WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Picture In Picture. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Picture In Picture. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lutego 2017

Krok drugi - realizacja

Ech, maluję pierwszy obraz wg nowej dyrektywy, to bardzo silne przeżycie.
W sumie, nie przypuszczałam, że aż tak.
Niestety albo stety, nie tylko nie mam potrzeby pokazywania rezultatów przed końcem, ale wręcz nie chcę. Na razie nie jestem zadowolona, moje wymagania są bardzo duże.

To nie ma być początek serii, ale reszty mojej pracy twórczej
.
W praktyce okazuje się, że dostaję coś innego, niż oczekiwałam i zaczynam rozumieć, co mówiła Karolina Matyjaszkowicz, stwierdzając, że "podąża za obrazem, pyta, czego on potrzebuje" (bohaterka jednego z Krytycznych Czwartków). Wierną towarzyszką moich zmagań jest Pepa


Nie mam, powiem szczerze, zielonego pojęcia, kiedy (i czy w ogóle!) uznam mój obraz za skończony.
Wszystko się zmienia, pochłania mnie bez reszty...

Tutaj widzicie na sztalugach, nad którą dyktą pracuję - aktualnie wygląda jeszcze inaczej


Do tego wszystkiego za 3 dni wyjeżdżam nad morze na dwa tygodnie, nie ma szans, żebym skończyła wcześniej, ale może uda mi się pokazać Sosny o Zachodzie wg dawnego stylu.
Chyba, że nie wytrzymam i je również potraktuję "po nowemu".

środa, 1 lutego 2017

Krok pierwszy

Malewicz, twórca pamiętnego obrazu Czarny Kwadrat na Białym Tle, zanim go namalował, latami eliminował to, co mógłby umieścić na obrazie - aż doszedł wreszcie to owego Kwadratu.
Jeśli się tego nie wie, obraz można skwitować wzruszeniem ramion - a jeśli wie - również!
Kto mi zabroni?
Jestem przeciwna obrazom, do rozumienia których trzeba przejść specjalne szkolenie, i to jest moja eliminacja. Tak.

(wyobrażam sobie, że inny ktoś, nie Malewicz, mógłby dojść drogą eliminacji do kropki - punktu, albo do... nie - malowania (i miałby swoją rację) - i co z tego? Anegdota, i tyle)

Dlatego nie będę pisać, co mi przyświecało, kiedy przyszedł do mnie... to nie był pomysł, to coś więcej.
Zdarzyło się 23go stycznia o godzinie 2.44 w nocy. Leżałam w ciemnościach, w półśnie - aż tu nagle, jakby mnie oświeciło, naprawdę. Zerwałam się na równe nogi. Myślałam, że mnie, która wszystko racjonalizuje, coś takiego się nie zdarzy... a jednak.
Najważniejsze dzieje się w podświadomości - rozum, inteligencja, wydają się dostarczać odpowiedzi, a guzik tam!
Moja przyjaciółka, gdy ma jakiś problem do rozwiązania - zostawia go, rozwiązanie przychodzi "samo", zazwyczaj w najmniej przewidywanym momencie. Przypomniałam sobie, gdy mi to opowiadała.

Ponad tydzień MAM TO, przyglądam się mu i mi się podoba - a jednocześnie GO nie zrealizowałam jeszcze w żadnym obrazie. Jak ktoś, kto dostaje zapakowany prezent i nosi go przy sobie, specjalnie odkładając na potem moment otwarcia.


Tu będzie COŚ.


I w zasadzie nie tyle COŚ będzie ważne, ile JAK.

Jutro zaczynam rozpakowywać prezent. Wydaje mi się, że wiem, co zawiera, ale i tak najistotniejsze okaże się w pracy.
(poniżej pułapka, bo nie zamierzam łączyć materiału, on tylko służy przysłonięciu)


Jeszcze tylko wspomnę na temat duftartu - czyli "ilustracji" zapachów. Mam zamiar zrobić użytek z synestezji (odbierania określonych bodźców zmysłami niekoniecznie do tego przeznaczonych, np widzenie dźwięków, zapachów). Na pierwszy ogień pójdzie Eden Cacharela - czekam tylko na dostawę.
To już jutro!!!