WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 16 sierpnia 2013

Co powinno być w Muzeum Nowoczesnym cz.1

WIĘC pomyślałam sobie, że zamiast tracić czas i energię na regularne zwiedzanie wystaw, na których drugorzędną sprawą jest to, czy eksponaty są dziełami sztuki a ich twórca - artystą, a jeśli już, to żeby chociaż autorstwo było rozmyte - więc lepiej będzie pokazać prace, które zrobiły na mnie i robią wielkie wrażenie.
Na studiach parę razy w ciągu roku akademickiego urządzano pokazy w pracowni filmu animowanego. Można było ją po drugim roku wybrać jako specjalizację (czyli nie obowiązkową).
Pracownię prowadził Daniel Szczechura - legenda polskiej animacji (postaram się na dniach zdobyć jego film - mój ulubiony i wkleić).
Pamiętam, pokazy zawsze były przeżyciem - czarnym materiałem zaciemnione okna, szepty w ciemności (czasem brzęk butelek), i zawsze potem temat do rozmowy.

Na początek - "Schody" Stefana Schabenbecka



Teraz - legendarny, psychodeliczny film Juliana Antonisza "Jak działa jamniczek".



I wreszcie Zbigniew Rybczyński i jego Nowa Książka


Do Muzeum, gdzie byłyby tego rodzaju filmy w salkach projekcyjnych, zamiast "Kobiety zbierającej muszle" przez 3 godziny, to ja bym chodziła i nie we czwartki, kiedy jest za darmo, i katalog nabyła, gdyby nawet kosztował 5 razy tyle, co w MSN.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Pan i Pani w stylu panienkowym

Szanowni Czytelnicy.
Jak wiecie, na brak zleceń nie narzekam - po skończeniu tych obrazków, co koń wyskoczy, zabieram się za dwa następne - pejzaż i "panienkę".

Co do mojej ulubionej pary - musiałam zmienić pozę modelki, żeby obie postaci nawiązały ze sobą relację.


Pomyślałam, że byłoby ładnie, gdyby miejscem tańca był taras z pejzażem w tle.
Stąd półokrągły kształt "podłoża".

Długo się zastanawiałam, jakie wprowadzić kolory - bo z jednej strony wykluczyłam czerń (może poza detalami), a z drugiej - nie chciałam, żeby nastrój za bardzo mi się "wysłodził".
Wobec tego sympatyczne i bezpieczne (przypominam, że dla obdarowanych ma to być niespodzianka) wydały mi się beże i błękity.


I co ja nagle zobaczyłam?
Że moje małżeństwo tańczy ni mniej, ni więcej, tylko na... kuli ziemskiej!
Powiem Wam, że to mi się spodobało.
Dwoje ludzi, przeznaczonych sobie, odnalezionych szczęśliwie spośród całej reszty.

Teraz zastanawiam się nad resztą barw. Sukienka chyba stanie się niebieska, ale szczegóły może koralowo - czerwone? I Pan w granatowych (dżinsowych) spodniach.

Oraz pozostaje niełatwa kwestia namalowania "ziemi". Chciałabym uniknąć dosłowności, raczej zasugerować - a więc prawdopodobnie wygrają odcienie zieleni, szmaragdowe w miejscu cienia.

Sama jestem ciekawa, jak będzie wyglądał efekt końcowy.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Aneks do Krytycznego Czwartku - Zwiedzanie MSN z Dyrektorem - Kuratorem

Słowo się rzekło, internet się pojawił, a więc przystępuję do relacji.
Nie, to nie jest dla mnie przyjemne i, powiem szczerze, zwlekałam, ile się dało - wynalazłam wymarzony zegarek na Allegro, umyłam spontanicznie lodówkę z zewnątrz, naszkicowałam dodatkową "panienkę"...
No dobra.
Zaczynam.

Zwiedzanie z przewodnikiem w MSN odbywa się w każdą niedzielę o 14stej, co tydzień jest ktoś inny.
Akurat trafiliśmy na Dyrektora Cichońskiego (na stronie figuruje jako zastępca ds. programowych - nam przedstawił się jednak jako dyr., może to jest przyjęte).

Od razu zapowiedział, że nie będzie się posługiwał hermetycznym językiem i wygłosił krótki wstęp.


Muszę napisać, że gościu na pierwszy rzut oka robił bardzo dobre wrażenie tzw. faceta z sąsiedztwa..

Oczywiście muszę pisać skrótowo, cały czas robiłam notatki i nawet, jeśli zdarzyłoby mi się coś pominąć, sensu nie zmieniłam. Tym bardziej, że o powodach, dla których eksponaty w MSN są takie, jakie są, Dyr. wspomniał od razu.

Uprzedził najczęściej zadawane pytanie publiczności - CO decyduje, że coś jest, bądź nie, dziełem sztuki.
Otóż - dla publiczności owszem, jest to być może kwestia pierwszorzędna, ale dla niego nie.
Dla niego znacznie ważniejsze jest co innego - DLACZEGO dany obiekt się w MSN znalazł i CO MÓWI - o świecie, człowieku, polityce, aktualnych kwestiach.

Można więc użyć wyrażenia "przedmioty aktywne" - tylko wówczas (oczywiście wg Dyra, nie mnie) z muzeum NIE robi się mauzoleum. Powołując się na Roberta Smithsona, przedstawił ideę, w imię której muzea powinno się "wypatroszyć" - jakby zabijając ślimaka, mieszkającego w pięknej muszli.
Oraz - nadejdzie czas, kiedy zatrą się granice i cały świat stanie się muzeum.
Przy tym Dyr zajął raczej stanowisko obserwatora, a nie zwolennika. Ani przeciwnika.
Jedyne, za czym się opowiadał, to za rozmaitością (której wg mnie boleśnie w MSN brakuje).

Czynniki widoczne w MSN sprzyjają takiemu procesowi (muzeum a nie mauzoleum) :
- rozmycie autorstwa
- zerwanie z tradycyjną estetyką

Oczywiście mnogość "aktywnych przedmiotów" w MSN wykluczała zajęcie się wszystkimi, dlatego Dyr wybrał ok. 10ciu obiektów, których status dzieła sztuki byłby najbardziej wątpliwy.

Najpierw - Miastobagno - artystka "od palmy" w Wwie wykonała fotomontaż - zdjęciu Berlina widzianego przez krzaczory zanurzone w bagnie. Miałaby być to jej propozycja, aby nie rekonstruować w mieście pałacu z XVIIIgo wieku, który został zburzony przez aliantów (na jego miejscu powstał naładowany azbestem "nowy pałac"), ale możnaby się cofnąć do czasów, kiedy Berlin był tylko trzęsawiskiem.

Następny obiekt - "lampa" nad koszem do śmieci i tekturami.
Dyr z pewnym zadowoleniem przyznał, że ta praca, zrobiona z rzeczy znalezionych na śmietniku, nie przypomina tradycyjnego obiektu muzealnego.
Wspomniał o akumulacji śmieci - jakby "akumulaturze" i o zajmowaniu się przez panią artystkę "wydalinami" miasta, które fascynuje ją jako niemal żywy organizm.


Twórczyni, którą Dyr określił (nie bez wahania) jako przedstawicielkę artystów wieku średniego (rocznik jej 1977) np. przekształciła bunkier nad Szprewą (rzeka) w hotel z wyposażeniem śmietnikowym, z siostrą nagrała film, na którym rzucały w siebie puszkami. Interesowało ją, jak w inny sposób można użytkować śmiecie.
Oczywiście najprościej zawlec je do Muzeum Nowoczesnego.
Np zgromadziła w galerii wyrzucone poświąteczne choinki, tak, że tylko ścieżka prowadziła do fotela, którego zajęcie zwiększało ryzyko obesrania przez dzikie gołębie, które, okazało się, zajęły zużyte drzewka.

Przy okazji Dyr wspomniał (niejeden zresztą raz), że właśnie 100 lat temu pojawił się - Pierwszy Ready Made - suszarka do butelek Duchampa. 1913. Jaka smutna data.
Czyli słusznie, że co chwila przy okazji Krytycznych Czw. właśnie Duchamp przychodził mi do głowy

Pamiętacie Państwo stojący na ziemi rzutnik, gdzie automatycznie zmieniały się przeźrocza? Nie tylko z psami - ale i z lumpami. Dyr opowiadał pomysłach "twórcy" - np skonstruowaniu pieska na kołeczkach, zrobionego z magnesu, ciągniętego za artystą po przedmieściach bodaj Mexico City, bowiem "spacer może być sztuką". Albo o przesunięciu wydmy wspólnie z mieszkańcami osady, żeby stworzyć im "mit", o którym mogliby opowiadać (wcześniej zauważył, że nie mają tego rodzaju historii) to również było tworzenie "niematerialnego dzieła sztuki".

Potem poszliśmy do kuli z asfaltu - okazuje się, zrobionej z warstw zdjętych z drogi podczas zmiany nawierzchni (bodaj na Ukrainie, przy okazji przygotowań do Euro).

Nad kupką dolarów z Zimbabwe Dyr. również mówił o innych pomysłach najsłynniejszego tajskiego artysty - np zeszlifowanie meteorytów i nadanie tej powierzchni lustrzanej gładkości, żeby mogło się w niej przeglądać niebo. I taki pomysł uważam za piękny, poetycki, wspaniały.


Powyższy jakby mniej.

Na pięterku już stanęliśmy przy "rzeźbie" z pcv czy klisz.


Okazuje się, że "artystka" wczesniej zajmowała się historią sztuki, żeby potem zacząć badać granice - co jest, a co nie, dziełem sztuki. Powyższy obiekt powstał w ciągu 5ciu godzin, na miejscu, można go zdekonstruować i postawić gdzie indziej, ale należy posiadać od twórczyni certyfikat.
Dyr. uważa, że to coś kojarzy się z psychodelią, eksperymentami z LSD oraz latami 80tymi, ale chyba sam popłynął.

O ile dobrze zrozumiałam, pani artystka miała pomysł na akcję "dzieł sztuki" tworzonych w ciągu 5ciu minut - nie ma co się oburzać - i tu Dyr przytoczył anegdotę (chyba starą chińską) o tym, jak bogacz - zleceniodawca zamówił u rysownika wizerunek koguta.
Czas mijał, bodaj lata nawet, a rysunku nie było. Poszedł więc bogacz do domostwa artysty, a ten powiedział : proszę bardzo - i w parę sekund wykonał rysunek.
Zleceniodawca się wściekł. Wówczas artysta zaprowadził go do pokoju obok - a tam wypchane koguty, ryciny z nimi, tysiące rysunków - wszystko to było potrzebne, żeby potem w ciągu chwili narysować ptaka.

Tyle tylko, że nie widzę analogii pomiędzy tą anegdotą a obiektami w MSN. Wprost przeciwnie, kiedy "artysta" ma okazję się wykazać czy to znajomością anatomii, czy rysunku, czy liternictwa, następuje, jak mówi Wojtek, kompromis - czyli nędza (są wyjątki).

W międzyczasie przechodziliśmy z Dyrem obok pokoiku z filmem, gdzie występowały koszmarne kukiełki - i wspomniał on, że jest to jeden z jego ulubionych obiektów. Film opowiada m in. o wojnach krzyżowych, a kukiełki wykonano wg technik z dawnych wieków. Co prawda estetyka odpowiada tradycyjnej, ale (dodał jakby dla usprawiedliwienia) autorstwo jest rozmyte (wielokrotnie używane wyrażenie) - bo należy do kolektywu Slavs and Tatars, czyli grupy twórców (niekoniecznie artystów) irańskich, chyba tureckich i polskich, którzy często poslugują się analogią obalenia szacha i komunizmu w Polsce.

Wreszcie stanęliśmy przed Magazynem (pamiętacie, zbiorowisko rur, starych części samochodów, pobitych talerzyków, wypchanych zwierząt itd.). Otóż i ten zbiór, nazwany pokojem bez ścian, jest grupą przedmiotów, które mówią - opowiadają o człowieczeństwie, a twórca, z pochodzenia Indianin (a u nich każda rzecz mówi) i poeta w jednym, gromadził je i pisał.
Nie jestem zainteresowana, co miał do powiedzenia, gdyż brak selekcji upewnia mnie co do jego nudziarstwa.

Zatrzymaliśmy się przy Regale. Tym razem podobno autor (Stańczak) nie chciałby, by jego dzieło kontemplować - zamierzał w ciągu chwili wywołać wrażenie. Zajmował się "przenicowywaniem" przedmiotów - np. tak długo przekuwał czajnik, aż wywrócił go na "lewą" stronę. Zakładał na siebie kilkaset par rajstop (też ze śmietnika, nierzadko noszących ślady użytkowania), aż krew niemal przestawała mu krążyć, a z tekstyliów tworzyła się skorupa. W 1996 roku wycofał się zupełnie, ze wszystkiego, jakby przepadł i samego siebie przenicował (słowa Dyra). Teraz powoli wraca do aktywności.

Co do 10ciogodzinnego zegara - nie jest pracą artysty, lecz rzemieślnika (czyżby komisja tak zdecydowała?). Zegar mierzy czas wg ustaleń po rewolucji francuskiej - kiedy się skończyła, ustalono rok zerowy, miesięcy miało być 10, a pozostałe dni uznano za wolne.
Czy nie szkoda, że nigdzie nie został umieszczony stosowny opis? Jakże on zmienia rozumienie zegara!
Bo musicie Państwo wiedzieć, że jest Komisja, która selekcjonuje i decyduje. Czy dana rzecz zasługuje, by się znaleźć w MSN.

W końcu znaleźliśmy się przy sznurkach - czyli przy pracy 127 Ofiar.
Zadałam pytanie sugerowane przez Parabelkę - skoro szwy służyły temu, by ciała po sekcji zwłok nie rozlatywały się (i żeby nie wypadały wnętrzności), wyciągnięcie szwów przez "artystkę" spowodowałoby destrukcję ciał. I tak się stało, twórczyni skorzystała z tego, że ofiary (zamieszek wojen narkotykowych w Mexico City) były anonimowe i zostały pochowane w zbiorowej mogile (na zdjęciu za Dyrem praca 127 Ofiar a przed nim wiadomo, co - fragment kobiecej postaci).


Przedtem owa pani miała pomysły, możnaby rzec, szyte grubszymi nićmi. Np. jako dzieło sztuki (to dopiero przedmiot, który mówi!) pokazała...język, odcięty po śmierci młodego dilera narkotykowego i przesłany jego matce (podobno konsultowała się z nią i tamta orzekła, że "artystka" może go użyć).
Twórczyni przez jakiś czas pracowała przy sekcjach zwłok i postanowiła wykorzystać wodę, którą obmywa się trupy, do...nawilżania powietrza na swojej wystawie.
Inny pomysł - ustawiła urządzenie do robienia baniek mydlanych, też wlewając weń wodę po myciu zwłok.

Wreszcie nadszedł czas na pytania publiczności. Głos zabrał Wojtek.
Zwrócił uwagę na to, że Dyr. przez większość czasu opowiadał o pracach, a jeszcze więcej o ich twórcach, czy wobec tego widz, pozbawiony obecności Dyra i jego istotnych anegdot, cokolwiek zyskuje w takim ubogim kontakcie z "dziełami"?
Dyr powiedział, że po pierwsze, można niedrogo kupić przewodnik, po drugie jest przeszkolona obsługa, którą o wszystko można zapytać, po trzecie dobre pytanie - czy dzieło bez kontekstu jest gorsze? Jego zdaniem nie, jest inne, wymaga przygotowania i tyle.
Jak z muzyką współczesną - też trzeba się do niej przygotować.

Poza tym Dyr. cały czas się uśmiechał miło i sympatycznie i przede wszystkim on miał mikrofon, w odróżnieniu od pytającego. Zapytany konkretnie o Zegar (o ileż uboższy bez opisu) zbył tę kwestię znowu powtarzając  "przy odrobinie dobrej woli można kupić przewodnik za 5 zł, pisany bez żargonu i artystycznej gwary".

I ja się odezwałam - czemu nie ma ostrzeżenia przy telewizorze, w którym pojawia się odcięta głowa. Przecież mogłabym tam przyjść z dzieckiem, które od razu podbiegłoby do wydającego osobliwe dźwięki monitora.
A więc (odpowiedź) - na dole znajduje się obsługa ( rozumiem, że - w domyśle - by nas uprzedzili) a w ogóle te zdjęcia są wyrwane z kontekstu i abstrakcyjne (!). A że ja po nich spać nie mogłam - no cóż, do tego Dyr się nie odniósł.

Już na dole, przed wyjściem, przedstawiłam Dyrowi mój pomysł.
Przypomnę.
Mianowicie MSN wynajmowałoby wybraną przestrzeń na godziny. Każdy mógłby przyjść i postawić swój przedmiot, który przez wynajęty czas miałby status dzieła sztuki, a za dodatkową opłatą Krytyk mógłby wyprodukować opis.
Dyr spojrzał na mnie z pewnym roztargnieniem "Tak, tak, to już było, wystawy tworzone przez amatorów, np. ludzi chorych psychicznie, to było."
Nie zrozumiał.
Nic a nic.

Na koniec - bomba. Zapytałam, dlaczego przy obiekcie z jajcami w pończochach widnieje napis "Praca w procesie sprzedaży". Czyżby była taka kosztowna?" - niemal śmiałam się w duchu z własnej ironii.
Ku mojemu zdumieniu Dyr z powagą pokiwał głową.
"Tak. Na razie jest ona cenowo poza naszym zasięgiem."
W. zapytał więc, ile kosztuje?
Dyr wił się jak piskorz - "Nie powiem państwu, ale ponieważ Muzeum jest instytucją państwową, ma obowiązek ujawniać takie informacje. Proszę zadać pytanie drogą mailową, bo teraz po prostu nie wiem."
W. nie ustępował "To może powie pan, ile kosztuje jakakolwiek praca?"
Dyr uśmiechnął się "Jak powiedziałem, proszę zadać pytanie mailowo."

Na koniec powiem Wam, że o ile jestem w stanie (przy odrobinie dobrej woli) zrozumieć "przesłanie" każdego z obiektów, zresztą na przeszkodzie mogłoby stanąć jedynie niedowierzanie ("Jak to? Tylko tyle?") o tyle nie pojmuję, czemu tak intensywnie lansuje się "twórców" podejmujących działania na jedno kopyto?
Niby w duchu humanizmu, a w gruncie rzeczy coraz bardziej odhumanizowane, rozmyte autorsko (celowo), nieestetyczne?
W jawny sposób odpadki intelektualne i artystyczne?

Czy gdyby nie Duchamp, historia sztuki potoczyłaby się inaczej?
Uczcijmy setną rocznicę chwilą ciszy.


niedziela, 11 sierpnia 2013

Tu byłam... czyli zapowiedź RELACJI zwiedzania MSN z przewodnkiem

Proszę Państwa,
udało się nam zmobilizować, zawieźć Gustawa do Babci i pojechać do MSN na zwiedzanie z przewodnikiem, którym okazał się być UWAGA UWAGA  Dyrektor samego MSN i Kurator w jednym.

Nie potrafię opisać swojego przygnębienia, wywołanego przez ponowny widok "obiektów" i oraz wysłuchanie omówienia wybranych kilku prac.
Zadawałam pytania ja, Wojtek też.

Masko - Nura nie wzięłam ze sobą, jakbym podświadomie nie chciała, żeby był "skażony" - ale nie mam wątpliwości, ani ja, ani moje... prace nie będą miały z MSN, CSW czy Zachętą nic wspólnego.
Po prostu nie chcę. Oni mnie zresztą też nie - więc sytuacja jest jasna.

Na relację właściwą zapraszam wieczorem/w nocy (niestety, później), a teraz mam przemożną chęć wyszorowania się, najlepiej wyjałowienia  pod prysznicem.

KOMUNIKAT!!!
Relacja jutro bowiem  internet zdechł i ma wrócić po południu w poniedziałek, teraz piszę dzięki tzw.gwizdkowi i na każdą literkę czekam pół minuty, za to otworzyła się jakaś "Goodgame Big Farm" która nie chce się zlikwidować 

czwartek, 8 sierpnia 2013

Krytyczny Czwartek - brak - komunikat

Proszę Państwa.
Po pierwsze - niechęć do zmagania się ze Sztuką Nowoczesną jeszcze mi nie minęła
Po drugie - w związku z tym - chcąc chronić swoją psychikę i wyobraźnię, poniechałam dzisiaj odwiedzin w jakiejkolwiek galerii (nooo, w perfumerii tylko byłam).

A teraz trochę bardziej na serio - cała nasza rodzina stanęła wobec, jakby tu rzec, wyzwania, które będzie od nas wymagało sił i czasu i właściwie jest wielką niewiadomą. Dlatego od razu może uprzedzę, że mogą się zdarzać przerwy we wpisach w Brulionie, a Krytyczne Czwartki wznowię prawdopodobnie we wrześniu - chyba, ze trafi się coś interesującego wcześniej. Jeśli mogłabym prosić Szanownych Czytelników - nie zgadujcie, nie zadawajcie pytań, bo nie chcę o tym mówić.

Mam jednak zamiar wybrać się na zwiedzanie z przewodnikiem w niedzielę, ale uzależniam to od sytuacji oraz temperatury.

W temacie "panienkowym" drgnęło, ale jeszcze za wcześnie na zamieszczanie zdjęć, w przeciwieństwie do trzech projektów, które prezentuję w kolejności odpowiedniej do wkładu pracy w nie włożonej.

Pierwsza praca nazywa się Złączkoprosię albo Pozorna Wolność.


Gustaw, kiedy to zobaczył, zaśmiewał się do łez i wymógł na mnie obietnicę, że zachowam pracę na zawsze (bo chce ją "ciągle mieć"). Prosię znajduje się w poperfumowanym, porcelanowym jajeczku - które po zamknięciu nie pachnie. Używam go, jeśli chcę czuć zapach, którego Wojtek nienawidzi. Więc niby jest wolność, ale w określonych granicach...

Druga praca - Masko - Nur. Tzw. ready made.


Ukrytego znaczenia nie dostrzegam - co nie znaczy, że jeśli ktoś chce je nadać, nie będzie to mile widziane.

W trzeci projekt nie włożyłam ani trochę pracy - poza sfotografowaniem. No i zwróciłam nań uwagę oraz nadałam dramatyczny tytuł, adekwatny do brutalistycznej formy - Bezsilność (przewody i gniazdko nie są pod napięciem).


Po zaprezentowaniu swojego przewrotnego i typowego poczucia humoru, licząc na ochłodzenie nocne, zabieram się za Tancerkę.
Relacja wkrótce.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Pani i Pan czyli para w stylu panienkowym

Pochwaliłam się poprzednio, że mam nowe zlecenia.
Dziś będzie o pierwszym, podwójnym.

Bywalczyni mojego bloga (forum perfumowego też zresztą) wpadła na - najlepszy z możliwych - pomysł - co dać na prezent przyjaciołom na ich nowe mieszkanie.
Ci ludzie są sympatycznym, wesołym i szczęśliwym małżeństwem, bardzo serdeczni i lubiani.
I na zdjęciach było to widać - po prostu i im, i innym, dobrze w ich towarzystwie.
Poza tym...ich pasją jest taniec - i to postanowiłam wykorzystać.

Pomyślałam o dwóch oddzielnych obrazkach (coraz częściej stosuję ten zabieg), które mogłyby funkcjonować razem i osobno.
Ale - niezależnie od odległości, chciałam, by było widać, że postaci mają coś wspólnego i ze sobą, i z tańcem.



Celowo nie umieszczam zdjęć obok siebie, bo wg mnie koniecznie należy zmienić pozę tancerki.
Choć tu wygląda pięknie, ale chyba przydałoby się, gdyby przynajmniej rękę miała skierowaną w stronę Pana.

Gucio tymczasem, napatrzywszy się ostatnio zdjęć pełnych "przewrotnego humoru" z Muzeum Sztuki Nowoczesnej, utworzyć osobiście dwie instalacje.



Niech się cieszy dzieciństwem chłopaczek, bo w 2014 cały rocznik 2008 (czyli Gustaw też) idzie do szkoły. I to nie do zerówki, tylko do pierwszej klasy.
Nic na to nie mogę poradzić.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Spragnieni Piękna

No wiec przyznaję się, nie byłam dziś w MSN, żeby zrobić obchód z ichnim przewodnikiem.
Po pierwsze (jak napisałam w poprzednim poście) miałam dość tego miejsca.
Po drugie - obawiałam się, że w stanie wzburzenia niewiele się dowiem.
Po trzecie - miałam ważne sprawy - złapałam 4(!) nowe zlecenia na cito oraz wymyśliłam dwa następne obrazy w stylu duftartu nowoczesnego.

Poprawię się. Za tydzień. Przepraszam.

Oraz, w ramach dbania o swoją higienę psychiczną - czyli wywalenie z wyobraźni szkodliwych kadrów, przejrzalam sobie zdjęcia z wakacji - była to wczesna jesień 2011 roku.
I tak sobie pomyślałam, że Szanownym Czytelnikom nie zaszkodzi trochę fotografii z pięknych miejsc.
Bez żadnych ukrytych znaczeń.
I mojego autorstwa.




I jezioro.










Powiew jesiennego chłodu






I na koniec super kicz.



I w taki dla odmiany miły i niekontrowersyjny sposób życzę Dobrej Nocy.