WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

sobota, 14 stycznia 2017

Pejzaż podwójny - premiera!

Jakiś czas temu posiadaczką Jeziora stała się Agnieszka.
Ponieważ myślała o drzewach, zaproponowałam Jej dyptyk - domalowanie do Jeziora drzew, które nazwałam Na Skraju Lasu.


Powyżej fragment.

Muzyka!



Agnieszka napisała mi o lesie, o swoim lesie i zrobiła to w taki sposób :

"Jak jestem w lesie to go słucham, oglądam i staram się być. Wącham zapach grzybnej ściółki, podnoszę jakieś patyki, korę, oglądam z bliska rośliny, galaretowate grzyby (jak byłam dzieckiem to zabierałam te najdziwniejsze do domu, ale jakoś nie chciały być przesadzone do ogrodu; a najciekawsze co z lasu przyniosłam to lisie zęby), a co najbardziej lubię to podejść cichutko do drzewa, w które stuka dzięcioł, to wtedy nie tylko to słyszę, ale też czuję wibracje. Czuję jakbym w lesie była gościem, w sumie mu do niczego niepotrzebnym, bo on sobie był kiedy mnie nie było i będzie kiedy mnie nie będzie. Ja tylko podglądam jego tajemnice, staram się poczuć zmysłami, ale nie jestem w stanie zrozumieć istoty. Bo jednym razem jest ciepły, słoneczny, zielony i jagodowy, chcę wtedy siedzieć na trawie i nie wiedzieć ile czasu minęło. Innym razem jest wilgotny, oślizły, wpadam twarzą w pajęczynę i przechodzi mnie nieprzyjemny dreszczyk. Gdy biegnę sama przez niego letnim wieczorem, nie spotykam nikogo, jestem tylko ja, czuję spokój i olśnienie czym jest życie, a tu nagle słyszę jakiś złowieszczy odgłos i w momencie pojawia się strach i chęć ucieczki do domu. Jeżdżę rowerem po znajomych leśnych duktach, a one czasem wyglądają jakbym ich nigdy nie widziała, staram się poznać sieć leśnych dróg pożarowych i jak już myślę, że wiem to okazuje się, że nie jestem tam gdzie myślałam. I po tylu razach nie mogę się zdecydować jaki w końcu ten las jest :)
Choć ja mój widzę wiele razy dziennie, od tylu lat (jak byłam dzieckiem to w tym domu mieszkali moi dziadkowie, więc znam go całe moje życie), nie jest w stanie mnie znudzić. Słyszę go letnimi nocami i  we wrześniu, gdy jelenie ryczą za domem. Gdy śpię w namiocie na tyłach naszego ogrodu czasem jest straszno, bo słychać te wszystkie nocne odgłosy i choć jestem "w cywilizacji" to w ciemności jakoś tego się nie czuje.
Miasto nie jest dla mnie, rok mieszkałam w K. na stancji, z mieszkania wychodziłam tylko na uczelnię. Jedyne co tam lubiłam to poranne gruchanie gołębi na oknie. W mieście tracę widoczność gdzie w tym świecie jest miejsce człowieka, dopiero w odniesieniu do natury widzę siebie i swoje sprawy w lepszej perspektywie. Mimo, że jestem mała to jednak pociesza mnie to, widzę sens i ciągłość życia."

Ach, jak mnie to ujęło! Naprawdę wspaniale maluje się dla osoby, która jest bratnią duszą, kocha las podobnie, jak ja. To uskrzydla podczas pracy.


W świetle sztucznym i dziennym pejzaż wygląda inaczej



Jezioro również się zmienia



To Drzewa w całości :



Łącznikiem w dyptyku stał się horyzont - po przyłożeniu dostosowałam brzegi... i oto proszsz :


Oczywiście nie ma obowiązku, by wisiały obok siebie. Zdaje się zresztą, że Agnieszka musiała podzielić się z mężem.
Kolejne obrazy, które było mi smutno wysyłać - i dobrze.
Tak ma być!

16 komentarzy:

  1. Ale klimat - bomba! Gratuluję Agnieszce :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z pierwszą połową słów Agnieszki, w zasadzie się utożsamiam. :) I ja las kocham, podziwiam, szanuję, ale przede wszystkim WĄĄĄĄĄCHAM!!! Też zawsze z lasu przynosiłam różne "skarby" czaszkę również, a jak!!! Nie znoszę wprost miejsc pozbawionych drzew. Choinkę mam w domu do teraz, puszcza pędy :)))

    Różni mnie od Agnieszki m.in. to, że ja kocham też tętno miasta, ulice, uliczki, architekturę, urbanistykę ach i och! Zarówno las jak i miasto mam na wyciągnięcie ręki. Las dosłownie, a miasto ciut dalej.

    Ten leśny pejzaż z polaną, to również coś co mogę oglądać na co dzień, dlatego zawsze rozumiem rodzaj sentymentu wobec takich a nie innych obrazów.

    Twoje pejzaże Justyno, te z sosnami zwłaszcza, są też po części "moje", tj. takie mam zakodowane w swojej pamięci i takież widuję na co dzień na żywo. Są piękne, bo są prawdziwe, i jak widzisz budzą niemal identyczne emocje u wielu. :)

    Rejcz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie chyba w mieście przeszkadza hałas, zawsze mnie to rozprasza. Np przy wychodzeniu z domu muszę mieć idealną ciszę - bo w dźwięki jakoś tak się angażuję, zabierają moją uwagę.
      Ale... też nie każdy hałas - bo np szum wiatru czy deszczu nie, a w mieście hałas jest rwany, brak mu porządku.
      Może dlatego śnią mi się miasta bezludne?

      Usuń
    2. To prawda, hałas miasta jest "rwany" jednak ja się w nim fajnie chowam, to taka otchłań, przez którą brnę w swojej "bańce", więc on jakby do mnie dociera przez metaforyczną "szybę".

      Jedyne co mi w miastach przeszkadza, poza korkami ;) to menele i spaliny z autobusów. Ci pierwsi jednak są dla mnie nie do zniesienia.

      Rejcz.

      Usuń
    3. Czy "bańkę" robisz sobie sztucznie (słuchawki z muzyką) czy potrafisz się wyłączyć? Ja nie potrafię.
      U Ciebie może są jeszcze kopcące autobusy - u nas już prawie nie ma.
      Meneli za często nie spotykam, na szczęście. Pewnie nie chodzą do parku, patrolowanego dyskretnie, ale jednak, przez strażników.
      W autobusach spotyka się ich najczęściej - dlatego nigdy nie wsiadam ostatnimi drzwiami. Im bliżej kierowcy, tym bezpieczniej.

      Usuń
    4. Maszeruję w bańce własnych myśli, potrafię się tak w 80% wyłączyć. Efekt ekranów dźwiękochłonnych. Niby słyszę, ale mnie to nie uwiera. Słuchawek z muzyką używam rzadko na mieście, bo jednak takie całkowite odcięcie mi nie odpowiada, wolę mniej więcej wiedzieć co się wokół mnie dzieje.

      No tak, są miasta i miasta, nie ma co się porównywać do stolicy. Czyli pewnie by mi się tam bardzo podobało. :)

      Rejcz.

      Usuń
  3. Nie napisałaś Justyno, że obraz był dla mnie niespodzianką - zobaczyłam go dopiero jak do mnie pryszedł. I oczywiście jest to strzał w 10 :)

    Chciałam powiesić jezioro i las razem, ale na razie prowadzę negocjacje z pięciolatkiem, bo zapałał uczuciem od pierwszego wejrzenia i chce las mieć w swoim pokoju ;)
    agnyska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie napisałam, Agnieszko, nie chciałam, żeby twoje słowa zagubiły się wśród innych wątków.
      No cóż, tryptyki są bardzo powszechne!

      Usuń
  4. Oj Agnysko pertraktacje z pięciolatkiem są twarde dla drugiej osoby ;) i trudne do osiągnięcia kompromisu - trzymam kciuki :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudne te sosny i żywe....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, wiesz, że zawsze przeżywam pewien rodzaj wzruszenia, kiedy maluję drzewa - nieodparcie przychodzi mi na myśl porównanie z ikonami. Oczywiście nie otaczam drzew czcią, ale szacunkiem i sympatią, może czymś więcej, niż sympatią.

      Usuń
  6. Piękny obraz, bardzo mi się podoba :)

    Miałam pisać,że opis Pani Agnieszki...to tak jak bym o sobie czytała:) Obie części :) Tylko żadnych zdechlaków nie przynosiłam do domu...poroże jelenia się przecież nie liczy nie? :D
    A tu się okazało,ze to nasza Agnyska bratnią leśno wiejską diuszą jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A miasto zdecydowanie nie dla mnie...i hałas mi nie przeszkadza. Kompletnie nie. Za to pośpiech..wieczny pośpiech, tłumy w które niby można sie wtopić..jakoś nie umiem. Zagubiona się wtedy czuję. Na wsi czas plynie całkiem inaczej. Przynajmniej dla mnie.

      Usuń
    2. Chyba trzeba dłużej doświadczyć bycia poza miastem, żeby poczuć to inne tempo - z racji tego, że ja zawsze szybko chodzę (bo to jedyny rodzaj ruchu regularnie uprawiany), ja albo siedzę / leżę albo maszeruję. A że czasu TAM jest mi zawsze mało, to niestety dla mnie płynie zbyt szybko...

      Usuń
    3. No...najlepiej ze 30 parę lat, wtedy już ma się pewność co do tej różnicy w czasie ;)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.