WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

niedziela, 19 marca 2017

Tygodniówka nr 1 czyli Bajaderka

Zapraszam na wpis z nowego cyklu, tygodniowego, w rozwinięciu nazwa brzmi Przegląd Tygodnia ew. Bajaderka.
Będzie się pojawiał co weekend i zawierał zmienne kategorie, tylko takie, które rzeczywiście (w moim pojęciu) zasługują na zanotowanie.

Kolejność, jak w kalejdoskopie - proszę nie przywiązywać do niej żadnej wagi.

1. odkrycie muzyczne
Jacob Collier - poniżej utwór z jego debiutanckiej płyty Hideaway


Co za talent. Fenomenalny, genialny muzyk. Zaczarował mnie. Rocznik 1994. Już mocno utytułowany - w pełni zasłużenie. Londyńczyk. Tak bym chciała, żeby na stałe wszedł do muzycznego świata.

2. danie tygodnia - pojawiać się będzie nieczęsto pewnie, bo nie jestem smakoszką i odżywiam się przypadkowo i nieregularnie, w przerwach malowania.
Ale zachwyciła mnie zupa laksa z ulubionego barku Thai Street Food
Jak ja lubię to miejsce! Niepozorne, obsługa prawie nie zna polskiego. W środku ludzie siedzą z załzawionymi oczami (jakby to stypa była), czerwonymi nosami, butlą wody przy talerzu z curry - bo to czerwone jest u nich najlepsze. Co i raz ktoś kaszlnie albo kichnie - ostrrrrro!
A moja zupa, o rany. Z gałązkami kolendry, tofu, mlekiem kokosowym, w kolorze delikatnej porcelany.


3. Film tygodnia (gniot albo hit)
No więc strasznie się napaliłam na Witaj smutku (1958) Otto Premingera, na podstawie prozy Francoise Sagan. TVP Kultura, rozumiecie, super obsada - David Niven, Deborah Kerr, Jean Seberg Tymczasem popatrzeć można było co najwyżej na kreacje Givenchy, który zdaje się pokazał tam wszystko, co miał. Miejsce akcji przyjemne - Riviera francuska. Niby wyraziste postaci i specyficzny trójkąt - ojciec, podstarzały playboy, rozkapryszona córeczka i ewentualna żona, ale dialogi żadne, sztuczne, nakreślone grubą krechą, pretensjonalne.
Nawet Juliette Greco śpiewała tak, jakby chciała połączyć Edith Piaf z Marleną Dietrich, nie mając żadnych możliwości wokalnych. Opanowała za to nie mruganie, dzięki czemu spojrzenie stawało się nieobecne i jakby zamglone (w końcu gałki muszą być zwilżane).
W sumie dość pocieszające, że nie wszystko, co beznadziejne, dzieje się teraz.




4. dowcip tygodnia
"Żona zarzuca mi dwie rzeczy - że jej nie słucham i ... eee... coś tam jeszcze mówiła"

5. Umiejętność tygodnia (nabywana)
Postanowiłam, za radą znajomej, wprowadzić w celu zaśnięcia trening autogenny. Jeśli na leżąco, trzeba ułożyć się na wznak i wyobrażać sobie za nagraniem albo w myślach, że kolejne części ciała, zaczynając od dołu, stają się ciężkie (to bardzo uproszczony skrót).
Pierwszy raz słabo wyszedł.
Ciemno, leżę wygodnie - zaczynam.
"Moja prawa stopa staje się ciężka, prawa kostka staje się ciężka, łydka jest zrelaksowana i staje się ciężka..." "A ja jestem lekka!" - odzywa się prawa stopa. Ignoruję, mówię dalej : "udo staje się ciężkie..." "Jestem lekka, bardzo lekka, aż się mogę unieść!" "Cicho tam! Pośladek staje się ciężki...ale coś kłuje, cholera! Okruchy! Kto jadł w łóżku???" "Jestem coraz lżejsza, poza tym musisz wstać i sprzątnąć okruchy!" - zrobiłam to i zaczęłam od nowa, lekceważąc prawą stopę, która nie chciała się poddać.
Ale, ponieważ trening działa po paru / nastu razach, wciąż próbuję. Rezultatów brak - za to pomysły na nowe obrazy ze zdwojoną siłą przychodzą mi do głowy, kiedy tylko przytknę głowę do poduszki. Jak zwykle. No i zasypiam o 3, 4. Co zrobić...w sumie żal by mi było je ignorować, może tu jest pies pogrzebany (okruszki to jego (jej) sprawka).

6. Zapach tygodnia
Molecules 01 Escentric Molecules.


Zapach - nie zapach. Nie zawsze go czuję, on raczej zaskakuje, pojawia się niespodziewanie. Czasem bardzo intensywnie podczas malowania. Kiedyś mnie drażnił - teraz, można powiedzieć, rozsmakowuję się w tej mgle, tęsknię za nią. Poza tym Mol. są bezpieczne - w domu, bo W., a raczej jego nos ignoruje Molecules. To dobrze, bo ostatnio mocno go doświadczałam nosząc porażająco mocnego różano - miodowo - udowego Muglera (Miroir des Voluptes) i mój biedny mąż jęknął, że chciałby wreszcie nie czuć nic - i tak się właśnie dzieje z M. 01, uff.

7. kosmetyk tygodnia
Wyobrazcie sobie taką scenę - przychodzi do mnie znajoma "Ale masz fajne włosy, byłaś u fryzjera?"
"Nie, mam nowy szampon" - i choć to wygląda jak najbardziej prostacka reklama z tv, naprawdę miało miejsce. Szampon - Babuszka Agafia.


Co robi : pogrubia i lekko usztywnia, uelastycznia, zwiększa objętość. Kosztuje mało - ok. 6 zł.
Nadaje się więc dla włosów typu puch.

I mam na koniec, na zachętę, fragment Kogoś, kogo lubię.
Wkrótce pokażę całość.


Dla mnie, osobiście, to bardzo ważny obraz.
Chyba nie powinnam go sprzedawać.
Mówię to ze wzruszeniem.

Ale żeby nie kończyć tego lekkiego wpisu zbyt patetycznie, prosz, jeszcze jeden Jacob Collier


Aranżacje to również jego robota.
Ach, ta dzisiejsza młodzież!

9 komentarzy:

  1. Jacob + wino ma zdecydowanie lepsze działanie niż trening audiogenny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Neo, usunęłam twój drugi komentarz, bo był powtórzeniem. Trening na pewno jest skuteczny - tylko, jak ze wszystkim, trzeba go prawidłowo wykonać i skupić się, a nie podświadomie wymyślać dialogi ze stopą.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam, że Ktoś kogo lubisz to początkowo był zupełnie inny w wymowie obraz i przede wszystkim ktoś, kto miał zupełnie inne oczy - uleczyłaś go z cierpienia :)

    Zapisuję się na stolik w Taju razem z Tobą - zwłaszcza na warzywa z orzechami (wyglądają smakowicie) albo tom yum :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jak miło to słyszeć! Cieszę się i ze wspólnego posiłku i z uleczenia cierpienia Kogoś, kogo lubię. Teraz patrzę jej w oczy ze spokojem. Co za ulga.

      Usuń
  4. Ju ja też chętnie bym wpadła z Tobą na Pad Thaia ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. To byłaby dla mnie wielka przyjemność - umówimy się zatem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Alez mi sie przyjemnie czytało. :). Szalenie lubię dzielenie się pozytywnymi, ciekawymi wrażeniami na bieżąco. Taka rozmowa o rzeczach wartych wspomnienia :).

    Czekałam i liczyłam na wzmianki o perfumach.

    A obraz jest genialny i żywy. Mam ciary. Wspaniale uchwytujesz emocje.

    Rejcz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Rejcz! A mnie się dobrze pisało, rozrywkowo, można powiedzieć, bo muszę mieć odskocznię przy tak emocjonalnie wyczerpującej pracy.
      co do portretu... premiera we wtorek

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.