WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 24 marca 2017

PREMIERA - Wenus czyli Lśnienie

Pierwsza Wojna Światowa, jak wiemy, zaczęła się od zamachu na arcyksięcia Ferdynanda, a zamachowcem był niejaki Gawryła Princip.
Nie znam powodu, dla którego Gawryłą nazwano manekin, podarowany mojej Mamie na jednej z szalonych studenckich imprez lat 60tych. Wzrostu słusznego, o rysach twarzy pomiędzy Kenem (od Barbie) a socrealistycznym bohaterem i pięknych proporcjach. Stał w domu moich rodziców, w piwnicy, w ciemnym kącie za drzwiami, obok tajemniczo szemrzącego licznika gazu, za drzwiami.
I jako dziecko się go bałam. Wstrzymywałam oddech, przechodząc obok drzwiowej matowej szyby, za którą rysował się niewyrazny kształt tułowia. Czasem siliłam się na odwagę i nagłym ruchem uchylałam skrzydło drzwi - a Gawryła patrzył  w dal nieobecnym spojrzeniem nienaturalnie niebieskich oczu, z obitym nosem i podbródkiem z niewielką czarną dziurą - pusty w środku.
Oczywiście - jak to manekiny - nie miał "płci", lecz gładkie wybrzuszenie.

Kiedy zaczęłam malować Wenus, po pierwsze chciałam, by udało mi się jak najwierniej przenieść  z wyobrazni kształt, który wcześniej naszkicowałam. Giętkie linie miały dać wrażenie prawdziwości sylwetki. Nie powiem, żeby to było łatwe - zmagałam się, przesuwałam kontury w nieskończoność, ale wreszcie udało mi się - sylwetka doskonała.
A potem... przypomniał mi się Gawryła i jego otoczenie w ciągłym półmroku.

Przestałam malować kobietę - tylko obraz z kobietą. Jak u Magritte'a, który narysował fajkę i nazwał  This is not a pipe. To nie fajka - to obraz fajki.

Zaczęło być również ważne to, co ZA obrazem (choć wciąż na płycie na sztalugach)


Światło w tle


Muzyka!


...oraz światło TAM


Lubię niejednoznaczność, niedopowiedzenie, umowność - a kiedy zrobiłam to ledowe światełko między udami, zaczęłam się na głos śmiać.


Z wielką przyjemnością mogę ogłosić, że moja Wenus / Lśnienie (nazwa Wojtka), została przyjęta na aukcję Ciało Płeć Gender, organizowaną przez Pragalerię w Warszawie i ArtInfo.pl.
Czy się spodoba? Czy znajdzie amatora?


(szczerze mówiąc, nie miałabym nic przeciwko temu, żeby ją zatrzymać, tylko ciiiii )
Format typowy teraz dla mnie 70 x 50 cm, akryl na płycie.

A tymczasem w niedzielę zapraszam na Bajaderkę 2.

11 komentarzy:

  1. Jestem PEWNA że znajdzie nabywcę
    Tru

    OdpowiedzUsuń
  2. Ludzie nabywają różne rzeczy.
    Wenus, Lśnienie....jak zwał, tak zwał. Dla mnie zawsze będzie to Szpara.
    Przyznam jednak, że ledowe światełko jest zaskoczeniem. Ja nadal nie jestem entuzjastą tego obrazu, ale w sztuce najbardziej fascynujące jest to, że nie wiadomo kogo co zachwyci. Każdy ma prawo do swojego zachwytu (lub nie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ledowe światełko i mnie samą zaskoczyło - zanim pomyślałam, już było namalowane

      Usuń
  3. Współczesna wersja "Źródła wszechrzeczy" Courbeta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu się nie zgodzę - choć i tu i tu widać pewien fragment ciała kobiety, u Courbeta jest realistyczna dosłowność, której u mnie - w zamierzony sposób - brakuje.

      Usuń
    2. dlatego napisałam "współczesna wersja" - niedosłowna, przetworzona ;)

      Usuń
  4. Ja obraz Courberta znam pod tytułem: "Pochodzenie świata". I jest to arcydzieło, które robi niesamowite wrażenie.
    Nie wiem, czy porównywanie Szpary do wspomnianego dzieła nie jest jakby na wyrost.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym w ogóle nie porównywała tych obrazów. Na wyrost czy nie, zupełnie o co innego w nich chodzi.

      Usuń
    2. Po nie długim zastanowieniu, twierdzę, że porównywanie nasuwa się jakby samo Nie dziwię się refleksji Parabelki.
      Nie giętkie linie kobiecej sylwetki skupiają uwagę widza, a ledowa szpara. Ukazanie tylko korpusu, bez głowy, rąk i nóg jeszcze bardziej skierowuje wzrok w konkretne miejsce.

      Usuń
  5. Wiesz, widzowie są różni. Zresztą nawet jakby uwaga wszystkich skupiała się tylko na tych 10ciu cm kwadratowych, no to co? Światełko jest w dechę.

    OdpowiedzUsuń