WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

poniedziałek, 8 czerwca 2020

Still Life - Dead Rose

Dawno, dawno temu, po rozwodzie, zawarłam bliższą znajomość ze znajomym z pracy.
Jeszcze na studiach, pracując na wynajmowane mieszkanie, zwróciłam uwagę na tego czarującego mężczyznę. Jak się opisze w dawnych romansach, o ujmującym sposobie bycia.



Potem nasze drogi się rozeszły, aż tu nagle, widzę przygarbioną sylwetkę, smaganą deszczem i wiatrem (bo listopad był), sylwetkę dziwnie znajomą.


"Marek!" krzyknęłam - odwrócił się, podbiegł ucieszony. Pracował niedaleko, prawie przy moim rodzinnym domu, zaczęliśmy się spotykać.


Mała uwaga : dzieliła nas drobna różnica wieku, 28 lat, toteż Mama przezwała Marka "wujaszkiem".


Od razu wiedziałam, że wpadł po uszy. Patrzył na mnie jak w obraz. Co za odmiana po mężu zamykającym drzwi przed nosem! Pragnęłam ciepła i opieki, bardzo chciałam się zakochać, ale serce nie sługa.
Dostawałam kwiaty bez okazji, drobne i wdzięczne, ale też pyszne i dumne pąsowe róże.



Stały wyprostowane w krysztale, aż z dnia na dzień zwieszały główki. Ratowałam, podcinałam, wkładałam do wanny z wodą - na nic.


"To znak!" stwierdziła, podnosząc palec w gorę, przyjaciółka. "Tylko nie trzymaj zwiędłych kwiatów, bo to oznacza koniec miłości". Jedna z róż wybitnie okazała, wysoka, trzymała się długo, została sama, postanowiłam ją zasuszyć.


"Wyrzuć ją, dostaniesz zaraz nowe" prosił Marek, ale nie wyrzuciłam. Stała tygodniami, długo po tym, jak powiedziałam Wujaszkowi do widzenia. Nie dam głowy, czy płatki nie leżą zasuszone gdzieś w pudełku na szafie, z innymi, nikomu niepotrzebnymi drobiazgami z przeszłości.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza