WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

wtorek, 17 maja 2016

Malarsko

Panienki, duftarty, panienki, duftarty...
Aż tu nagle zakiełkowała nowa myśl - powrót do zwierząt, na razie do jednego, ale w specjalnym wydaniu.

Dawno, dawno temu, kiedy nawet Wojtka nie znałam (a w sobotę minie 10 lat od pierwszego, że tak powiem, kontaktu), malowałam tylko zwierzęta.
(przy okazji -  poniższy obraz dedykuję wszystkim anonimowym donosicielom. Niektórzy wiedzą, czemu.)


W każdym razie już wtedy wśród zwierząt pojawił się motyw kota - olbrzyma.
Drzewa sięgały potworowi do łokcia.

I nagle dziś - z powodu desktrukcji obrazka - wpadłam na pomysł powrotu do kota giganta.


Wiadomo, że każdy PROJEKT musi mieć nazwę - poznajcie Państwo KOCILLĘ.


Oczywiście pojawią się ruiny, ogień, zniszczenie, połamane latarnie, uciekający ludzie - nie wiem, czy wszystko naraz.

W tym momencie uspokajam Szanownych Zleceniodawców - Kocilla nie dzieje się zamiast. To tylko przyprawa, taka pikanteria.

Panienka Lucy... wciąż nie jestem zdecydowana na tę suknię. Chyba szlachetniej wyglądałoby coś gładkiego, może powrócę do pierwszego zamysłu czyli złotej sukni?



Oczywiście na powyższym obrazku bardzo wiele jeszcze dojdzie - drzewa, rozumiecie, sowa na gałęzi, sama nie wiem co do końca. Mam wizję, ale raczej świetlną.

A jutro wsiadam w bus i już po pięciu godzinach jestem w Krakowie. Taaaaa....

W co się tu ubrać, kurka wodna? Pytam Wojtka
"Zimno dziś na dworze?"
"Nieeee, jakieś 12 stopni"
"Cooo?! To przecież straszny ziąb!"
"Nie przesadzaj, człowiek wrzucony do wody o takiej temperaturze umiera dopiero po pół godzinie"
"No właśnie, Wojtek!"
"Ale w wodzie koło zera po 3 minutach"

Więc załóżmy, że nie jest tak zimno, jak się nam wydaje. I tego będę się trzymać.

5 komentarzy:

  1. Ojoj, to nie ma już kota laserowego :( ? Kocilla aczkolwiek interesująca nie przemawia do mnie, bo sianie destrukcji i zniszczeń jest sprzeczne z samą istotą istnienia kota . Jeżeli destrukcja i zniszczenia się pojawiają, to absolutnie przypadkiem , jako kompletnie nieoczekiwany , marginalny efekt uboczny .

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zobaczyłam swinkę to od razu wręcz usłyszałam chrumkanie :D
    Pomysł z Kocillą bardzo do mnie przemawia jako do właścicielki kota rozmiaru więcej niż średniego, wyposażonego w grację słonia w składzie porcelany

    Tru

    OdpowiedzUsuń
  3. Tu Rejcz.

    Mnie się ta świnka podoba - to jest piękny, nowoczesny obraz! Pamiętam go od zawsze. Tylko dla odważnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świnka jest świetna, a właściwie nie świnka, tylko Świnia - kolosalny obraz, półtora na półtora! Kupił go na prezent zaręczynowy (poza pierścionkiem, bo zapytałam), blondwłosy młodzieniec dla swojej przyszłej wybranki - i został przyjęty, a obraz zawisł nad przedmałżeńskim jeszcze łożem. Wszystko to - sprzedaż obrazu i nasze miłe spotkanie działo się w knajpie "W Oparach Absurdu".

      Usuń
    2. Hah! No nie mogło być lepiej dla Świni! Zaiste Świnia zyskała godnych tego obrazu właścicieli - z gustem i dystansem do świata. :)
      I teraz mi przypomniałaś, że faktycznie wspominałaś już o tym. :)

      Rejcz.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.