Naprawdę, mam szczęście do ludzi. Przekonałam się o tym wielokrotnie, a teraz zadowolona jestem podwójnie, bo nie tylko spotkałam osobę przemiłą, ale również jest Ona moim zleceniodawcą. I to poczwórnym.
Pani Emilia, Polka, mieszka w północnej Norwegii. A jej wielkimi przyjaciółmi i prawdziwymi członkami rodziny są dwa psy - spaniele bretońskie. Ta rasa nazywana jest czasem "wyżłami kompaktowymi". Charakteryzują się radosnym charakterem, do późnej starości zachowują szczenięcą wesołość, a w terenie, nawet w bardzo trudnych warunkach, cechują się dzielnością i niezmordowaniem. Przy tym, jak wszystkie stworzenia, które zostały wyhodowane do pracy z człowiekiem, wykazują się niezwykłą kontaktowością i oddaniem.
Pani Emilia ma suczkę i psa - wiek tego ostatniego to 9,5 roku i to właśnie jego, o imieniu Presto, będę portretować. Zleceniodawczyni pisze, że Presto ma nie pysk, tylko twarz - a więc odczytać można bez trudu wszystkie emocje.
Żeby "być bliżej" portretowanego zwierzaka, powiesiłam zdjęcia.
Tak więc pracownia znowu odżyła - a będzie to proces długotrwały (chciałabym tak ciągle), bo biorę się za pierwsze z kilkunastu zleceń, zgromadzonych (większość) w ciągu ostatnich dni, a również przez czas przygotowywania wystawy "zapachowej".
Gustaw, usłyszawszy, że będę malować, zapytał, czy może popatrzeć. Obiecał, że siądzie sobie cichutko i grzecznie. Kiedy zobaczył Presto, zasmucił się.
"O, piesek! Zgubiony? "
"Nie, Guciu, wyszedł na spacer"
"I nie jest smutny?"
"A skąd, ma swoją ukochaną panią."
"To dobrze." - uspokoił się.
Trudność z portretami zwierząt (i ludzie również), polega na tym, że aby nie stały się one po prostu pocztówkami, prostym obrazkiem ze zdjęcia, trzeba nadać im szczególną formę, zachowując przy tym podobieństwo - wszak ono najbardziej zazwyczaj liczy się dla zleceniodawcy.
Dlatego najpierw wierność portretowanej postaci, a potem można szaleć - tak ja rozumiem tę szczególną pracę.
Szkic - dobry szkic - jest podstawą.
Łatwo nie było - pieska zdecydowałam się przedstawić w pozycji składającej się z samych skrótów.
Aż wezwałam Wojtka na pomoc. Przegadaliśmy nad przyszłym obrazkiem pół godziny, z ołówkiem w ręku, mało się nie pokłóciliśmy. Ale się udało.
Pokazuję dość enigmatycznie - element niespodzianki musi być.
Na koniec wspomnę jeszcze, że zupełnie inaczej pracuje się nad obrazem, który zlecony jest przez miłą i rzetelną osobę. Jej zakochanie w psach też ma znaczenie - dla mnie, właścicielki dwóch kundli znajd.
Pani Emilia pół niedzieli poświęciła na to, żeby z Norwegii dawać mi wskazówki ( z własnej inicjatywy - chyba ze 30 maili), jak zamienić linkowy napis w poprzednim wpisie na obrazek. Ja się poddałam (wyzywając się od głąbów technicznych) - a Ona nie.
Jak widać - z sukcesem.
WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ
niedziela, 12 maja 2013
piątek, 10 maja 2013
Jest! Nagranie w Rodin TV
No więc - odprowadzając dziś rano Gustawa do przedszkola, pomyślałam - kiedy będę Cię odbierać, już dawno skończę nagranie. Trudno mi wytłumaczyć, ale to stwierdzenie nastroiło mnie filozoficznie, poczułam względność problemów, którymi mogłabym się przejmować - i ogarnął mnie miły spokój.
Spokój trochę niebezpieczny - bo rozleniwiający, a przecież telewizja to nie żarty - trzeba się ubrać ładnie, umalować, umyć itd.
Za półtorej godziny nagranie, a ja, rozumiecie, na spacerze z psami kupy zbieram (wszystkie - wypatruję ich jak grzybiarz prawdziwków).
Zdecydowałam się na ubiór eksperymentalny - kurteczkę jakby od dresu, ale z żorżety. No co? Artystka jestem, to mi wolno.
No i pojechaliśmy, w paszczę lwa - do siedziby Rodin tv. Z Kameleonem i Muchą w Zupie, które pozwolono mi pokazać w studiu. Panie od makijażu wzięły mnie w obroty - i choć na wizji wyglądałam ok, to potem Wojtek wstydził się wziąć mnie do sklepu, w słonecznym świetle ("Wyglądasz, jakbym Cię porwał z Tajlandii albo coś") - byłam żółta, naprawdę.
W charakteryzatorni już pani makijażystka poprawiła mi humor - "Ależ ma pani piękny naturalny kolor ust" - a były przeze mnie umalowane.
Podpisałam umowę, ale o czym była- nie pamiętam, za to pamiętam wzorek i kolor długopisu.
Ktoś wniósł Kameleona i Szczawiową do studia - siadam, rozumiecie, a tam coś leży na kanapie jak paralizator. A to mikrofon. Podszedł blondyn o przezroczystej cerze i nagle jak mi nie zacznie rozpinać bluzy - "Pani włoży sobie mikrofon pod bluzkę" i mi coś majdruje przy pępku. Nagle się zorientowałam - "Ale ja nie mam bluzki pod spodem!" - gość odskoczył na pół metra, przestraszony.
No i się zaczęło.
Wyszłam z budynku, który zresztą przypomina monstrualny bunkier - a naszego citroena nie ma.
Dzwonię do W. - "Gdzie jesteś?"
"Widzisz po prawej półnagiego mężczyznę, coś jak chippendales, w szelkach?"
Żar lał się z nieba - dobrze, że spodni nie zdjął
Bardzo dziękuję prowadzącemu - Panu Michałowi Dobrołowiczowi http://radiokolor.pl/ekipa/13/Michal_Dobrolowicz - walczył ponad dwie godziny z wirusem (razem przeżywaliśmy dramatyczne chwile), który uniemożliwiał Mu odtworzenie i wysłanie mi nagrania - uruchomiliśmy gorącą linię. Nawet teraz nie wystygła. Gdyby nie On, czekałabym do poniedziałku na link.
Wielką przyjemnością jest mieć do czynienia z rzetelnymi, słownymi ludźmi.
Być może zobaczę radio od kulis.
A jakby ktoś wiedział, co zrobić, żeby zamiast linku wyświetlał się obrazek z trójkącikiem - proszę napisać.
Będę bardzo wdzięczna!
PS. Ten "piękny zapach", o którym mówił prowadzący, to był Klej CdG. A w torbie miałam też Garage i Scent CN - do końca nie wiedziałam, co wybrać. I jakoś tak wyszło, że po nagraniu wszyscyśmy wąchali - Garage szczególnie.
Spokój trochę niebezpieczny - bo rozleniwiający, a przecież telewizja to nie żarty - trzeba się ubrać ładnie, umalować, umyć itd.
Za półtorej godziny nagranie, a ja, rozumiecie, na spacerze z psami kupy zbieram (wszystkie - wypatruję ich jak grzybiarz prawdziwków).
Zdecydowałam się na ubiór eksperymentalny - kurteczkę jakby od dresu, ale z żorżety. No co? Artystka jestem, to mi wolno.
No i pojechaliśmy, w paszczę lwa - do siedziby Rodin tv. Z Kameleonem i Muchą w Zupie, które pozwolono mi pokazać w studiu. Panie od makijażu wzięły mnie w obroty - i choć na wizji wyglądałam ok, to potem Wojtek wstydził się wziąć mnie do sklepu, w słonecznym świetle ("Wyglądasz, jakbym Cię porwał z Tajlandii albo coś") - byłam żółta, naprawdę.
W charakteryzatorni już pani makijażystka poprawiła mi humor - "Ależ ma pani piękny naturalny kolor ust" - a były przeze mnie umalowane.
Podpisałam umowę, ale o czym była- nie pamiętam, za to pamiętam wzorek i kolor długopisu.
Ktoś wniósł Kameleona i Szczawiową do studia - siadam, rozumiecie, a tam coś leży na kanapie jak paralizator. A to mikrofon. Podszedł blondyn o przezroczystej cerze i nagle jak mi nie zacznie rozpinać bluzy - "Pani włoży sobie mikrofon pod bluzkę" i mi coś majdruje przy pępku. Nagle się zorientowałam - "Ale ja nie mam bluzki pod spodem!" - gość odskoczył na pół metra, przestraszony.
No i się zaczęło.
Wyszłam z budynku, który zresztą przypomina monstrualny bunkier - a naszego citroena nie ma.
Dzwonię do W. - "Gdzie jesteś?"
"Widzisz po prawej półnagiego mężczyznę, coś jak chippendales, w szelkach?"
Żar lał się z nieba - dobrze, że spodni nie zdjął
Bardzo dziękuję prowadzącemu - Panu Michałowi Dobrołowiczowi http://radiokolor.pl/ekipa/13/Michal_Dobrolowicz - walczył ponad dwie godziny z wirusem (razem przeżywaliśmy dramatyczne chwile), który uniemożliwiał Mu odtworzenie i wysłanie mi nagrania - uruchomiliśmy gorącą linię. Nawet teraz nie wystygła. Gdyby nie On, czekałabym do poniedziałku na link.
Wielką przyjemnością jest mieć do czynienia z rzetelnymi, słownymi ludźmi.
Być może zobaczę radio od kulis.
A jakby ktoś wiedział, co zrobić, żeby zamiast linku wyświetlał się obrazek z trójkącikiem - proszę napisać.
Będę bardzo wdzięczna!
PS. Ten "piękny zapach", o którym mówił prowadzący, to był Klej CdG. A w torbie miałam też Garage i Scent CN - do końca nie wiedziałam, co wybrać. I jakoś tak wyszło, że po nagraniu wszyscyśmy wąchali - Garage szczególnie.
poniedziałek, 6 maja 2013
Jerzyki Cartiera skończone!
Zmiany nieduże, ale o istotnym znaczeniu.
Najważniejsza to wprowadzenie ledwie dostrzegalnego błękitu, który spowodował, że : nieokreślone bliżej fantazje kolorystyczne na temat chmur nieco się ukonkretniły i - po drugie - światło przestało przypominać łunę. No i po trzecie niebieski urozmaicił kolorystykę, wg mnie zbyt jednostajną.
Kotek w oknie pozostał (nadaje bajkowy charakter - w sam raz na aukcję dla dzieci), a jerzyki są całkowicie poza jego zasięgiem, bezpieczne. Zresztą i tak ok. 3 lat spędzają w powietrzu.
Same ptaszki - szczególnie tego na pierwszym planie, przyciemniłam prawie czarnym fioletem. Zrezygnowałam z większego jerzyka na pierwszym planie - dzięki Hanako, która przyrównała jaskółki do okruszków (co mnie ujęło).
Gdzieniegdzie pozostawiłam, jak widać na zdjęciu powyżej, nietkniętą, surową warstwę, którą jako pierwszą nałożyłam na dyktę.
Budynki, dzięki przetarciom, zyskały na lekkości - szczerze mówiąc, bałam się ich surowości (która zresztą nie miała przełożenia na Eau de Cartier).
Najwyższy czas na całość -
Trudno.
niedziela, 5 maja 2013
Obraz do Cartiera - pogodny
Na powyższym zdjęciu uchwyciłam trzy ptaszki, gdyby ktoś niedowidział, to proszę :
No dobra, JA niedowidzę, w związku z czym jutro domaluję wyraźnego jerzyka i dodam trochę światła.
Na razie jest tak :
Zapomniałam napisać o wzruszającej (z pozoru) scenie, która miała miejsce po powrocie Gucia z przedszkola. Nagle wtulił się we mnie i powiedział :
- Mamusiu, a ja dzisiaj płakałem... Na leżakowaniu, tak cichutko, pod kocykiem, żeby nikogo nie obudzić...
- kochanie, ale dlaczego?
- bo Ciebie nie było...
- ależ, synku, pamiętaj, że mama zawsze o Tobie myśli i tęskni, kiedy Cię nie ma (i tak się rozczuliłam, że oczy mi się zaszkliły)
- no doobrze, a masz dla mnie niespodziankę?
- Gustaw! Czy dlatego mówiłeś mi o płakaniu, że chciałeś niespodziankę?
- tak...
- na pewno? Tylko dlatego to powiedziałeś???
- NA PEWNO - i z przekonaniem pokiwał głową.
- to znaczy, Guciu, że nie płakałeś, że mnie nie było?
- płakałem, dawno temu...a jaką masz dla mnie niespodziankę?
Skąd wiedział, że kupiłam samochodzik, który miga i świeci, z otwieranymi drzwiami i dwiema melodyjkami, jedną gorszą od drugiej?
I ja na jutro szykuję niespodziankę - definitywne skończenie obrazu. Na razie CZEGOŚ mu brakuje.
Będę myśleć.
piątek, 3 maja 2013
Obraz do Cartiera - początek - fragmenty
Całkowita zmiana koncepcji - zamiast psa jest kot, za to jaskółki wróciły. Wzgórze zastąpiłam domami.
Jerzyk nie jest podobno spokrewniony z jaskółką, jestem pewna, ze ornitolodzy wycofają się z tego twierdzenia (o ile już tego nie zrobili).
Obraz zapowiada się pogodnie i optymistycznie, ale zdjęcia robiłam o zmierzchu, żeby chwycić jak najbardziej zaawansowany etap. To, co widzicie Państwo jako czarne, jest fioletowo - pomarańczowe.
A w oknie kot Cukierek - tak nazwał go Gucio.
Za nieostrość przepraszam, ale po godzinach pracy powiększa mi się wada wzroku.
Czasem nie wierzę własnym oczom - np. że pocztę dziś otworzyli (03.05).
W środku nikogo poza nami i paniami z okienka.
Jakiś dizajner postanowił zaprojektować futurystyczne wnętrze i dlatego nie ma ławek ani krzeseł, w to miejsce rozmieszczono nieregularnie prostopadłościany. Z ostrymi wierzchołkami - co jest niezgodne ze spostrzeżeniem znajomego z pracy mojej Mamy (z Instytutu Wzornictwa Przemysłowego) - co zrobić, aby design był nowoczesny : 1.pomalować na niebiesko 2.zaokrąglić rogi.
Gustaw z uciechą przemieszczał się z kubika na kubik i kiedy nadałam listy, powiedział, że pokaże mi sztuczkę. Przemieścił się z małego prostopadłościanu na większy i z triumfalną miną rzekł : "Już. To magia"
Na pytanie, dlaczego, odpowiedział, że On zniknął.
"Jak to? Przecież Cię widzę!"
"Ale TAM zniknąłem" - i wskazał niższe siedzisko.
Natychmiast chciałam Mu tłumaczyc, że się myli, ale pomyślałam sobie - po co?
Poza tym nie mam pewności, czy mnie nie nabierał.
Jerzyk nie jest podobno spokrewniony z jaskółką, jestem pewna, ze ornitolodzy wycofają się z tego twierdzenia (o ile już tego nie zrobili).
Obraz zapowiada się pogodnie i optymistycznie, ale zdjęcia robiłam o zmierzchu, żeby chwycić jak najbardziej zaawansowany etap. To, co widzicie Państwo jako czarne, jest fioletowo - pomarańczowe.
A w oknie kot Cukierek - tak nazwał go Gucio.
Za nieostrość przepraszam, ale po godzinach pracy powiększa mi się wada wzroku.
Czasem nie wierzę własnym oczom - np. że pocztę dziś otworzyli (03.05).
W środku nikogo poza nami i paniami z okienka.
Jakiś dizajner postanowił zaprojektować futurystyczne wnętrze i dlatego nie ma ławek ani krzeseł, w to miejsce rozmieszczono nieregularnie prostopadłościany. Z ostrymi wierzchołkami - co jest niezgodne ze spostrzeżeniem znajomego z pracy mojej Mamy (z Instytutu Wzornictwa Przemysłowego) - co zrobić, aby design był nowoczesny : 1.pomalować na niebiesko 2.zaokrąglić rogi.
Gustaw z uciechą przemieszczał się z kubika na kubik i kiedy nadałam listy, powiedział, że pokaże mi sztuczkę. Przemieścił się z małego prostopadłościanu na większy i z triumfalną miną rzekł : "Już. To magia"
Na pytanie, dlaczego, odpowiedział, że On zniknął.
"Jak to? Przecież Cię widzę!"
"Ale TAM zniknąłem" - i wskazał niższe siedzisko.
Natychmiast chciałam Mu tłumaczyc, że się myli, ale pomyślałam sobie - po co?
Poza tym nie mam pewności, czy mnie nie nabierał.
środa, 1 maja 2013
Na wozie...i poczatek nowego obrazu
Coś mi kazało, by nie przywracać pracowni do poprzedniego stanu, jeśli chodzi o przemeblowanie - i nadal stół zagradza i zagraca pokój, ustawiony w poprzek. Przyzwyczaiłam się do chodzenia bokiem po naszym mieszkaniu, poza tym byłoby mi bardzo smutno, gdyby nagle, po wernisażu, zrobiło się pusto.
Tak się cieszę, że mam nową pracę - dla tych, którzy nie czytali - obraz na aukcję dobroczynną dla dzieci chorych na mukowiscydozę.
Musiałam poprosić Wojtka o odkręcenie tubki
I przystąpiłam.
Do jakiego zapachu tym razem (na pewno wszyscy pytacie).
Wybór padł na...
Eau de Cartier Essence d'Orange.
Prześliczne perfumy. Na pierwszym planie ciepła, sympatyczna pomarańcza, cytrusy, na miłym, lekko drzewnym tle. EdO ma też cechę, którą bardzo lubię - łączy świeżość i otulającą miękkość. Nienachalny, lecz stylowy zapach w bardzo dobrym gatunku - a przy tym ma w sobie coś lirycznego, jakby wspomnienie z dzieciństwa?
Obraz od razu zobaczyłam, kiedy tylko zaczęłam używać Cartiera.
Kolory - to oczywiste - ciepłe, dość delikatne, dużo pomarańczu, kości słoniowej, może złoto gdzieniegdzie (?).
Temat też pojawił się sam - jerzyki!
Kochane ptaszki, wydawało mi się, że wczoraj słyszałam ich krzyk, ale dziś niebo było puste. Może badają teren i nie wierzą w wiosnę? (wszak miesiąc temu zaliczyliśmy śnieżycę).
Tyle, że jakoś widzę teraz małego, białego, siedzącego pieska...
Tło już jest. pierwsza warstwa, bo obraz ma się składać przynajmniej z trzech.
Mogę się pochwalić? Sprzedałam Nogi w Chmurach!
A propos transakcji - Wojtek kupił na All elektroniczny drobiazg. Od razu wpłacił pieniądze - a tu mijają dni i nic.
Uwaga - będzie wulgarnie, wrażliwcy - nie czytać!
W. poprosił mnie, żebym, jako bieglejsza, napisała wiadomość do sprzedającego (który miał na dodatek średnią 4,8).
No to napisałam - że od razu była zapłata, że nie można się skontaktować telefonicznie, bo się włącza poczta, że minęło 9 dni i jeśli gość nie zadzwoni na podany nr, to transakcję W. uważa za nieważną i, co za tym następuje, oczekuje szybkiego zwrotu pieniędzy. Nacisnęłam "wyślij" - a tu drrrr! Dzwonek domofonu - listonosz!
Przesyłka dotarła.
"Wojtek, trzeba zaraz do gościa napisać coś, że się odwołuje poprzednią wiadomość! Tylko jak to sformułować?"
"Justysiu, po prostu napiszemy "Masz szczęście, chuju"
Żart, oczywiście, ale dobrze, że W. ma osobne konto na All.
Tak się cieszę, że mam nową pracę - dla tych, którzy nie czytali - obraz na aukcję dobroczynną dla dzieci chorych na mukowiscydozę.
Musiałam poprosić Wojtka o odkręcenie tubki
I przystąpiłam.
Do jakiego zapachu tym razem (na pewno wszyscy pytacie).
Wybór padł na...
Eau de Cartier Essence d'Orange.
Prześliczne perfumy. Na pierwszym planie ciepła, sympatyczna pomarańcza, cytrusy, na miłym, lekko drzewnym tle. EdO ma też cechę, którą bardzo lubię - łączy świeżość i otulającą miękkość. Nienachalny, lecz stylowy zapach w bardzo dobrym gatunku - a przy tym ma w sobie coś lirycznego, jakby wspomnienie z dzieciństwa?
Obraz od razu zobaczyłam, kiedy tylko zaczęłam używać Cartiera.
Kolory - to oczywiste - ciepłe, dość delikatne, dużo pomarańczu, kości słoniowej, może złoto gdzieniegdzie (?).
Temat też pojawił się sam - jerzyki!
Kochane ptaszki, wydawało mi się, że wczoraj słyszałam ich krzyk, ale dziś niebo było puste. Może badają teren i nie wierzą w wiosnę? (wszak miesiąc temu zaliczyliśmy śnieżycę).
Tyle, że jakoś widzę teraz małego, białego, siedzącego pieska...
Tło już jest. pierwsza warstwa, bo obraz ma się składać przynajmniej z trzech.
Mogę się pochwalić? Sprzedałam Nogi w Chmurach!
A propos transakcji - Wojtek kupił na All elektroniczny drobiazg. Od razu wpłacił pieniądze - a tu mijają dni i nic.
Uwaga - będzie wulgarnie, wrażliwcy - nie czytać!
W. poprosił mnie, żebym, jako bieglejsza, napisała wiadomość do sprzedającego (który miał na dodatek średnią 4,8).
No to napisałam - że od razu była zapłata, że nie można się skontaktować telefonicznie, bo się włącza poczta, że minęło 9 dni i jeśli gość nie zadzwoni na podany nr, to transakcję W. uważa za nieważną i, co za tym następuje, oczekuje szybkiego zwrotu pieniędzy. Nacisnęłam "wyślij" - a tu drrrr! Dzwonek domofonu - listonosz!
Przesyłka dotarła.
"Wojtek, trzeba zaraz do gościa napisać coś, że się odwołuje poprzednią wiadomość! Tylko jak to sformułować?"
"Justysiu, po prostu napiszemy "Masz szczęście, chuju"
Żart, oczywiście, ale dobrze, że W. ma osobne konto na All.
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Jeden krok w górę, dwa kroki w dół
...czyli co się polepszy, to się popieprzy. A potem odwrotnie.
Pani, która zarezerwowała obrazy, wycofała się i tym samym Antylopa i Shalimar są wolne.
Trudno się mówi, tak to już bywa. Mam jednak cichą nadzieję, że te dwie prace znajdą nabywców - są bardzo efektowne.
Mam za to doskonałą wiadomość - maluję nowy obraz!
Ponieważ Mucha poszła, a wspólnie doszłyśmy z Mon Credem do wniosku, że Nogi w Chmurach średnio się nadają do aukcji organizowanej z myślą o chorych dzieciach, więc nagle mnie olśniło - jeszcze jeden!
Przez pomyłkę dział rżnięcia dykt sprzedał mi 11 płyt, a nie 10, mam więc miejsce - i - uwaga - zdecydowałam pójść w tematykę zwierzęcą - jerzyki (umownie - jaskółki, ale nie są spokrewnione).
Co roku przylatują w długi weekend - każdego ranka wgapiam się w niebo.
Doskonała ilustracja Eau de Cartier - Essence d'Orange.
Oraz rozjaśniłam sobie włosy od przodu - na rudo i wpadłam na wg mnie genialny pomysł fryzjerski.
Wyobraźcie sobie, Drodzy Czytelnicy, że włosy to kartki książki albo raczej papieru kolorowanego.
I teraz, rozumiecie, nadajemy każdym dwóm "stronom" (czyli warstwom po bokach przedziałka - tylko z wierzchu) pojedynczy kolor. Przewracamy stronę - i kolejny kolor. To jest znacznie łatwiejsze od robienia pasemek.
Tym sposobem, osoba ufarbowana, dzięki zmianie miejsca przedziałka, może być blondyną, rudą, brunetką itd - lub z jednej strony taka, z drugiej inna. I przejść metamorfozę kolorystyczną w czasie krótszym niż przypudrowanie noska.
Zastanawiam się, czy to jest zrozumiałe?
Uważam - genialny pomysł.
Ciekawe, czy podzielę teraz los owych nieszczęśników, którzy całe życie np. pisali traktaty filozoficzne albo rozgryźli egzystencjalną zagadkę, a gdzieś tam, przypadkiem, wynaleźli np. suwak albo wykałaczki i nikt nie pamięta o najważniejszych (z ich punktu widzenia) dziełach.
Pani, która zarezerwowała obrazy, wycofała się i tym samym Antylopa i Shalimar są wolne.
Trudno się mówi, tak to już bywa. Mam jednak cichą nadzieję, że te dwie prace znajdą nabywców - są bardzo efektowne.
Mam za to doskonałą wiadomość - maluję nowy obraz!
Ponieważ Mucha poszła, a wspólnie doszłyśmy z Mon Credem do wniosku, że Nogi w Chmurach średnio się nadają do aukcji organizowanej z myślą o chorych dzieciach, więc nagle mnie olśniło - jeszcze jeden!
Przez pomyłkę dział rżnięcia dykt sprzedał mi 11 płyt, a nie 10, mam więc miejsce - i - uwaga - zdecydowałam pójść w tematykę zwierzęcą - jerzyki (umownie - jaskółki, ale nie są spokrewnione).
Co roku przylatują w długi weekend - każdego ranka wgapiam się w niebo.
Doskonała ilustracja Eau de Cartier - Essence d'Orange.
Oraz rozjaśniłam sobie włosy od przodu - na rudo i wpadłam na wg mnie genialny pomysł fryzjerski.
Wyobraźcie sobie, Drodzy Czytelnicy, że włosy to kartki książki albo raczej papieru kolorowanego.
I teraz, rozumiecie, nadajemy każdym dwóm "stronom" (czyli warstwom po bokach przedziałka - tylko z wierzchu) pojedynczy kolor. Przewracamy stronę - i kolejny kolor. To jest znacznie łatwiejsze od robienia pasemek.
Tym sposobem, osoba ufarbowana, dzięki zmianie miejsca przedziałka, może być blondyną, rudą, brunetką itd - lub z jednej strony taka, z drugiej inna. I przejść metamorfozę kolorystyczną w czasie krótszym niż przypudrowanie noska.
Zastanawiam się, czy to jest zrozumiałe?
Uważam - genialny pomysł.
Ciekawe, czy podzielę teraz los owych nieszczęśników, którzy całe życie np. pisali traktaty filozoficzne albo rozgryźli egzystencjalną zagadkę, a gdzieś tam, przypadkiem, wynaleźli np. suwak albo wykałaczki i nikt nie pamięta o najważniejszych (z ich punktu widzenia) dziełach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















