WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

czwartek, 25 lutego 2016

Panienka Konna i wychodzenie z doła

Szanowni Państwo, jak wiadomo, Koziorożce, mam przyjemność być jednym z nich, nigdy się nie poddają - sięgnęłam więc po środki do ratowania się.
Oczywista sprawa - malowanie.
Panienka Konna chyba jako pierwsza ujrzy skończona światło dzienne.


Tutaj widzicie na razie sam szkielet pejzażu - teraz wprowadzę fiolet z czernią, może odrobinę malachitowej zieleni. Przy malowaniu zapominam o wszystkim, a ponieważ i tak niewiele pamiętam, nie dręczę się myślą, że jestem z lekka nieprzytomna - malowanie ten stan całkiem usprawiedliwia.Przynajmniej nie ma poczucia winy, ha!

Poza tym zawsze dobrze mi robi kino - i tu, muszę powiedzieć, po serii filmów męczących (Big Short, Zjawa i Moje córki krowy, na które poszłam z desperacji i wyszłam po kwadransie) mile zaskoczył mnie Ave Caesar.
Gustaw w centrach zawsze lubi zwiedzić łazienkę - tym razem wrócił twardym, zdecydowanym krokiem, mocno zbulwersowany.
"Czy wiesz, mamo, że nagle zgasło światło a potem sama się woda spuściła? Jak oni mogą coś takiego zrobić człowiekowi! To nie do zniesienia!".

Pochwalę się, że na uroczystym apelu, poświęconym osiągnięciom uczniów, syn mój został wywołany na scenę i dostał nagrodę za najpiękniejsze i najsprawniejsze czytanie. Nagroda książkowa, nawet przyjemna, z rysunkowymi zadaniami. Przypomniało mi się, jak mnie wyróżniono za świadectwo z czerwonym paskiem i otrzymałam książkę "Siedem zegarków kopidoła Joachima Rybki" Gustawa Morcinka. Trzeba było widzieć moją dziwną minę. Idea "uczymy się dla siebie, nie dla nagrody" doprowadzona do perfekcji.

Po powrocie do domu Gucio postanowił, na fali sukcesu, odrobić na zapas pracę domową


Ach, no i jeszcze z "pocieszycieli" - listonosz przyniósł dziś nasionka ylang ylang. "W niewoli roślina rośnie do wysokości półtora metra" - może się więc okazać, że treba się będzie wyprowadzić z naszych 28,5 metra. Znowu, nawiasem mówiąc, miałam sen, że za drzwiami szafy znajdował się wielki pokój.
Ano tak, ale też na tych pięciu metrach pracowni (którą bardzo lubię!), dzielonej z synkiem, powstaną nowe i mam nadzieję wspaniałe obrazy - propozycja wystawy nabiera rumieńców i kiedy tylko zobaczę kropkę nad "i" nie omieszkam o tym napisać.

Teraz już mówię dobrej nocy, przechodząc do pozycji horyzontalnej. Tak, liczę na sen. Może być o szafie.

6 komentarzy:

  1. Tu Rejcz. (To brzmi jakbym pisała z kosmosu ;)

    Panienka Konna - zwaliła mnie z nóg! W przenośni rzecz jasna ;). W poprzednim poście kompletnie nie miałam wizji co można na niej z robić? Na szczęście to Ty jesteś artystką i sprawiasz że mi kapcie spadają. Efekt jest niczym z kadr z hiszpańskiego, surrealistycznego filmu z Johnym Deppem. Nawet jeśli nasuwa się skojarzenie z Jeźcem bez Głowy, to nie dosłowne, przywodzi na myśl baśniowy format tego filmu osadzony w hiszpańskiej estetyce. (Dla mojego oka) Kapitalny obraz! A na wzmiankę o fiolecie i malachicie aż mnie przeszedł dreszczyk rozkoszy. Uwielbiam te kolory! Działają na mnie niesamowicie pozytywnie i hmmm tak zmysłowo?

    No i zamiast ja Ciebie, Ty rozbawiasz mnie - samo-spuszczająca się woda i zegarki kopidoła, w dodatku siedem! :) zmiażdzą chyba każdy paskudny nastrój. :)))

    Talent Gucia nie dziwi nic a nic - dziecko aktora i literacko utalentowanej malarki. :)

    Czekam w ekscytacji na wyjawienie tajemnicy wystawowej i lecę udowadniać, że nie jestem robotem. Niezmiennie mnie to rozbawia, zwłaszcza, że nie zawsze się udaje :)



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Matko ale wysmarowałam Jeźca. Z Jeźdźcem bez głowy oczywiście. Nie dawaj tego piewszego do czytania Guciowi. ;)

      Edytująca Rejcz

      Usuń
    2. Dziękuję, Rejcz, właśnie pracuję nad pierwszym planem i przyznaję - będzie ekspresyjnie. No cóż, jak mówi mój znajomy "malarstwo karmi się emocjami".
      Jeździec głowę ma, i to w pięknym blondzie. Mam nadzieję jutro zrobić już pokaz przedpremierowy.
      A tym udowadnianiem, że nie jesteś robotem - czyżby trzeba było składać dowody w Brulionie? W ustawieniach zmieniałam to i proszę. Komputery są złośliwe.

      Usuń
    3. Tu Rejcz. E.T went home ;)

      Właśnie nie chodziło mi o dosłowność Jeźdźca - nie chodziło o głowę, a o baśniowość, formułę tego filmu. O klimat. Absolutnie magiczny! Tylko tytuł niefortunny wobec obrazu, ale nie o tytuł tu chodzi, o! :)

      Tak, roboty/automaty są, acz mnie nie zniechęcają :) Ja mam z tego ubaw. :) No chyba, że to kwestie techniczne, ustawień przeglądarek? Może tylko ja muszę udowadniać? Bo wcześniej ich nie widziałam, zanim miałam konto, do którego dostęp i tak utraciłam, i jakoś nie śpieszno mi nowe zakładać. Szczerze mnie to bawi za każdym razem gdy ukazuje się komunikat "Nie jestem robotem" i ptaszek, odfajkować! Jak ankieta :) "Na ilu zdjęciach widzisz frytki" No przecież można pęc ze śmiechu, ja akurat z siebie samej, bo nie mam nigdy pewności (niedowidzę)

      Usuń
  2. Wciągnęły Cię tropikalne rośliny widzę, po tuberozie czas na ylang-ylang :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Równolegle! A mam też i palmę, co do której nie wiem, czy nie jest doskonałą sztuczną podróbką, bo zwinięty jak dłoń liść coś się nie rozwija, a w dotyku jak z blachy.
      Serdecznie Cię pozdrawiam Gryxiu, pokaż się, proszę, wiesz, gdzie.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.