WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

środa, 22 maja 2013

Nasza Rocznica

Wczoraj obchodziliśmy naszą siódmą rocznicę poznania się - a właściwie pierwszego kontaktu. Telefonicznego. My - czyli Wojtek i ja.

Dla tych, którzy nie czytali wpisu zeszłorocznego, wspomnę tylko, że zbliżyła nas Sympatia.pl. Ponieważ doszłam do wniosku, że żywiołowe i przypadkowe poznawanie osobników płci męskiej, z którymi później mnie coś łączyło, nie doprowadziło i nie doprowadzi do niczego dobrego, należy zainwestować w komputer i zaanonsować się a potem powybierać.
I to był doskonały ruch - ponieważ napisałam, że szukam poważnego związku na całe życie, odstraszyłam dowcipnisiów i amatorów przygód ( i zapewne 90 % ogółu).
A Wojtek, na pytanie, jakiej kobiety szuka, odpowiedział, że takiej, przy której można się zdrzemnąć bez zapowiedzenia, bez przykrych konsekwencji. Jakim jest kochankiem - cierpliwym. To mnie uwiodło.

Oznajmił mi, że gdyby zajrzał do zdjęć, które umieściłam jako dodatkowe, to, "nie dodałby mnie do ulubionych". Ale na szczęście dopiero wczoraj je zobaczył.


Z powodu nieustannego farbowania włosów, wciąż ścinałam się na krótko.

Wpadłam na pomysł, że prezentem na rocznicę mogą być obrączki. Swoją ślubną W. zgubił (jako aktor wciąż musiał zdejmować i wreszcie zostawił gdzieś na planie czy w garderobie).
Sprawa okazała się nieprosta - bo nie znam grubości palca mojego męża. Dlatego zdecydowałam się na skromne, srebrne obrączki, najlepiej u producenta (mogącego wymieniać do skutku wielkości).
Jedyny, którego znalazłam, mieścił się w Brwinowie.

Po odprowadzeniu Gustawa, z tajemniczą miną i w spodniach, które W. określa  "ale-ci-jaja-zwisają" (nowoczesny krój), ruszyłam na wyprawę.

Przy okazji po latach odwiedziłam Dworzec Śródmieście - i tam nic się nie zmieniło. Nawet charakterystyczny, odrażający zapach.




Wsiadłam w pociąg, zadowolona, czując się jak w wehikule czasu. Na początku tłum, potem wagon zaczął się wyludniać i wreszcie zostałam sama. Wesoły konduktor zapytał mnie, dokąd zjeżdżam. "Dziwne wyrażenie - pewnie język kolejarski" pomyślałam. "Do Brwinowa". Pan spojrzał jakoś tak chytrze "Czy widzi gdzieś pani, żeby ten pociąg miał napisane Brwinów?"
'Nie, jest tylko informacja, czyje są imieniny"


"To pani wyjdzie i zobaczy"
Faktycznie, to nie był właściwy pojazd.

Cudem wskoczyłam do drzwi wagonu na sąsiednim torze - tym razem ludzie wykazali się refleksem i na mój rozpaczliwy krzyk "Jedzie na Brwinów???" odpowiedzieli twierdząco.

Z panem jubilerem umówiłam się pod kasami biletowymi - od razu go poznałam po maleńkiej torebeczce z jedwabnymi sznureczkami, trzymanej w masywnych, raczej rzeźniczych, niż złotniczych, dłoniach.
Ponieważ do pociągu powrotnego miałam jeszcze trochę czasu, postanowiłam się przejść po miasteczku - w chwilowym towarzystwie sprzedającego.
"Wie pan, mam sentyment do Brwinowa - tutaj kiedyś mieszkała moja bliska przyjaciółka" - i wskazałam na budynek po prawej stronie.
"Tak? A na poddaszu miałem koleżankę z podstawówki".

Domyślacie się pewnie, że mówiliśmy o tej samej osobie. Kiedyś pracowałyśmy razem, a potem drogi się rozeszły, telefon z kontaktami przepadł i koniec. Na fb Jej nie ma - wiele razy myslałam o Basi, ale nie mialam pomysłu, jak Ją znaleźć.

"Wie pani, nie widziałem się z nią od szkoły, ale wiem, gdzie pracuje jej mama". I odprowadził mnie pod same drzwi Spółdzielni.
Powiem tylko, że z Basią przegadałyśmy nieprzyzwoicie wiele czasu przez telefon (11 lat przerwy!) - kiedy się rozstałyśmy, byłam w poprzednim małżeństwie, które już się rozpadało.

Okazało się, że obie jesteśmy szczęśliwe i zakochane - we własnych mężach. Prawie całkiem nowych.

Wczoraj - a więc w dzień uroczysty, jak na złość od rana prześladowała mnie piosenka :
"Ach, gdybym ja miała
skrzydełka jak gąska
to bym zaraz poleciała
do Jasia, do Śląska.
Siadłabym ja, siadła,
w leszczynie na trawie
przpatrzyłabym się dobrze
jasieńkowej sprawie".

Zawsze wydawała mi się nieprzyzwoita, no w ogóle bez sensu nucić ją wciąż w myślach.
Idąc do przedszkola, zdecydowałam się wypachnić lawendowym Gris Clair Lutensa (choć Gucio powiedział "Mamo, to drendus"), a mnie zrobiło się słabo (W. też kręcił nosem) - a ani tego wyszorować, ani nic.
Udało się, po godzinie w łazience.

W telewizji leciał program o kłopotach z zasypianiem i jak im zaradzić - bardzo skuteczny, obudziło nas własne chrapanie.

Wymyśliłam sobie (ad. obrączek), że, ponieważ nie braliśmy ślubu kościelnego, pojedziemy do sanktuarium na Siekierkach - tak jest sosna, obok której rosła kiedyś jabłoń, a pod nią w 1942gim roku pokazywała się regularnie Matka Boska (niepoprawnie ciśnie mi się na usta wierszyk "Pod tą gruszką siedział Kościuszko, a pod to drugo Kołłątaj Hugo").

I tam, pod altanką różaną, przy figurze z popękanymi paluszkami, włożyliśmy sobie nowe obrączki  (pasowały).
Rozczulona wyszeptałam "Wojtuś, przepraszam Cię za wszystkie smutki i przykrości, które Ci sprawiłam..."
"A ja, Justysiu, bardzo Cię przepraszam za wszystkie przykrości, jakie Ci sprawię".

Wsiedliśmy do samochodu, przechodząc obok placu zabaw "Pod Płaszczem Matki Boskiej", z zamiarem kupienia prezentu dla mnie.
"Przede wszystkim, muszę, Wojtek, wiedzieć, ile na niego przeznaczasz"
"No wiesz - myślę jakieś 15 - 20zł. Bo na coś wartościowego warto wydać więcej pieniędzy, ale byle co lepiej, żeby tanie było".

Kupiliśmy mi buty z gumy, w kolorze szafirowym, błyszczące, jak oblizane i z kwiatem z przezroczystego "blastiku" (jak mówi Gucio).

Wieczorem zemściła się na nas telewizja, chyba w podświadomość zapadło "Wszystko, czego nie wiecie o spaniu", bo nawet nie doczekałam Powrotu Mechagodzilli.


Ale że u nas świętowanie trwa 3 dni (a jeśli ktoś jest chory, to się nie wlicza) - mamy jeszcze czas.
Mam nadzieję, że dużo czasu.



20 komentarzy:

  1. Justynko życzę wielu wspaniałych chwil u boku Wojtka. Zresztą nigdy nie byłem dobry w składaniu życzeń....Także "STO LAT" W zakochaniu :) :-*
    Teziak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, nie musisz być dobry w składaniu życzeń, i tak wiem, jak są serdeczne. Ściskam mocno!

      Usuń
  2. Ju, aż wzruszyłam się czytając ten wpis:) Życzę Wam wszystkiego najlepszego! (też nie umiem ładnie składać życzeń)
    kamena
    PS: to pierwsze zdjęcie ze Śródmieścia (żółto-niebieskie) genialne! i całkiem w stylu Twoich obrazów:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kameno, dziękuję! Masz oko - to zdjęcie jest również moim ulubionym. A TAKIE obrazy kuszą mnie teraz najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  4. No to się od rana wzruszyłam :) i życzę Wam, abym tak się co roku wzruszała przez najbliższe 100 lat!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ju , rozczulający wpis ! I oby jak najwięcej takich jeszcze nastąpiło , szczerze Wam tego życzę :*
    Fantastycznie , że sfotografowałaś tę PRLowska mozaikę - aż mi się błogo na sercu zrobiło jak za lat dziecinnych w przejściu pod rotundą - rozczulająca paskuda; i jakiś cud , że dotąd ocalała :) A w pierwszej chwili myślałam , że to Twój nieznany szerokiej publice obraz , namalowany z okazji rocznicy , aczkolwiek z wyglądu nie wydaje się , żeby miał z nią coś wspólnego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mnie wzruszyła ta mozaika - zrobiłam też zdjęcie czerwonej, odpadającej, ale bez rur.
      Bardzo, bardzo się cieszę, że jest w stylu moich obrazów.

      Dziękujemy za życzenia!

      Usuń
  6. Jaki ładny, szczery wpis :) Gratuluję! Wszystkiego dobrego i pięknego dla Was!

    PS Mojego narzeczonego też na Sympatii poznałam :)

    MayaMarie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy - a szczery, jak zwykle. znam wiele par, które poznały się komputerowo - i są w udanych związkach.

      Usuń
  7. Justysiu wszystkiego dobrego!! Uwielbiam Twoje wpisy i obrazy czytam zawsze ku poprawie humoru.

    P.S. My z mężem też z sympatia.pl :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polu - bardzo dziękujemy za życzenia i również gratulujemy internetowego mariażu

      Usuń
  8. Dołączam się do gratulacji, bo cóż mogę innego wymyślić?
    Wasze wspólne zdjęcie wygląda jak kadr filmowy:)
    Ja też mam męża z internetu-z tego samego portalu.Jeśli chodzi o twórczą krytykę zdjęć, przebił nawet Wojtka! Nie chciał się ze mną spotkać, ponieważ na podstawie zdjęć sądził (niezupełnie zgodnie z prawdą, że wtrącę nieskromnie),że jestem brzydka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu pomyślał, że na zdjęciu tak ładna kobieta nie może być prawdziwa i jest wytworem talentu fotografa i fotoszopu?

      Usuń
    2. Och, jesteś bardzo łaskawa,ale prawda jest inna- miałam ciemne okulary, wielki turban i zaciętą mordkę. Wyglądało to źle.
      Jestem przy tym wpisie enty raz (zawsze to miło popatrzeć na cudze szczęście) i nie przestaje mnie zachwycać Wasze wspólne zdjęcie.
      Róbcie sobie co roku w tej samej pozie, dobra?

      Usuń
  9. Wszystkiego najlepszego dla Was, Justyś
    Kota

    OdpowiedzUsuń
  10. Ju, wiele szczęśliwych chwil i dłuuugiej wspólnej "drogi". W.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ju, aż się cieplutko na sercu zrobiło :)
    Najlepszego!
    tri

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.