WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

wtorek, 31 maja 2016

Wspomnienie znad morza - PREMIERA

W ramach przerywnika, wróciłam jakiś czas temu do kołobrzeskiego obrazka, któremu czegoś brakowało.
Pomyślcie, drodzy Czytelnicy, co można dodać do minimalistycznego widoku morza?
"No przecież nie mewę" - zaśmiałam się w myślach na ten superbanalny pomysł i dziś z zadowoleniem prezentuję obrazek... z mewą.




Jak ja się strasznie bałam tego ptaka!
Teraz, kiedy mam coraz gorszy wzrok, namalowanie precyzyjnych nóżek czy dzióbka jest wyzwaniem.
I tak, rozumiecie, zwodziłam samą siebie, odwlekając ten moment, że przez ten czas zdążyłam zrobić dwa prania, odkurzanie i zagłębić się w najgorszym Vonnegucie, jakiego znam.

Ku mojemu zaskoczeniu zaczęło się jednak ściemniać, wyszłam więc z Pepą, zatopiona w ponurych rozmyślaniach...ale znam jeden bardzo skuteczny sposób. Tzn nie to, że JA znam, cała ludzkość go zna.
Uruchamia się potęgę wyobraźni - trzeba, w najdrobniejszych szczegółach, poczuć się jak PO skończeniu trudnej pracy. Ulga, zadowolenie, satysfakcja, a nawet zapakowanie obrazu do wysyłki, bo to też jest wyzwanie.
Trzeba sobie TAK DOBRZE wyobrazić wszystko, żeby poczuć się lekko i z tą lekkością przystąpić do malowania.
(dodatkowo mamrotałam pod nosem zdrowaśki - to też mi pomaga)

Tak więc - tadaaam :




A, chwileczkę - na obrazie właściwie występuje nie mewa, lecz rybitwa. Mewy mają naturę drapieżnika i bywają bezwzględne, wybrałam więc ptaszka o łagodniejszym usposobieniu. Młoda rybitwa - dla ortodoksów.
Zobaczcie, jak wygląda o zmierzchu :


Naprawdę nie wiem, w jakim kolorze jest ten pejzaż - odcienie zimne i ciepłe mieszają się ze sobą, a do tego, dla urozmaicenia dodałam sporo "dżinsowego" błękitu.
I jeszcze gwiazdki, których sama nie widzę, jeśli nie mam okularów, hahaha!



No, w każdym razie, czerwiec zapowiada się bardzo pracowicie - w tej chwili siedzę nad dwiema Panienkami, doszły dodatkowe dwa panienkowe zlecenia, a jeszcze wzięłam się spontanicznie za obraz, którego nie lubię - Różowy Pudel.
(chciałam coś własnego powiesić sobie na ścianie)
Nie jest już różowy.
Ale i tak nie zyskał mojej sympatii.
Wystawię go na sprzedaż - jeśli nikt nie weźmie, przerobię, najpewniej na inne stworzenie (może na Jelenia?).
O tym jutro.

A! (syndrom porucznika Colombo) trochę dziś spanikowałam - bo na policzku dwa dni temu wyskoczyła mi "febra" (tzn. tak myślałam do dziś) - ale ani nie boli, ani nie swędzi, za to rośnie w 3D i przypomniał mi się film o jednej pani, co się czesała po powrocie z tropików i wówczas naruszyła  siedlisko małych pajączków, które wykluły jej się pod skórą głowy. Może u mnie byłyby muszki.
Nie wiem...czy to ten Vonnegut.

Dobrej nocy!

(pokażę pudla, ale złośliwie maleńkiego) :


 Wychodzę z Pepą - będę sobie wyobrażać, że budzę się rankiem wypoczęta po smacznie przespanej nocy.
Ech.

4 komentarze:

  1. Moim zdaniem pudel jest całkiem w porządku😁 Na miejscu jego zadka wyobraźnia podsuwa mi zarys ludzkiej postaci, zaś jego kulkowaty ogon to oko biegnącego kundelka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No JEST w porządku - ale dla mnie to nie wystarczy... Zobaczysz dużego - wyobraź sobie wówczas jelenia z jego (pudla) oczami. Wolałabym.
      Jest też problem, którego Ty nie masz - nie potrafię (nie chcę) spojrzeć na swój obraz jak na zbiorowisko fantazyjnych fragmentów. Chyba, że obiekt dominujący zyskuje moją przychylność.

      Usuń
  2. W kuchni moich dziadków wisiał pejzaż leśny z jeleniem, mam sentyment ;) A minimalistyczny obrazek morski cudny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję - w moim domu też powinien zawisnąć jeleń, taki porządny, ryczący

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.