że łeb i sylwetka Presto już są. Teraz czeka mnie wprowadzenie dodatkowych kolorów do postaci, a potem tło.

                                                       To jeszcze stadium w ołówku.

A potem - pierwsze kolory. I jednocześnie podstawa prac.Wiedziałam, że jeśli wprowadzenie barw sierści będzie udane, to spadnie mi kamień z serca.
I spadł.


 

W pyszczku zajdą jeszcze pewne zmiany, wprowadzę ciemny brąz do oczu.

Tymczasem wspomnę teraz o cichych towarzyszach mojej pracy - choć zapachowo nieobojętnych, czyli moich psach. Oba kundle - znajdy.
Pierwsza - Aza - trafiła do nas w wyniku rozpaczliwego apelu znajomych, którzy wrócili z urlopu z ponadprogramowym psem (Azą właśnie).
Aza uciekła ze wsi, miała szczenięta, które jej zabrano, strzelano do niej. Znalazła się u nas (w poprzednim małżeństwie moim) niemal półdzika. Bała się wszystkiego - nas, samochodów, ulicy, wszelkich gwałtowniejszych ruchów, dzieci. Nie wiem, jak to możliwe, ale za każdym razem, z przestrachu, robiła kupę. W najmniej odpowiednich miejscach. Przez pierwsze dwa tygodnie u nas, siedziała w kącie przy drzwiach, odwrócona głową do ściany - a więc tyłem do nas. Przy każdej próbie naszej zbliżenia się do niej, kuliła się i drżała.
Już straciliśmy nadzieję, że się otrząśnie po traumatycznych przejściach - aż tu nagle wracamy, a Aza podchodzi do nas i wpycha nos pod rękę, żeby ją głaskać.
Teraz ma już prawie 20 lat.


Dodam jeszcze, że jest potwornym leniuchem - nie sposób skłonić jej do biegania, chyba, że jakiś psi przystojniak jest w pobliżu. Wtedy następuje nagła metamorfoza - Aza podnosi baletowym ruchem łapy, pręży się, popiskuje i bardziej przypomina z gracji sarnę, niż wiejskiego kundelka.
No i ma wspaniałą cechę - zawsze broni Maxa. Jeśli ktoś go zaatakuje, Aza zjawia się, jak cień, bezszelestnie, i bezgłośnie doskakuje, kłapiąc zębami - co wystrasza napastnika, bo jest błyskawiczna, jak kot.

Maksio to zupełnie inny typ. O 2 lata młodszy od Azy, potruchtał za mną do domu, kiedy biegałam rano w Łazienkach. W pierwszej chwili nie wzięłam go za psa (mówimy, że jest skrzyżowaniem kozy z dzikiem) - tylko za jakieś dzikie zwierzę. Był tak chudy, że ludzie zaczepiali mnie na ulicy, pytając, czemu głodzę psa - ale koniec wypowiedzi był już cichy, bo widzieli Azę o zaokrąglonych kształtach.
Ważył 13,5 kg - teraz - 33.


Max jest wariatem - ma niespożytą energię i wszystkim się ekscytuje. Po obejrzeniu Zaklinacza Psów, Wojtek powiedział, że bierze się za trening. Przyprowadził Maxa przed siebie i kazał mu usiąść (zazwyczaj w takiej sytuacji pies nie wytrzymuje napięcia, zrywa się, kręci w kółko, podskakuje i dyszy). Tak więc mąż spojrzał Maksiowi w oczy, położył mu dłoń na głowie i mówił najbardziej hipnotyzującym głosem (a będąc aktorem to potrafi, jak nikt) :
"Jesteś spokojny. Jesteś opanowany. Nic się nie dzieje" - i wtedy nagle głowa Maxa natychmiastowo zrobiła się niesamowicie gorąca, żyły pulsowały, we wzroku pojawiło się błaganie i cicho charczał - bo to dla niego męka.
Poza tym, jak psy pasterskie, wszystkich chce zapędzić w jedno miejsce - żeby mieć na oku. Ekipa remontowa to był dramat dla niego. Biegał od grupy do grupy, niemal spieniony ze zdenerwowania.

Moje czworonogi od początku się lubią. I uzupełniają. To już staruszki, niestety (20 i 18 lat).
Dzięki nim nasz rodzina jest pełna. I Gucio był z nimi od zawsze.
To ważne. Jestem pewna.

7 komentarzy:

  1. Wzruszające psie historie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! A ilu historii nie napisałam - np. tych, w których Max staje się zmiennokształtny i przeciska się przez maleńkie otwory i szparki

      Usuń
  2. Pięknie piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Więc kochasz wszystko , bo zawsze pięknie piszesz :)

      Usuń
  4. Też chciałam napisać, jak pięknie i ciepło o nich piszesz ;) Saga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Sago - choć właściwie nie ma za co - no bo jak mogłabym pisać inaczej o moich domownikach?

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.