WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

czwartek, 23 lipca 2015

Panienka z kotami - PREMIERA

Z radością i ulgą zapraszam na premierę Panienki z Kotami.
Dlaczego z ulgą? Zawsze, kiedy czuję, że obraz jest skończony (co się nie zawsze zdarza - jeszcze bym dorobiła czy zmieniła to i owo), cieszę się i zaczynam już myśleć intensywnie o następnym. To po pierwsze.

Po drugie - Panienka była niespodzianką. Tak zdecydowała Pani Teresa - z jednej strony dobrze, bo mogę w pełni realizować swoją wizję, ale jednocześnie im bliżej końca, tym bardziej napięcie rośnie. A już, kiedy szłam przez podwórko i miałam odwrócić obraz prawą stroną do Zleceniodawczyni, słyszałam w uszach, jak szumi mi przyspieszony puls.
Ale dobrze, wszystko dobrze, pełne zadowolenie.

A więc - muzyka!


Co było dla mnie ważne - to nie tylko oddać charakter postaci, ale również miejsca, w którym spędzamy nasze wspaniałe wakacje.
Pejzaż - różnorodny, obfitujący w morenowe pofałdowania - a w każdym dole (niemal) jezioro, jeśli łąki, to zawsze las na horyzoncie.


Pani Teresa nie jest osobą ze wsi - ale osiadła właśnie tutaj, w głuszy, od dzieciństwa przyzwyczajona do obcowania z naturą. Bardzo serdeczna, o wielkim sercu, lecz jednocześnie konkretna, z silną osobowością. A więc - czerwień! Ulubiony Jej kolor.
Drobnej, żeby nie powiedzieć filigranowej postaci, a fryzura...
"Pani Teresko, jakie miała Pani najdłuższe włosy?"
"Do pół łydki" (!)


Czerwonych szpilek co prawda w Jej posiadaniu brak, ale ten rodzaj obuwia nie jest Jej obcy. Poniżej zdjęcie w dziennym świetle


W ogóle obraz ma jedną z moich ulubionych cech - dwoistość, w zależności od światła. Dlatego zaprezentuję Państwu zdjęcia w obu oświetleniach



Oczywiście koty - zawsze wokół Niej, kocha je i rozumie. Jestem pewna, że gdyby miała ich sto, znałaby (również, jak i teraz) każdego po imieniu. Mają nawet swój oddzielny dom (chciałam napisać domek, ale powierzchniowo większy od naszego mieszkania).



Na szczęście dziś przyjechała poczta, z przesyłką od Wojtka, z najcieńszymi pędzelkami - powstały więc wąsy i inne maleńkie szczegóły.
Panienka  - takie jest moje wrażenie - ma w sobie pewnego rodzaju zadumę, rozmarzenie



Zapraszający, serdeczny gest dłoni - i proszę, tak wygląda całość



A skoro już o kotach mowa, Apsik przyglądał się z dużym zainteresowaniem (to na jego cześć te białe wąsy!)


No i tak. Teraz czas na Panienkę inną w charakterze, też niespodziankę, ale fragmenty opublikuję (muszę, inaczej się uduszę).

5 komentarzy:

  1. Jest prze-pięk-na ! I koty cudne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Parabelko! Chodzą słuchy, że ta Panienka bardzo się podoba - nie liczyłam na aż taki odzew i trochę się nawet dziwię

      Usuń
  2. Nie dziw się , jest przepiękna , naprawdę . Dałabym się pokroić w kawałeczki , żeby znaleźć się w takim miejscu - spokój , cisza , błogość i cudowne okoliczności przyrody no i koooty :))) Ona jest kojąca - jest w niej przestrzeń , powietrze , zapach łąki i lasu , i ogrom zawieszonego nad głową nieba . I ani jednego człowieka poza Panienką , stopioną w jedność z krajobrazem , ach :) ...

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.