WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 10 maja 2013

Jest! Nagranie w Rodin TV

No więc - odprowadzając dziś rano Gustawa do przedszkola, pomyślałam - kiedy będę Cię odbierać, już dawno skończę nagranie. Trudno mi wytłumaczyć, ale to stwierdzenie nastroiło mnie filozoficznie, poczułam względność problemów, którymi mogłabym się przejmować - i ogarnął mnie miły spokój.

Spokój trochę niebezpieczny - bo rozleniwiający, a przecież telewizja to nie żarty - trzeba się ubrać ładnie, umalować, umyć itd.

Za półtorej godziny nagranie, a ja, rozumiecie, na spacerze z psami kupy zbieram (wszystkie - wypatruję ich jak grzybiarz prawdziwków).

Zdecydowałam się na ubiór eksperymentalny - kurteczkę jakby od dresu, ale z żorżety. No co? Artystka jestem, to mi wolno.

No i pojechaliśmy, w paszczę lwa - do siedziby Rodin tv. Z Kameleonem i Muchą w Zupie, które pozwolono mi pokazać w studiu. Panie od makijażu wzięły mnie w obroty - i choć na wizji wyglądałam ok, to potem Wojtek wstydził się wziąć mnie do sklepu, w słonecznym świetle ("Wyglądasz, jakbym Cię porwał z Tajlandii albo coś") - byłam żółta, naprawdę.

W charakteryzatorni już pani makijażystka poprawiła mi humor - "Ależ ma pani piękny naturalny kolor ust" - a były przeze mnie umalowane.
Podpisałam umowę, ale o czym była- nie pamiętam, za to pamiętam wzorek i kolor długopisu.
 Ktoś wniósł Kameleona i Szczawiową do studia - siadam, rozumiecie, a tam coś leży na kanapie jak paralizator. A to mikrofon. Podszedł blondyn o przezroczystej cerze i nagle jak mi nie zacznie rozpinać bluzy - "Pani włoży sobie mikrofon pod bluzkę" i mi coś majdruje przy pępku. Nagle się zorientowałam - "Ale ja nie mam bluzki pod spodem!" - gość odskoczył na pół metra, przestraszony.
No i się zaczęło.




Wyszłam z budynku, który zresztą przypomina monstrualny bunkier - a naszego citroena nie ma.
Dzwonię do W. - "Gdzie jesteś?"
"Widzisz po prawej półnagiego mężczyznę, coś jak chippendales, w szelkach?"
Żar lał się z nieba - dobrze, że spodni nie zdjął

Bardzo dziękuję prowadzącemu - Panu Michałowi Dobrołowiczowi http://radiokolor.pl/ekipa/13/Michal_Dobrolowicz - walczył ponad dwie godziny z wirusem (razem przeżywaliśmy dramatyczne chwile), który uniemożliwiał Mu odtworzenie i wysłanie mi nagrania - uruchomiliśmy gorącą linię. Nawet teraz nie wystygła. Gdyby nie On, czekałabym do poniedziałku na link.
Wielką przyjemnością jest mieć do czynienia z rzetelnymi, słownymi ludźmi.
Być może zobaczę radio od kulis.

A jakby ktoś wiedział, co zrobić, żeby zamiast linku wyświetlał się obrazek z trójkącikiem - proszę napisać.
Będę bardzo wdzięczna!

PS. Ten "piękny zapach", o którym mówił prowadzący, to był Klej CdG. A w torbie miałam też Garage i Scent CN - do końca nie wiedziałam, co wybrać. I jakoś tak wyszło, że po nagraniu wszyscyśmy wąchali - Garage szczególnie.


10 komentarzy:

  1. Widziałam Ju ;) Świetnie sobie poradziłaś. To mnie wcale nie dziwi, bo fantastycznie się Ciebie słucha i ogląda, tak samo jak czyta. My Ciebie już znamy, teraz czas na resztę świata ;) Gratulacje ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lilizo - dziękuję! Perspektywa obejrzenia samej siebie była dla mnie znacznie większym wyzwaniem, niż samo nagranie. Parę rzeczy bym zmieniła - ale ogólnie wypadłam bardzo naturalnie, co mnie cieszy chyba najbardziej. A co do reszty świata...no cóż, bardziej, wydaje mi się, cenne niż zasięg, jest posiadanie wywiadu w moim portfolio. Pokażę się bez wstydu.

      Usuń
  2. I ja przed chwilą obejrzałam. Bardzo przyjemnie się na Ciebie patrzy, Justyno, i Ciebie słucha. Masz niezaprzeczalnie pogodną, ciepłą "charyzmę" - oglądałam z uśmiechem, i teraz nijak nie potrafię zestawić tego obrazu z zapachami, które Cię kręcą (te industrialne lub drundusowe).
    Mocno kibicuję, żeby wieści o Tobie i Twojej pracy zyskały rozgłos i oby zleceń było coraz więcej. Bo to prawdziwa przyjemność podglądać Twoją pracę (jak podglądanie rosnących w piekarniku bułeczek z niecierpliwością, aż będą do zjedzenia gotowe) i podziwiać jej efekty.

    Pozdrawiam serdecznie
    emera

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "dryndusowe" miało być, ajć!
      emera

      Usuń
    2. Emero - dziękuję za ciepłe słowa, to bardo miłe. Co i rusz w określaniu mnie pojawia się słowo "charyzma", a przecież to nadużycie. Wszak raczej jestem typem "swojaka" - charyzma to coś więcej, o wiele więcej - charyzmę ma ktoś, kto w mimowolny czasem sposób sprawia, że ludzie podążają za nim, słuchają go, mają za guru.
      Co do zapachów - no tak, sprawiam wrażenie osoby ciepłej, miłej, zwyczajnej - ale w środku (przecież to nie jest wbrew) czai się nowoczesność, żeby nie powiedzieć modernizm (!), moje miejsce to pracownia - a tam zapachy chemiczne, abstrakcyjne, nieokreślone. Ulubione.
      Klej, Tar CdG, nawet Not a Perfume JHaG - pasują jak ulał.
      A dryndusy - czyli majtkowce - to wspomnienia młodości i dzieciństwa.
      Na rozgłos na pewno zasługuje pomysł portretowania perfum. Wyjątkowy pomysł - wiem, bo sprawdzałam.

      Usuń
  3. Bardzo ładnie i naturalnie wypadłaś :) I zauważ jak dobrze wpasowały się w otoczenie oba obrazy! Saga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od razu to zauważyłam, jak tylko weszłam do studia. Mucha w Zupie dodała mi pewności siebie. Dziękuję, Sago!

      Usuń
  4. Brawo :)))!!!! Wypadłaś świetnie , naturalnie i rzeczowo , i ślicznie wyglądałaś :) Kocham Muchę w Zupie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też ją kocham! Dlatego ze strachem myślę, że pojawi się klient, który będzie mnie kusił cenowo...
    Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  6. No proszę, mam obraz, który był w telewizji :D

    Tru

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.