WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

wtorek, 26 stycznia 2016

Joanna Karpowicz - Anubis mój przyjaciel.



Pewnego letniego dnia, w rozprażonym mieście, kiedy powietrze drgało od upału, oślepiały tańczące plamy światła, weszłam do galerii - nie handlowej, a nawet nie niedalekiej Galerii Odzieży Używanej, lecz Sztuki (galeria Stalowa), łapiąc powietrze jak ryba wyrzucona na brzeg.

Jeszcze nie osiągnęłam termicznej równowagi, kiedy kolana się pode mną ugięły, bo oto zobaczyłam to :


Anubis.
"Anubis, mój przyjaciel". Malarstwo Joanny Karpowicz. Jeden z cykli Anubis.

Obrazy potrącają czułą strunę - temat śmierci.
"Jak to jest, że jesteśmy, a potem - moment - i nas nie ma...?" pytałam niedługo (zawsze będzie niedługo) po śmierci Taty.
Przyjaciel odpowiedział "Nas tu nigdy nie było".
Nigdy nie było...Nie ma...
Przyjaciel dobrze wiedział, co mówi.


Malarka tak pisze o "swoim" bóstwie:
"W starożytnym Egipcie Anubis towarzyszył obrzędom pogrzebowym. Był ważnym towarzyszem w procesie przejścia w zaświaty. Jego imię to Anapa lub Ten, który stoi na wzgórzu. W czasach Starego Państwa Anubis był najważniejszym opiekunem zmarłych i miejsc pochówku. Dla mnie jest przyjacielem, który chroni przejście i przechodzącego. Postać tajemnicza i wszechobecna. Pierwszym obrazem z tego cyklu był „Anubis w łódce” (2012). Od tamtego czasu powstało wiele prac z tej serii. Jednych Anubis przeraża, innych uspokaja. Mnie uspokaja."


Obrazy z Anubisem należą niewątpliwie do tego rodzaju prac, które "robią coś" z widzem. Ze mną też zrobiły. Nie chcę (ale muszę) być patetyczna - po napotkaniu, SPOTKANIU Anubisów, inaczej spojrzałam na swoje malarstwo, na to, czego bym chciała.

Nie potrafię napisać, do jakiego stopnia bliskie są mi te obrazy. Jak bardzo mnie poruszają.

Pustka - ale taka kojąca, jakby było się samemu na całym świecie, jak u Chirico, Magritte'a - do niej tęsknię. Ona mi się śni.
Naprawdę nie istnieje... ale od czego są artyści


"Anubis, mój przyjaciel, pomaga mi okiełznać lęki. Na płótnach pojawia się w różnych rolach i kontekstach. Pewnego dnia będzie moim litościwym i czułym opiekunem, ale dziś jeszcze pije kawę w małym bistro na rogu. Pracuje w recepcji hotelu, oczekując cierpliwie na przybycie nocnych gości. Ogląda film w kinie, jedząc popcorn. Wiosłuje w łodzi, przewożąc pasażerów na drugi brzeg. Towarzyszy palaczowi w przerwie na fajkę. Ciągle w ruchu, stale podróżuje. Choć bywa i tak, że czeka godzinami w ogrodzie, przy morskiej zatoce. Jest tuż obok"

.
Przypomnijcie sobie dawne Krytyczne Czwartki i porównajcie te efekciarskie ściemy i konceptualne fiku miku ze sztuką tej rangi, co obrazy Joanny Karpowicz.

Czas na mój ulubiony .



Pomyślałam sobie, że w ciągu tych 13stu lat, kiedy maluję, naprawdę żal było mi się rozstać tylko z jednym swoim obrazem. Kiedy na niego patrzyłam, pragnełam być TAM, w nim *

A tutaj jednym krokiem, bez wahania, natychmiast, wchodzę do anubisowej rzeczywistości.


 Tymczasem... całkiem spokojnie wypijam trzecią kawę.


(spokojnie, bo Dune ma oko.
Znaczy się obraz z trzech wpisów wstecz.)



* Żywopłot - tego mi żal.

7 komentarzy:

  1. Widzę tutaj ogromne umiejętności, ale ukazywać obrazy w internecie to zbrodnia. Jakoś zareklamować się trzeba :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Inteligentne malarstwo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy Anubis ,którego zobaczyłam , ten w kolejce miejskiej - rzeczywiście zrobił wrażenie . Ale kolejne zaczęły nużyć jednostajnością ; biorąc pod uwagę komentarz autorki na temat Anubisa mam wrażenie , że wszystko sprowadza się do stwierdzenia "śmierć czai się wszędzie", co jest w sumie dość banalne ;)owszem , nastrój pustki, chłodu i osamotnienia oddany bardzo trafnie , ale jakoś mnie to nie przekonuje , powielanie tego samego motywu nuży . Wiadomo , że umrzeć można wszędzie , wobec czego Anubis a prawo być wszędzie , ale czy koniecznie trzeba to wszystko uwieczniać ? w takim razie Anubis w szpitalu , w kopalni , w górach , na wojnie , na porodówce, na polowaniu , na pętli tramwajowej , w sklepie ,no wszędzie po prostu . Nie jest dobrze jak się powiela dobry pomysł, bo wtedy dobry pomysł staje się pomysłem kiepskim - albo świadczy o braku pomysłów . Wystarczył by jeden , góra dwa Anubisy - taki w metrze czy na łódce , i drugi np przy kawie i byłoby doskonale , a tak to się zrobiła masówka , szkoda .
    Ale to moje osobiste prywatne zdanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To byłam ja , Parabelka , tylko jakoś za szybko wysłałam czy co i nie napisało , że to ja :P

      Usuń
    2. A na dodatek obraz z Anubisem na leżaczku nad brzegiem morza natychmiast kojarzy mi się z kadrami z teledysku Depeche Mode "Enjoy the silence":P

      Usuń
  4. Tu Rejcz.

    Najpierw bardzo mnie zaskoczyło, że ten nad basenem to też i Twój ulubiony.
    Ja aż zawyłam do niego, ja też "w nim" jestem. Jeśli obraz mnie przenosi do swojego wnętrza, to oznacza dla mnie mistrzostwo artysty.

    Pokochałam również "Porwanie Genette Tate". To napięcie, ten klimat, ten lęk. Fenomen. Oraz Zakręt. Już nigdy nie wyjdą z mojej głowy i koszmarnie ubolewam nad tym, że nie jest mi dane patrzeć na nie na ścianach swojego domu :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze raz Rejcz.

    Naturalnie dostrzegam i doceniam wszelkie inne atrybuty cechujące mistrzostwo artysty, ale umiejętność zawładnięcia umysłem, wyobraźnią odbiorcy, to jakby kropka nad "i", coś absolutnie wykraczającego poza mistrzostwo techniki, artyzm itp. To miałam na myśli.

    I jeszcze, kolory i to światło, jak z Mulholland Drive. Jakbyśmy mieli być za chwilę świadkami tragedii.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.