Szanowni! Wczoraj skończyła się moja wystawa pt Zapach sztuki - duftart - synestezja.
Czy spodziewałam się tego, co nastąpi? Nie, nawet w 10ciu procentach nie przeczuwałam.
Jestem bardzo szczęśliwa.
To odpowiedni moment, żeby podziękować Pani Katarzynie Haber (kuratorka Apteki Sztuki), bo po spotkaniu ze mną, kiedy miałam okazję przedstawić koncepcję pachnącej wystawy i pokazać parę swoich prac, dała mi szansę na to, żeby we świetnych wnętrzach galerii urządzić wystawę. Cudem udało się Jej znaleźć termin, by między wystawami zaistniał w Galerii mój duftart. Poza kolejnością.
Zdałam się na Jej wybór obrazów bez wahania, w Aptece Sztuki bywałam wielokrotnie na innych wystawach, których pani KH była kuratorką.
Duftart oznacza, że przy każdym obrazie wisi zapachowy nośnik - ceramiczna spiralka, nieszkliwiona. Skręt spiralki powodował, że tworzyły się dodatkowe rowki, w które wnikał rozpylony zapach.
Zdajcie sobie sprawę z tego, że przy kilkunastu obrazach zapach musiał być wyczuwalny przy zbliżeniu do nosa, bo gdyby projekcja była większa, można byłoby przypłacić to bólem głowy w najlepszym wypadku. Ceramika jest tu niezastąpiona - sprawdziła się bezbłędnie.
Podziękowanie dla pracowni ceramicznej MadeByYou - to tam zaprojektowałam i wykonałam nośniki, które potem wypalone zostały w piecu.
Kierowniczka Galerii, Pani Zuzanna Oleksa, ustaliła całą logistykę, razem jeździłyśmy do radia, nigdy nie zapomnę, jak dzwoniła do mnie, zaczynając rozmowę od "Mam dobre wiadomości" - a to, że patronat objął Polski Związek Niewidomych, a to, że będziemy w radiu (Radio Warszawa i Radio Dla Ciebie RDC), wymieniała gości, którzy potwierdzili przyjście. I telewizja - Jedynka, TVP 3 i TVN.
Mieli wstąpić na chwilę- moje wystąpienie, sfilmowanie obrazów, tymczasem zostali niemal do końca wernisażu - takie to było widowiskowe. Następnego dnia to samo. Wsiąkli po prostu.
Pani Zuzanna pomagała we wszystkim - przyciąć kilkaset zaproszeń, włożyć do koperty zapach (mój Plumink), zarządzić, gdzie apteczanie mają je zawieźć.
W ogóle się nie denerwowałam! Aż pytałam samą siebie - jak to możliwe? Żadnej tremy, nic! Po raz pierwszy w moim życiu. Poznałam cały zespół Apteki Sztuki,bo musicie wiedzieć, że poza działalnością wystawienniczą galeria jest zakładem aktywizacji zawodowej osób niepełnosprawnych, stanowiących 70 procent załogi. Czułam się częścią drużyny - a wymagania niemałe.
Niepełnosprawni oprowadzali gości po wystawie. Poniżej kadry z drugiego dnia.
Proszę sobie wyobrazić : niepełnosprawny nagle zyskuję przewagę, bo prowadzi "widza", któremu zakłada się opaskę na oczy i od tej chwili gość wystawy jest zdany na opiekę osoby niepełnosprawnej! Robili to ze skrupulatnością i oddaniem.
Na wystawę bowiem wpuszczaliśmy ludzi w opaskach - dlatego PRZED Apteką odbyło się powitanie, a na schodach podczas wernisażu ustawiła się kolejka. Kolejka na wystawę!
Niejako przymusiliśmy gości do poświęcenia każdemu zapachowi - obrazowi uwagi, a przecież zwykły wernisaż przede wszystkim jest wydarzeniem towarzyskim, prace są na drugim miejscu. A tu nie!
Muszę to napisać. Dlaczego czułam się znakomicie - nosiłam suknię od Violi Śpiechowicz. Zachwyciła mnie.
Wystawa przystosowana była do potrzeb niepełnosprawnych, nie tylko ruchowo, ale przy każdym obrazie umieszczono moje opowiadanie. Specjalnie dla niewidomych, więc pisałam, wchodząc w skórę osoby pozbawionej wzroku, odwołując się do wszystkich innych zmysłów. Niezła gimnastyka dla wyobraźni. Opisy wydrukowano też Braillem.
Mało tego, prac można było dotykać, niektóre bowiem posiadały bardzo wyraźną fakturę.
Na wernisażu pojawił się Alan Balewski, który jako terapeuta i perfumoholik tworzy perfumy do psychicznych zaburzeń - i na wystawie obejrzał duftart do swojego Borderline. Znakomity, wieloznaczny zapach, nawiasem mówiąc. Do czterech obrazów zapachy zrobiłam ja, do jednego - Alan Balewski, jeden zapach tylko mainstreamowy, reszta - nisza. Zapachy wybierałam sama, oczywiście. Tylko takie, które mi "coś robią".
Wyobraźcie sobie : kilkaset osób mówi, jak "widzi" dany zapach, mając opaskę na oczach. Niesamowite, co opowiadali autystycy! Oni też najtrafniej przeczuli, jak mógłby wyglądać obraz do przypisanego mu obrazu.
Wspaniałe, wielowymiarowe doświadczenie. Podczas prelekcji, szkolenia załogi, oprowadzania zasychało mi w gardle. Spałam po 4 - 5 godzin, ale... nigdy tego nie zapomnę. Kiedy przestaje się w ogóle widzieć niepełnosprawność, która, na tej akurat wystawie, przy duftarcie, stawała się nadsprawnością. Od teraz każdy omawiany obraz opatrzę opisem skierowanym do osób niewidomych, tym bardziej, że dla widzących również jest ciekawy.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy ze mną pracowali nad tym, by moja wystawa i duftart zyskały tak doskonały kształt. Wspaniałe miejsce, wspaniali ludzie.
(btw suknia powyżej również by Viola Śpiechowicz <3 )
Szczegółowe odcinki nt poszczególnych duftartów już wkrótce. Oraz linki do nagrań radiowych i telewizyjnych.
WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ
niedziela, 15 września 2019
wtorek, 3 września 2019
Wystawa w Aptece Sztuki - zaproszenie
W przyszłym tygodniu, a mianowicie 12,13,14 września zapraszam serdecznie na wystawę w Aptece Sztuki w Warszawie.
Wernisaż o 19. Pokażę 15 obrazów - duftartów, co oznacza, że przy każdym obrazie będzie się znajdował nośnik zapachu, do którego praca była malowana.
A zapachy, których użyłam, to między innymi :
Mitsouko Guerlain
Nevermore Frapin
Rush Gucci
Ninfeo Mio Goutal
Zapach psich łap
Plumink by me
Skarb Humięcki & Graef
NeyOne
Aromatics in White Clinique
Oxie by me
Twilly Hermes
Scent Sheer Costume National
Oraz... we wnęce w drugiej sali, z tabliczką ostrzegawczą - Sekretne Wydzieliny (Secretions Magnifiques) Etat Libre. To naprawdę JEST element ryzyka, bo ten zapach, w założeniu wydzielin z najskrytszych zakamarków ciała, jest... nie do zapomnienia.
Goście na wernisażu dostaną opaski na oczy - na podstawie zapachu i tylko zapachu będą zgadywać, co mogłoby być na obrazie. To taki mój happening.
Poza jednym obrazem żaden nie był pokazywany na poprzedniej wystawie w czerwcu, u Violi Śpiechowicz. Maluję cały czas - nawet teraz schnie mi zagruntowana płyta.
Powiem Wam, co jeszcze dodało mi wiatru w żagle - mianowicie patronat nad wystawą objął Polski Związek Niewidomych i Niedowidzących! Opisy przy obrazach własnie przekładane są na alfabet brailowski, będzie też audioeskrypcja. Opowiadanie o obrazie bez użycia kolorów! To jest / było wyzwanie, bo skończyłam je wczoraj o 3.30 w nocy.
Wystawa potrwa tylko 3 dni! Czwartek, piątek, sobota - a to dlatego, że mimo pozajmowanych w Aptece Sztuki terminów na lata do przodu, pani Kasi Haber (kuratorka) i Zuzannie Oleksa (kierowniczka) udało się ektra wygospodarować ten skrawek czasu.
Następna wystawa tydzień później, ale o tym napiszę jeszcze.
Przybywajcie, myślę, że to będzie bardzo interesujące wydarzenie, to czwarta wystawa duftartu, którego jestem pionierką. Oraz zaplanowałam, że przy okazji premier obrazów w Brulionie, zamieszczę dodatkowy opis dla niewidomych - a jest to sztuka, bo tym, którzy nie widzą od urodzenia, trzeba "opowiedzieć" malarstwo bez użycia kolorów, odnosząc się do reszty zmysłów.
Wernisaż o 19. Pokażę 15 obrazów - duftartów, co oznacza, że przy każdym obrazie będzie się znajdował nośnik zapachu, do którego praca była malowana.
A zapachy, których użyłam, to między innymi :
Mitsouko Guerlain
Nevermore Frapin
Rush Gucci
Ninfeo Mio Goutal
Zapach psich łap
Plumink by me
Skarb Humięcki & Graef
NeyOne
Aromatics in White Clinique
Oxie by me
Twilly Hermes
Scent Sheer Costume National
Oraz... we wnęce w drugiej sali, z tabliczką ostrzegawczą - Sekretne Wydzieliny (Secretions Magnifiques) Etat Libre. To naprawdę JEST element ryzyka, bo ten zapach, w założeniu wydzielin z najskrytszych zakamarków ciała, jest... nie do zapomnienia.
Goście na wernisażu dostaną opaski na oczy - na podstawie zapachu i tylko zapachu będą zgadywać, co mogłoby być na obrazie. To taki mój happening.
Poza jednym obrazem żaden nie był pokazywany na poprzedniej wystawie w czerwcu, u Violi Śpiechowicz. Maluję cały czas - nawet teraz schnie mi zagruntowana płyta.
Powiem Wam, co jeszcze dodało mi wiatru w żagle - mianowicie patronat nad wystawą objął Polski Związek Niewidomych i Niedowidzących! Opisy przy obrazach własnie przekładane są na alfabet brailowski, będzie też audioeskrypcja. Opowiadanie o obrazie bez użycia kolorów! To jest / było wyzwanie, bo skończyłam je wczoraj o 3.30 w nocy.
Wystawa potrwa tylko 3 dni! Czwartek, piątek, sobota - a to dlatego, że mimo pozajmowanych w Aptece Sztuki terminów na lata do przodu, pani Kasi Haber (kuratorka) i Zuzannie Oleksa (kierowniczka) udało się ektra wygospodarować ten skrawek czasu.
Następna wystawa tydzień później, ale o tym napiszę jeszcze.
Przybywajcie, myślę, że to będzie bardzo interesujące wydarzenie, to czwarta wystawa duftartu, którego jestem pionierką. Oraz zaplanowałam, że przy okazji premier obrazów w Brulionie, zamieszczę dodatkowy opis dla niewidomych - a jest to sztuka, bo tym, którzy nie widzą od urodzenia, trzeba "opowiedzieć" malarstwo bez użycia kolorów, odnosząc się do reszty zmysłów.
poniedziałek, 26 sierpnia 2019
Zapach psa
Jesteśmy w pokoju we dwóch - mój pies i ja... Na dworze huczy okropna, wściekła burza.
Pies siedzi przede mną i patrzy mi prosto w oczy.
I ja mu patrzę w oczy. Pies jak gdyby chciał mi coś powiedzieć. Jest niemy, brak mu słów, sam siebie nie rozumie - ale ja go rozumiem.
Rozumiem, że w tej chwili i mnie, i jego ożywia to samo uczucie, że między nami nie ma żadnej różnicy. Jesteśmy jednakowi : w każdym z nas tli się i świeci ten sam nikły płomyk. Nadleci śmierć, machnie chłodnym, szerokim skrzydłem...
I koniec!
Kto potem rozróżni, jaki właściwie w każdym z nas tlił się płomyk?
Nie! To nie zwierzę i człowiek na siebie spoglądają...
To dwie pary jednakowych oczu wpatrują się w siebie.
I w każdej z nich - w zwierzęciu i człowieku - to samo życie trwożnie garnie się jedno do drugiego.
Iwan Turgieniew, luty 1878
*na wystawie obrazowi będzie towarzyszył zrobiony przeze mnie zapach psich łap.
Pies siedzi przede mną i patrzy mi prosto w oczy.
I ja mu patrzę w oczy. Pies jak gdyby chciał mi coś powiedzieć. Jest niemy, brak mu słów, sam siebie nie rozumie - ale ja go rozumiem.
Rozumiem, że w tej chwili i mnie, i jego ożywia to samo uczucie, że między nami nie ma żadnej różnicy. Jesteśmy jednakowi : w każdym z nas tli się i świeci ten sam nikły płomyk. Nadleci śmierć, machnie chłodnym, szerokim skrzydłem...
I koniec!
Kto potem rozróżni, jaki właściwie w każdym z nas tlił się płomyk?
Nie! To nie zwierzę i człowiek na siebie spoglądają...
To dwie pary jednakowych oczu wpatrują się w siebie.
I w każdej z nich - w zwierzęciu i człowieku - to samo życie trwożnie garnie się jedno do drugiego.
Iwan Turgieniew, luty 1878
*na wystawie obrazowi będzie towarzyszył zrobiony przeze mnie zapach psich łap.
czwartek, 22 sierpnia 2019
Jaskółki albo nie ma przypadków
Miałam w planie jechać na Mazury w drugiej połowie sierpnia. Mogłabym wziąć malowanie ze sobą, tak. Ale to nie to samo, co mieć pod ręką sztalugi, kuchnię (gdyż i tam znajdują się niezastąpione narzędzia malarskie), bieżącą wodę i tak dalej.
Jechać - nie jechać? Zadawałam sobie pytanie, pomyślałam wreszcie, że los mi wskaże, co robić.
Po czym, następnego dnia, zepsuł się samochód. Kiedy już działał, Gucio wszedł na szkło, tak pechowo, że przebiło Mu podeszwę w sandałku i stopę. Następnie pismo z urzędu jakąś sprawą nie cierpiącą zwłoki.
Dobrze, już dobrze, rozumiem, dziękuję, nie potrzeba mi więcej znaków!
Pierwsza wystawa - Apteka Sztuki, 12, 13 (piątek!), 14. Kilkanaście obrazów - duftartów (zawiśnie), nowych w stosunku do wystawy czerwcowej...owej...owej... w tym Jaskółki.
Scent Sheer - zapach firmy Costume National, lżejsze w stosunku do klasyka, bardziej "rozwichrzone", ale wciąż bardzo oszczędne w wydźwięku, chłodne. Bardzo wiele w Scencie jest kontrastów. Przede wszystkim chłód herbaciano jaśminowy, lecz i miękkość piżma i ambry.
Na obrazie ma to odniesienie do plam i linii, mnogości walorowych odcieni.
Jaskółki - lekkość, powiew lata.
Widzimy je jako maleńkie sylwetki, niby niepozorne, a przecież nadające charakter ciepłym miesiącom, ptaszki przypisane do lata.
Postać z obrazu nie patrzy na nie. Już jest gdzie indziej.
Gdzie? Może odwiedziła rodzinne strony i wspomina czasy dzieciństwa?
Może myśli o jesiennej garderobie (jak ja)?
Marzy?
Wrócę do Jaskółek.
Sztalugi już zajęte nowym obrazem. Nos nowym zapachem.
Jechać - nie jechać? Zadawałam sobie pytanie, pomyślałam wreszcie, że los mi wskaże, co robić.
Po czym, następnego dnia, zepsuł się samochód. Kiedy już działał, Gucio wszedł na szkło, tak pechowo, że przebiło Mu podeszwę w sandałku i stopę. Następnie pismo z urzędu jakąś sprawą nie cierpiącą zwłoki.
Dobrze, już dobrze, rozumiem, dziękuję, nie potrzeba mi więcej znaków!
Pierwsza wystawa - Apteka Sztuki, 12, 13 (piątek!), 14. Kilkanaście obrazów - duftartów (zawiśnie), nowych w stosunku do wystawy czerwcowej...owej...owej... w tym Jaskółki.
Scent Sheer - zapach firmy Costume National, lżejsze w stosunku do klasyka, bardziej "rozwichrzone", ale wciąż bardzo oszczędne w wydźwięku, chłodne. Bardzo wiele w Scencie jest kontrastów. Przede wszystkim chłód herbaciano jaśminowy, lecz i miękkość piżma i ambry.
Na obrazie ma to odniesienie do plam i linii, mnogości walorowych odcieni.
Jaskółki - lekkość, powiew lata.
Widzimy je jako maleńkie sylwetki, niby niepozorne, a przecież nadające charakter ciepłym miesiącom, ptaszki przypisane do lata.
Postać z obrazu nie patrzy na nie. Już jest gdzie indziej.
Gdzie? Może odwiedziła rodzinne strony i wspomina czasy dzieciństwa?
Może myśli o jesiennej garderobie (jak ja)?
Marzy?
Wrócę do Jaskółek.
Sztalugi już zajęte nowym obrazem. Nos nowym zapachem.
środa, 21 sierpnia 2019
Baronowa Sołowiejczyk
Kiedy byłam dzieckiem, zdarzało mi się z soboty na niedzielę zostawać u Dziadków na noc i wtedy, gdy spali, wyciągałam stare roczniki Szpilek, satyrycznego czasopisma, które w latach 70tych przeżywało swój złoty okres.
Wtedy zapoznałam się z postacią baronowej Sołowiejczyk
SZTUKA FOTOGRAFOWANIA
Pataszońska odebrała zdjęcia od fotografa.
- Popatrzcie sobie, jak wyglądam - powiedziała.
- Bardzo dobra fotografia! - rzekł Bezpalczyk.
- Naturalna - pochwaliła baronowa Sołowiejczyk.
- Zastanówcie się , co mówicie! - rozgniewała się Pataszońska - przecież
wyglądam jak krowa.
Jeszcze raz obejrzeliśmy zdjęcie.
- Istotnie - rzekł Bezpalczyk. Masz otwarte usta i stąd to wrażenie.
- Ponadto - powiedziała baronowa Sołowiejczyk - wygląda na to, że w
czasie zdjęcie nie myślałaś o niczym.
Pataszońska schowała zdjęcie do torebki.
- Fotograf, kacze jego serce - powiedziała. Przecież ja mam tu z pięć
podbródków. Cyganicha jak baleron! Oczy podkute, niech go szlag trafi,
tego fotografa.
- Powinnaś dbać o siebie - powiedział poeta Koszon - są różne kremy pod
oczy.
- Wyglądam tak z nerwów - powiedziała Pataszońska. Jakby ci ktoś
zrobił takie zdjęcie, to nie wiem jak byś wyglądał. W końcu to człowieka
może lekko zdenerwować, kiedy pada ofiarą braku rzetelności zawodowej.
W sumie przykry incydent. Ale pożyteczny.
Przy okazji wyszło na jaw, że Pataszońska wygląda zupełnie inaczej niż
sądziliśmy, opierając się na powierzchownych obserwacjach.
W istocie jest smukłą, bardzo ładną, inteligentną blondynką.
Na fotografii to nie wyszło.
Autorem felietonów, pod wspólnym tytułem Dziennik Zażaleń, był Anatol Potemkowski, pseudonim Megan (1921 - 2008). w czasie wojny wiezień obozów, pisarz, współpracujący z kabaretami Szpak i Dudek.
Niewyraźne wyobrażenie baronowej tkwi więc w mojej podświadomości od dawna.
WIZYTA
Wracaliśmy z imienin Globulki Kąkulczyniańskiej dosyć wcześnie. Coś trochę po drugiej w przybliżeniu.
- „Kokos” już zamknięty – powiedział pan Qucia. – Może wpadniemy do Konstantynowiczów na trochę?
- Nie wiem? – zastanowił się Bezpalczyk. – Jacyś chamowaci oni są, ci Konsantynowicze.
Po krótkiej dyskusji postanowiliśmy zobaczyć, co z tego wyniknie.
- Wypijemy po setce i cześć! – powiedziała baronowa Sołowiejczyk. – Siłą nikt nas w końcu nie zatrzyma.
Żeby nie budzić dozorcy i nie narażać się na niepotrzebne wydatki, rzuciliśmy kamieniem w okno i zaraz Konstantynowicz wyleciał na balkon w piżamie.
- Już otwieram – powiedział. – Minuta i jestem na dole.
Istotnie, pojawił się dosyć szybko. Wyglądał głupio w jesionce i w butach na bose nogi, ale przez delikatność nie zwracaliśmy na to uwagi.
Pani Lunia zakrzątnęła się przy kolacji.
- W zasadzie jesteśmy syci – powiedziała baronowa.
- Ale coś przekąsicie – uparł się Konstantynowicz. – Mamy indyka w lodówce.
Nim zjedliśmy indyka, z czystej uprzejmości zresztą, zrobiła się czwarta rano i postanowiliśmy zanocować dla wygody na miejscu. Konstantynowicze poszli do kuchni, a nam pościelili małżeńskie łóżka i kanapę.
Na śniadanie podano nam jajka na bekonie, kawę, sok pomarańczowy i pasztet, który robił korzystne wrażenie.
Potem Bezpalczyk znalazł dwie półlitrówki w lodówce i gawędziliśmy przyjemnie, poruszając różne tematy, podczas gdy Konstantynowicz pojechał po polędwicę na Polną.
- Tylko niech ci nie wtrynia wieprzowej – powiedziała baronowa Sołowiejczyk.
- Będę uważał – odparł Konstantynowicz.
Polędwica okazała się w porządku, w ogóle obiad należał do udanych.
Podobnie kolacja. Pasztety, zimne mięsa, rybka w galarecie, flaczki, sery, owoce. Alkohole bardzo przyzwoite.
Nazajutrz zaczynaliśmy się już czuć swobodnie, ale trzeciego dnia po obiedzie Konstantynowicz oświadczył nam bezceremonialnie, że niestety wyjeżdżają z żoną w pilnej sprawie. Że było im ogromnie miło, ale pociąg mają za godzinę.
W sumie pożegnanie wypadło jakoś sztucznie.
Niby udawali Europejczyków, ale w końcu chamstwo z nich wyszło.
Wygląda na to, że w ogóle nie warto było przychodzić i że Bezpalczyk miał rację.
DOBRE SERCE
Byliśmy na polskim filmie dźwiękowym pt. „Skowronki zaorzą miedzę”. Film był w barwach naturalnych, co wypada z zadowoleniem podkreślić, jako przejaw nowoczesności. W roli głównej wystąpiła Klementyna Niedzielanka – Pocałuj.
- Tak się martwię o tę Klementynę – powiedziała Globulka Kąkulczyniańska, kiedy wyszliśmy z sali. – Już się ledwie rusza przed kamerą.
- Bo grała sparaliżowaną – powiedział poeta Koszon. – Tak jej wypadło z roli. Potem ruszała się świetnie, kiedy ją wyleczono lekami produkcji krajowej.
Globulka uśmiechnęła się smutno.
- Pozory – powiedziała. – W filmie mają różne sposoby, żeby wyglądało inaczej niż jest. Naprawdę jest stara i chora. Aż mi się serce kraje.
- Opanuj się – rzekł Bezpalczyk. – Nie może być stara, bo skończyła szkołę teatralną trzy lata temu.
- Tak – przyznała Globulka. – Skończyła biedactwo szkołę. Nigdy nie miała talentu i postanowiła się dokształcić. I co to dało? Nikt nie chce na nią spojrzeć. Całe życie mężczyźni od niej stronią. To musi być dla niej straszne.
Pan Fączynowicz pogłaskał Globulkę po ręce.
- Nie powinnaś się tak przejmować – powiedział. – Na oko wygląda wspaniale. I ma jakiegoś męża, sądząc z podwójnego nazwiska.
- Niedziela to pseudonim z powstania – powiedziała Globulka Kąkulczyniańska. – Przesiedziała powstanie w piwnicy, ale mimo to straciła nogę. Tak mi jej strasznie żal...
- Jesteście ze sobą blisko? - zapytał poeta Koszon.
- Z tą kretynką?! – żachnęła się Globulka. – Nawet jej nie widziałam nigdy w życiu!
Globulka wyjęła chusteczkę i rozbeczała się.
Tyle serca dla obcej osoby.
A mówią, że kobiety się nie lubią.
WYJĄTKOWA SYTUACJA
W czasie kolacji Pataszoński junior kręcił się koło stołu i przeszkadzał w rozmowie. Nietrudno było odgadnąć, że zamierza zwędzić butelkę żytniówki.
- Wynoś się stąd, bo znowu dostaniesz w tyłek – powiedziała Pataszońska.
To nas oczywiście zaskoczyło.
Pataszoński junior wyszedł niechętnie.
- W co dostaniesz ? – spytała baronowa Sołowiejczyk. – Zdawało mi się, że powiedziałaś w tyłek.
- Tak powiedziałam – powiedziała Pataszońska. – Nie mogę dać sobie rady z tym szczeniakiem.
Chwile milczeliśmy zakłopotani.
- Nie trzeba tak mówić o dziecku – powiedział mgr Kąkulczyniański. – Kary cielesne to średniowiecze.
- Jest wiele lepszych metod wychowawczych – poparł mgr Kąkulczyniańskiego poeta Koszon. – Poważna rozmowa, pożyteczna lektura, przykład rodziców.
Pataszońska wzruszyła ramionami.
- Znam wypadek całkowitej zmiany charakteru małego chłopczyka pod wpływem czytanki pt. „ Grzeczny Jacuś”- rzekł pan Qucia.
- Dobre są opowiadania o bohaterach narodowych – powiedziała baronowa. – Bohaterowie narodowi byli grzecznymi, milutkimi dziećmi i pomagali rodzicom we wszystkim. Dawałaś mu do czytania jakieś książeczki?
- Oczywiście odparła Pataszońska. – Prenumerowałam mu nawet rozmaite pisemka.
- I nic ?
- Nic.
- Może nie umie czytać ? – spytał poeta Koszon.
- Trudno powiedzieć – odparła Pataszońska. – Pisać umie. Dziś rano napisał dupa na schodach.
- Jeżeli nie lubi książeczek dla dzieci, to są różne milutkie książeczki dla dorosłych – powiedziała baronowa Sołowiejczyk. – Tak tego nie można zostawić.
Baronowa wstała od stołu i wyszła do sąsiedniego pokoju. Po chwili rozległ się przeraźliwy wrzask Pataszońskiego juniora i baronowa wróciła z powrotem.
- Coś się stało ? – spytaliśmy.
- Nic - powiedziała baronowa Sołowiejczyk. – Ten mały bydlak podstawił mi nogę.
Wróciliśmy do zakąsek.
I z tym Was zostawiam, oraz z "moim" domkiem
Wtedy zapoznałam się z postacią baronowej Sołowiejczyk
SZTUKA FOTOGRAFOWANIA
Pataszońska odebrała zdjęcia od fotografa.
- Popatrzcie sobie, jak wyglądam - powiedziała.
- Bardzo dobra fotografia! - rzekł Bezpalczyk.
- Naturalna - pochwaliła baronowa Sołowiejczyk.
- Zastanówcie się , co mówicie! - rozgniewała się Pataszońska - przecież
wyglądam jak krowa.
Jeszcze raz obejrzeliśmy zdjęcie.
- Istotnie - rzekł Bezpalczyk. Masz otwarte usta i stąd to wrażenie.
- Ponadto - powiedziała baronowa Sołowiejczyk - wygląda na to, że w
czasie zdjęcie nie myślałaś o niczym.
Pataszońska schowała zdjęcie do torebki.
- Fotograf, kacze jego serce - powiedziała. Przecież ja mam tu z pięć
podbródków. Cyganicha jak baleron! Oczy podkute, niech go szlag trafi,
tego fotografa.
- Powinnaś dbać o siebie - powiedział poeta Koszon - są różne kremy pod
oczy.
- Wyglądam tak z nerwów - powiedziała Pataszońska. Jakby ci ktoś
zrobił takie zdjęcie, to nie wiem jak byś wyglądał. W końcu to człowieka
może lekko zdenerwować, kiedy pada ofiarą braku rzetelności zawodowej.
W sumie przykry incydent. Ale pożyteczny.
Przy okazji wyszło na jaw, że Pataszońska wygląda zupełnie inaczej niż
sądziliśmy, opierając się na powierzchownych obserwacjach.
W istocie jest smukłą, bardzo ładną, inteligentną blondynką.
Na fotografii to nie wyszło.
Autorem felietonów, pod wspólnym tytułem Dziennik Zażaleń, był Anatol Potemkowski, pseudonim Megan (1921 - 2008). w czasie wojny wiezień obozów, pisarz, współpracujący z kabaretami Szpak i Dudek.
Niewyraźne wyobrażenie baronowej tkwi więc w mojej podświadomości od dawna.
WIZYTA
Wracaliśmy z imienin Globulki Kąkulczyniańskiej dosyć wcześnie. Coś trochę po drugiej w przybliżeniu.
- „Kokos” już zamknięty – powiedział pan Qucia. – Może wpadniemy do Konstantynowiczów na trochę?
- Nie wiem? – zastanowił się Bezpalczyk. – Jacyś chamowaci oni są, ci Konsantynowicze.
Po krótkiej dyskusji postanowiliśmy zobaczyć, co z tego wyniknie.
- Wypijemy po setce i cześć! – powiedziała baronowa Sołowiejczyk. – Siłą nikt nas w końcu nie zatrzyma.
Żeby nie budzić dozorcy i nie narażać się na niepotrzebne wydatki, rzuciliśmy kamieniem w okno i zaraz Konstantynowicz wyleciał na balkon w piżamie.
- Już otwieram – powiedział. – Minuta i jestem na dole.
Istotnie, pojawił się dosyć szybko. Wyglądał głupio w jesionce i w butach na bose nogi, ale przez delikatność nie zwracaliśmy na to uwagi.
Pani Lunia zakrzątnęła się przy kolacji.
- W zasadzie jesteśmy syci – powiedziała baronowa.
- Ale coś przekąsicie – uparł się Konstantynowicz. – Mamy indyka w lodówce.
Nim zjedliśmy indyka, z czystej uprzejmości zresztą, zrobiła się czwarta rano i postanowiliśmy zanocować dla wygody na miejscu. Konstantynowicze poszli do kuchni, a nam pościelili małżeńskie łóżka i kanapę.
Na śniadanie podano nam jajka na bekonie, kawę, sok pomarańczowy i pasztet, który robił korzystne wrażenie.
Potem Bezpalczyk znalazł dwie półlitrówki w lodówce i gawędziliśmy przyjemnie, poruszając różne tematy, podczas gdy Konstantynowicz pojechał po polędwicę na Polną.
- Tylko niech ci nie wtrynia wieprzowej – powiedziała baronowa Sołowiejczyk.
- Będę uważał – odparł Konstantynowicz.
Polędwica okazała się w porządku, w ogóle obiad należał do udanych.
Podobnie kolacja. Pasztety, zimne mięsa, rybka w galarecie, flaczki, sery, owoce. Alkohole bardzo przyzwoite.
Nazajutrz zaczynaliśmy się już czuć swobodnie, ale trzeciego dnia po obiedzie Konstantynowicz oświadczył nam bezceremonialnie, że niestety wyjeżdżają z żoną w pilnej sprawie. Że było im ogromnie miło, ale pociąg mają za godzinę.
W sumie pożegnanie wypadło jakoś sztucznie.
Niby udawali Europejczyków, ale w końcu chamstwo z nich wyszło.
Wygląda na to, że w ogóle nie warto było przychodzić i że Bezpalczyk miał rację.
DOBRE SERCE
Byliśmy na polskim filmie dźwiękowym pt. „Skowronki zaorzą miedzę”. Film był w barwach naturalnych, co wypada z zadowoleniem podkreślić, jako przejaw nowoczesności. W roli głównej wystąpiła Klementyna Niedzielanka – Pocałuj.
- Tak się martwię o tę Klementynę – powiedziała Globulka Kąkulczyniańska, kiedy wyszliśmy z sali. – Już się ledwie rusza przed kamerą.
- Bo grała sparaliżowaną – powiedział poeta Koszon. – Tak jej wypadło z roli. Potem ruszała się świetnie, kiedy ją wyleczono lekami produkcji krajowej.
Globulka uśmiechnęła się smutno.
- Pozory – powiedziała. – W filmie mają różne sposoby, żeby wyglądało inaczej niż jest. Naprawdę jest stara i chora. Aż mi się serce kraje.
- Opanuj się – rzekł Bezpalczyk. – Nie może być stara, bo skończyła szkołę teatralną trzy lata temu.
- Tak – przyznała Globulka. – Skończyła biedactwo szkołę. Nigdy nie miała talentu i postanowiła się dokształcić. I co to dało? Nikt nie chce na nią spojrzeć. Całe życie mężczyźni od niej stronią. To musi być dla niej straszne.
Pan Fączynowicz pogłaskał Globulkę po ręce.
- Nie powinnaś się tak przejmować – powiedział. – Na oko wygląda wspaniale. I ma jakiegoś męża, sądząc z podwójnego nazwiska.
- Niedziela to pseudonim z powstania – powiedziała Globulka Kąkulczyniańska. – Przesiedziała powstanie w piwnicy, ale mimo to straciła nogę. Tak mi jej strasznie żal...
- Jesteście ze sobą blisko? - zapytał poeta Koszon.
- Z tą kretynką?! – żachnęła się Globulka. – Nawet jej nie widziałam nigdy w życiu!
Globulka wyjęła chusteczkę i rozbeczała się.
Tyle serca dla obcej osoby.
A mówią, że kobiety się nie lubią.
WYJĄTKOWA SYTUACJA
W czasie kolacji Pataszoński junior kręcił się koło stołu i przeszkadzał w rozmowie. Nietrudno było odgadnąć, że zamierza zwędzić butelkę żytniówki.
- Wynoś się stąd, bo znowu dostaniesz w tyłek – powiedziała Pataszońska.
To nas oczywiście zaskoczyło.
Pataszoński junior wyszedł niechętnie.
- W co dostaniesz ? – spytała baronowa Sołowiejczyk. – Zdawało mi się, że powiedziałaś w tyłek.
- Tak powiedziałam – powiedziała Pataszońska. – Nie mogę dać sobie rady z tym szczeniakiem.
Chwile milczeliśmy zakłopotani.
- Nie trzeba tak mówić o dziecku – powiedział mgr Kąkulczyniański. – Kary cielesne to średniowiecze.
- Jest wiele lepszych metod wychowawczych – poparł mgr Kąkulczyniańskiego poeta Koszon. – Poważna rozmowa, pożyteczna lektura, przykład rodziców.
Pataszońska wzruszyła ramionami.
- Znam wypadek całkowitej zmiany charakteru małego chłopczyka pod wpływem czytanki pt. „ Grzeczny Jacuś”- rzekł pan Qucia.
- Dobre są opowiadania o bohaterach narodowych – powiedziała baronowa. – Bohaterowie narodowi byli grzecznymi, milutkimi dziećmi i pomagali rodzicom we wszystkim. Dawałaś mu do czytania jakieś książeczki?
- Oczywiście odparła Pataszońska. – Prenumerowałam mu nawet rozmaite pisemka.
- I nic ?
- Nic.
- Może nie umie czytać ? – spytał poeta Koszon.
- Trudno powiedzieć – odparła Pataszońska. – Pisać umie. Dziś rano napisał dupa na schodach.
- Jeżeli nie lubi książeczek dla dzieci, to są różne milutkie książeczki dla dorosłych – powiedziała baronowa Sołowiejczyk. – Tak tego nie można zostawić.
Baronowa wstała od stołu i wyszła do sąsiedniego pokoju. Po chwili rozległ się przeraźliwy wrzask Pataszońskiego juniora i baronowa wróciła z powrotem.
- Coś się stało ? – spytaliśmy.
- Nic - powiedziała baronowa Sołowiejczyk. – Ten mały bydlak podstawił mi nogę.
Wróciliśmy do zakąsek.
I z tym Was zostawiam, oraz z "moim" domkiem
wtorek, 20 sierpnia 2019
Muzeum - duftart Armatics in White
Tak z ręką na sercu : chodzicie do muzeum? A kiedy już tam jesteście, lubicie usiąść, żeby poobcować ze sztuką?
Muzea, wg mojej autorskiej klasyfikacji, dzielą się na dwie kategorie : błyskawiczną (wystawę zwiedzam w ciągu max. 30 minut) i kontemplacyjną (wsiąkam i wychodzę z ociąganiem).
Ostatnio przy swoich obrazach wpadam w stupor. Zaczęło się od tego, że myślałam, co by tu poprawić, ale bywa tak, że patrzę na swoją robotę z zadowoleniem. Moim założeniem jest malować takie obrazy, które chciałabym mieć u siebie na ścianie.
'Muzeum" jednak nie jest skończone.
Odkładam je na bok, bo za miesiąc mam jeden wernisaż, a za 3 tygodnie Wystawa w Aptece Sztuki, galerii warszawskiej z piękną przestrzenią wystawową i świetną pozycją.
Jak na klasówce. Najpierw rozwiążę to, co umiem, reszta później, żeby zdążyć. Nie chciałabym się wkurzać, że czegoś - tam nie domalowałam.
Tak więc patrzę na ten obraz i szybko go chowam, bo mnie kusi dalsza praca nad nim.
Trzy tygodnie do ważnej wystawy! Trzy wernisaże we wrześniu. Wszystko to przetykane wizytami w Centrum Onkologii, zwanym przeze mnie Centrum Towarzyskim.
Muzea, wg mojej autorskiej klasyfikacji, dzielą się na dwie kategorie : błyskawiczną (wystawę zwiedzam w ciągu max. 30 minut) i kontemplacyjną (wsiąkam i wychodzę z ociąganiem).
Ostatnio przy swoich obrazach wpadam w stupor. Zaczęło się od tego, że myślałam, co by tu poprawić, ale bywa tak, że patrzę na swoją robotę z zadowoleniem. Moim założeniem jest malować takie obrazy, które chciałabym mieć u siebie na ścianie.
'Muzeum" jednak nie jest skończone.
Odkładam je na bok, bo za miesiąc mam jeden wernisaż, a za 3 tygodnie Wystawa w Aptece Sztuki, galerii warszawskiej z piękną przestrzenią wystawową i świetną pozycją.
Jak na klasówce. Najpierw rozwiążę to, co umiem, reszta później, żeby zdążyć. Nie chciałabym się wkurzać, że czegoś - tam nie domalowałam.
Tak więc patrzę na ten obraz i szybko go chowam, bo mnie kusi dalsza praca nad nim.
Trzy tygodnie do ważnej wystawy! Trzy wernisaże we wrześniu. Wszystko to przetykane wizytami w Centrum Onkologii, zwanym przeze mnie Centrum Towarzyskim.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















