WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Quality. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Quality. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 maja 2013

Róża i Jaśmin - zapachowe warsztaty w Quality

Dziś w perfumerii Quality (http://www.perfumeriaquality.pl/) odbyły się warsztaty na temat dwóch nut zapachowych - róży i jaśminu.


Quality w tym roku będzie obchodzić jubileusz - dwudziesty drugi.


Właścicielką jest Pani Stanisława Missala, ale Quality to firma rodzinna - a w tym przypadku owo określenie ma dodatkowe znaczenie - mianowicie podczas warsztatów zwłaszcza, panuje szczególna atmosfera. Mam wrażenie, że wszyscy państwo Missalowie - a więc Pani Stanisława, mąż, córka, syn, synowa, a nawet wnuczek, starają się, by każdy poczuł się w Quality dobrze, z każdym porozmawiają, doradzą ( te rozmowy przedłużyły się do ponad dwóch godzin po "zajęciach"), z uwagą wysłuchają. Nie mówiąc o znokomitych ciastach, które Pani Stanisława sama piecze - stanowią poczęstunek (z dokładkami!).

Wnętrze jest szczególne, powiedziałabym, pałacowe - krótko mówiąc, wchodzimy do krainy luksusu. Właściwie każda perfumeria jest dla mnie takim światem, ale tutaj można się poczuć, jakby było się przeniesionym do dawnych czasów, niemalże sprzed obu światowych wojen.



Na pięterko z salą wykładową prowadziły schody niebywałe - pilotem można było zmieniać im kolory, a pionowe, przezroczyste powierzchnie inkrustowano kryształkami. Gucia wprawiłyby w osłupienie.



Wykład prowadziła Anna Liwska, którą mam przyjemność znać osobiście - wielka indywidualność, ogromna wiedza. Poza tym Anna (zdj. na dole) jest jedną z moderatorek "mojego" forum perfumowego na Wizażu. Na zdjęciu górnym Pani Joanna Missala ze świeżutkim artykułem w Rzeczpospolitej.



Godzina 11 rano i upał nie sprzyjały skupieniu, zresztą ja jestem, niestety, jednokanałowa, więc - albo wąchanie, albo przyswajanie wiadomości.
Ale większość skrzętnie notowała.


Była mowa o podstawowych gatunkach róży i jaśminu wykorzystywanych w perfumach, zbiorach, metodach pozyskiwania absolutów i attarów - ale proszę mi wybaczyć, zapachy tak mnie oszołomiły, że mózg mi się co chwila wyłączał (za to wyobraźnia - wprost przeciwnie).

Dlatego może przejdźmy do zdjęć...






Najbardziej dla mnie atrakcyjną częścią warsztatów - w sensie poznawczym, było powąchanie, można powiedzieć, najbardziej pierwotnych substancji perfumeryjnych - szczególnie absolutów jaśminu, które mnie bardziej kojarzyły mi się z oparami benzyny, niszowej benzyny. W tle czaiły się akcenty zwierzęce.
 Ale róża też mnie zdziwiła - gęsta, trochę jak najmocniejsza esencja herbaty - duża niespodzianka zapachowa. Coś wspaniałego. Niezwykła złożoność.

A potem Pani Joanna wręczała nam blotterki pachnące perfumami z Quality.



Przyznam, że jestem większą fanką róży niż jaśminu - nie mogę przeboleć, że z naszego jaśminowca nie produkuje się (nie można?) ekstraktów.
Zachwyciły mnie zapachy Parfums de Rosine - każdy z "serii" ujawnia inne oblicze róży - i tak są róże dojrzałe, delikatne - aż mokre od rosy, róże z miętą, w wydaniu indyjskim, w stylu glam, retro, gorzkawe, pralinowe, fiołkowe - zachwyca mnie taka konsekwencja i mnogość (a pomysły się nie powtarzają!).

Zapadła mi w pamięć (już dawno) Annick Goutal - zapachy ujęte w tradycyjny sposób, zawsze wydają mi się odkrywcze w swojej przejrzystości i pozornej prostocie.
Oczywiście chylę czoła przed różanym Amouagem - wspaniała kreacja.
No i zapach stworzony przez Missalów - Qessence. Wytrawna róża w ziołowej - ciut dymnej oprawie (piszę o tylko jednej odsłonie). Mam do niego sentyment.

Wypada wspomnieć, że do Qessence malowałam pierwszy obraz "zapachowy". Okazało się bowiem, że moja wizja tego zapachu jest identyczna, jak Pani Missali - "Proszę namalować ten obraz!"

 
Marzę o tym, że kiedyś zrobię sobie ucztę zapachową - i spędzę w Quality nie powiem, bo się wstydzę, ile czasu, i wybiorę swoją różę. Pierwszą.

Po warsztatach zeszliśmy do perfumerii.
I tam odebrało mi mowę.
Na widok zawartości oszklonej witryny.




Trudno mi było - naprawdę - opuścić perfumerię, i, jak zwykle, pomstowałam, że człowiek (więc i ja) ma tak mało powierzchni "testowej".
Pani Stanisława na moją prośbę próbowała znaleźć "moją" różę z Rosine - ale sprawa okazała się niełatwa (ok. 20stu flakonów do przejrzenia! na niektóre jestem za mała - nie sięgam).
Ja tam jeszcze wrócę.


Powyżej - na koniec - zdjęcie Pani Missali, a po prawej ulubione przeze mnie półeczki.

I jeszcze na dodatek każdy dostał pisemne, imienne podziękowanie i firmowe próbki perfum (śmiem twierdzić, że dla znajomych uczestników dobierane indywidualnie) - i zaraz oddalam się na nocny spacer z psami w Ce Soir ou Jamais Goutal, pachnąc mocniej niż mijane rośliny obsypane kwiatami.

Jak to mówi Gucio, powtarzając za Myszką Miki - co za wspaniały dzień.