WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

niedziela, 18 czerwca 2017

Sex Drugs & Rock'n Roll - PREMIERA

Jakieś czas temu... dostałam od Pragalerii, we współpracy z ArtInfo.pl, zaproszenie do udziału w aukcji pod tytułem Sex Drugs & Rock'n Roll. Mam to do siebie, że podejmuję wyzwania - temat wydał mi się... niełatwy.
Co prawda studiowało się na Akademii Sztuk Pięknych, mieszkało w akademiku, jezdziło na plenery, więc temat IMPREZA brzmi znajomo, szalona impreza również. Ale tu punktem wyjścia jest muzyka. I muzycy. W latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i trochę wcześniej wymagania "przemysłu" muzycznego zmieniły się, tempo wzrosło zawrotnie - trzeba było wciąż dawać koncert za koncertem, wciąż w trasie, bez domu niemal, a przy tym mieć niesamowitą inwencję. Balansowanie na krawędzi.
Alkohol, narkotyki oraz podążające za zespołami gruppies stworzyły potrzebę nazwania zjawiska - pojawił się termin - skrótowo SD&RR.

Teraz brzmi to uwodzicielsko, barwnie - ale pamiętajmy, że w praktyce uśmierciło (się) mnóstwo wspaniałych, najwspanialszych muzyków i twórców.

Ja postanowiłam podejść do tematu na serio - nie tam żadne lajtowe, przypudrowane pitu pitu.


Muzyka - genialny Hendrix (zmarł w wieku 27 lat)



A za oknem - u mnie - sielanka. Czerwiec, ze swoją bezwstydną jaskrawością, żywotnością.
Zasłoniłam okna, zamknęłam się w pracowni, pokrętło głośności prawie na full.

Wiedziałam, że obraz powstanie na płótnie.
Szkice - linie pojawiały się i znikały (nie same, aż tak nie odleciałam - wycierane)



Obraz tak duży, że musiałam go przestawiać, żeby zamknąć drzwi do pracowni.
Zaczęłam od dwóch postaci


Wojtek (który w 1974 roku miał 20 lat a studiując aktorstwo i jednocześnie występując na scenie co nieco wie), skrzywił się z niesmakiem "Gruppies były ładne, inaczej muzyk nie tknąłby ich kijem. A TEJ nawet techniczny by nie przeleciał".
Ale mnie się ona podobała.


(a, bo nie powiedziałam, CO zamalowałam - pod spodem, mianowicie, znajdowały się łabędzie, bardzo, uważam, dobry podkład)


muzyka!
 (Jim Morrison z The Doors, zmarły w wieku 27. lat - dołączył do Klubu 27 - do Janis Joplin, wspomnianego Jimmiego Hendrixa, Briana Jonesa, Curta Cobeina, Amy Winehouse)





a teraz obejrzyjcie to uważnie, poproszę


White Horses - których podczas malowania nie puszczałam, ulubiona piosenka mojego byłego męża. Całkiem byłego, zmarłego. Nie przez nałogi. Został zamordowany.

Praca nad tym obrazem to praktycznie trzy doby wyjęte z życiorysu.


I nareszcie - całość. Pora odsunąć zasłony.


Format 120 x 80 cm
Akryl na łabędziach
na płótnie
I właśnie uzyskał akceptację od galerii
Na koniec jeszcze ostatnia "wyciszająca" piosenka hehe


Cześć pamięci wszystkich wspaniałych ludzi, wykończonych przez rozpędzoną machinę muzycznego przemysłu. Psychicznie może wytrzymaliby presję, ale fizyczne wyniszczenie zaszło za daleko.

"Nie ma ludzi niezastąpionych" - najgłupsze przysłowie świata.


4 komentarze:

  1. Jestem prawie rówieśniczką Twojego Męża. Jestem Dzieckiem Kwiatów. Wspominam ten czas najlepiej. I na tym poprzestanę. Obraz jest przejmujący. To Bardzo Dobry obraz. Bardzo Dobry. Ja go nie chcę w swoich zbiorach. Ale póki co, jest Najlepszy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę szkoda łabędzi, ale obraz świetny, w pierwszym odruchu skojarzył mi sie z dekadencką imprezą w latach 20., z użyciem halucynogenów typu peyotl ;) Więc blisko
    Tru

    OdpowiedzUsuń