WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

niedziela, 12 czerwca 2016

Panienka Lucy - premiera!

...w górze schodów z szeroką, białą, kamienną balustradą, stoi dziewczyna, dziewczątko, chciałoby się powiedzieć. Gładko zaczesane włosy, pierwszy raz w życiu uróżowane policzki, długa suknia w pastelowym odcieniu.
Uśmiech, leciutki, ale i tak olśniewający, rozświetlający całą twarz.
Pozornie śmiałe spojrzenie, lecz uważniejszy obserwator dostrzeże niepewność, obawę.

Bo to przecież pierwszy bal, pierwszy raz, kiedy chłodne ze zdenerwowania dłonie rozgrzane zostaną odrobinę zbyt mocnym uściskiem rąk przejętego, ciemnowłosego młodzieńca, w pierwszym tańcu.


Nie minęło wiele czasu od tamtego wieczora - może dwa lata? Niecałe? Ale podlotek zmienił się w świadomą swej urody, dumną kobietę.
Uwodzicielkę.


Na czym polega jej siła? Dlaczego wszyscy do niej lgną? Dużo mocniej, niż uzasadniałaby to uroda i wdzięk?
Bo nie ma w niej krzty zarozumiałości, upozowania, chęci popisywania się, udowadniania czegoś.
Ona wie, że jest piękna, ma świadomość gestów, ciała, ruchu. Ma wewnętrzną pogodę.



Lubi ciepłe wieczory, kiedy zieleń drzew ciemnieje, wreszcie stając się zgaszonym fioletem.





Kiedy sowa szykuje się do nocnego lotu, cicho pohukując.
Lucy zatrzymuje się na moment, nasłuchując, czy już przyjechał po nią jej partner - partner w tańcu, lecz nie w życiu.
Na tego drugiego jeszcze czeka. Może spotka go na dzisiejszym balu?






Wietrzyk odchyla zasłony upstrzone złotymi kropeczkami jak gwiazdkami na ciemnogranatowym niebie


Już stawia stopę na białych schodkach - w powietrzu unosi się zapach róży, herbacianej, rozkwitłej w tajemniczym ogrodzie. To nie jest prawdziwa róża - to perfumy, które nosi Lucy.

Chwila zatrzymana, wymyślona, namalowana - oto ona




Co stało się z naszą uwodzicielką?
Życie potoczyło się inaczej, niż by oczekiwała.
Ciężkie doświadczenia, zmartwienia ponad miarę - a jednak Lucy zawsze nosi głowę wysoko, dumnie.
Nawet, jeśli nie ma siły dla siebie, ma ją dla innych.

Buciki z pierwszego, niewinnego balu stoją gdzieś na szafie, zamknięte w pudelku.
Warto je czasami przymierzyć.
Nie, żeby płakać.
Żeby się uśmiechnąć.
Bo tak do końca nic nigdy nie przemija.

3 komentarze:

  1. Ja sie bede powtarzac ciagle, ale nie umiem napisac niczego co nie byloby zbyt dla mnie osobiste, za bardzo by mnie odslanialo.
    Po prostu dziekuje Ci BARDZO za wszystkie terazniejsze i przyszle doznania ktorych doswiadczam dzieki Tobie

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję... to największa satysfakcja przy malowaniu Panienek, które przecież są obrazami dedykowanymi, kiedy portretowana osoba odnajduje siebie. Staram się czytać między wierszami, tym bardziej, jeśli nie znam bezpośrednio Zleceniodawczyni i niewiele więcej o niej wiem, poza tym, ze lubi moje malarstwo. Potem przeprowadzam "wywiad", który raczej dotyczy gustu. Ale... to też mi wiele mówi.
      Nie da się ukryć - lubię tę robotę, wymyślanie, przeczuwanie, zdawanie się na intuicję.

      Usuń
  2. Jak patrzę na to co się dzieje na tym obrazku, to jestem w stanie powiedzieć sensownie tylko tyle - jak Ty to robisz? Tzn wiem, że to jest właśnie sztuka, artyzm, i wiem co to jest, ale jak Wy artyści to robicie, że potraficie stworzyć magię? W miejscu niczego, lub czegokolwiek??? Obłędne to jest! Tak to jest talent, ale jak?

    Naturalnie pytanie jest retoryczne :)

    Rejcz :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.