Szanowni Państwo. No nie złożyłam życzeń - mam powód.
Wyjechałam, biorąc ze sobą tylko telefon i okazało się, że w żaden sposób nie mogę się zalogować.
Mój były mąż mawiał "Nie tłumacz się, tłumaczą się winni" i jest to najprawdziwsza prawda.
Po Świętach zazwyczaj jesteśmy ubożsi i... grubsi.
Ja co prawda czuję się bezpieczna, gdyż tradycyjnych potraw świątecznych raczej nie lubię. Nic nie mam do ryb (poza ośćmi), za to kapusta już nie dla mnie. Jednak na jedną potrawę czekam. Nie typowo świąteczną - bo to sałatka ziemniaczana mojego drogiego męża (który zwyczajowo bierze na siebie rolę kucharza). Sałatka tak wspaniała, że znika jako pierwsza, jeszcze przed karpiem.
Tak więc waga drgnęła nieznacznie - ale ja i tak zawsze trzymam rękę na pulsie i mam naszykowane ubranko ćwiczebne. Jak kiedyś wspominałam, jedyna aktywność, którą lubię, to marszobieg. Mam podbite polarowym puchem legginsy i kurteczkę oraz kosmiczną bluzę i podkoszulek. Ich szczególne właściwości można poznać po tym, że są zszyte z paru wymyślnych w kształtach kawałków materiału, mają odblaski w niespodziewanych miejscach oraz strefy dziurek (tam pewnie najbardziej intensywnie oddychają) i dziurki w szwach - prawdopodobnie dla bardzo dokładnie monitorujących swój wysiłek zapaleńców, bo mogli sobie podłączyć przewody do żył i tętnic i liczyć elektryczne impulsy, wskazujące na zwiększenie sprawności.
Ale... tylko sobie patrze na te stroje, gdyż tonę w rozmyślaniach nad nowym malowaniem. Aż zapytałam Wojtka "ile czasu można siedzieć i myśleć?" "Całe życie - jeśli się jest filozofem".
Nie powiem nic - zobaczycie.
Prezenty. Przychodzi mi do głowy ten najbardziej osobliwy - dostałam mianowicie generator światła, służący temu, by zasypiać z łatwością. Praktyka okazała się inna, niestety.
Urządzenie, przypominające rozpłaszczony pączek z dziurką, umieszcza się obok swojej leżącej osoby, otworek nakierowuje się na sufit, naciska start - i wyświetla się krąg światła o krawędziach a la Fangor. Koło rozświetla się (należy robić wdech) i ciemnieje (wydech). Ma to spowodować głęboki relaks i zaśnięcie.
Tylko że : po pierwsze, nie da się zasnąć z otwartymi oczyma, a tu należy śledzić światło ; po drugie : tempo oddychania było dla mnie zdecydowanie za wolne, więc już po trzecim rozświetleniu czułam tlenowy deficyt. Kiedy kilkuminutowa sesja się skończyła, rzuciłam się na bok, chwytając powietrze jak ryba, zupełnie rozbudzona. To mnie wytrąciło z równowagi - do tego stopnia, że ani nie byłam w stanie spać, ani, jak zwykle, snuć plany malarskie. Tylko myślowa sieczka, jak z niszczarki, na nic nikomu niepotrzebna.
Wojtek, bo to On mnie obdarował, bardzo się zmartwił, kiedy zobaczył mnie rano, ze zszarzałą twarzą i podkrążonymi oczami oraz z miną wskazująca na to, że zasnęłam po 4 rano "Ooo, ja głupi" jęknął "Kupiłem ci odwrotne urządzenie! Że mi nie przyszło do głowy, że z otwartymi oczami się tak średnio śpi"
PODOBNO znakomicie na zasypianie działa jasiek, z bateryjką w środku, który można nastawić na miłą muzyczkę, oddychanie (wydaje dźwięki spokojnego oddechu) albo posapywanie. Mnie jaśka nie potrzeba, ponieważ do łóżka ładuje mi się chrapiący (i grzejący) pies, który na pewno lepiej pełniłby usypiającą rolę, ale strasznie się rozpycha i z obraźliwie warczy przy najmniejszym naszym poruszeniu.
Wspomniałam o tym, że Święta spędziliśmy na wyjeździe do rodziny Wojtka. W Lublinie.
Nie będę mówić o magii ani o maggi, bo mnie już bierze dreszcz obrzydzenia na to słowo, ale było niezwykle.
Mieszkaliśmy w kamienicy z 1913go roku. 130 metrów kwadratowych. Wydawało mi się, że i tak nie odkryłam wszystkich drzwi, prowadzących do nieznanych pomieszczeń.
Nad przedwojennym stołem żyrandol z międzywojnia, skrzypiąca klepka, masywne, urzekające formą meble z epoki. Drzwi wysokości podwójnego wzrostu rosłego mężczyzny. Widok z okna...
Dziecięcy gwar - Gucio poznał bliżej swoje stryjeczne rodzeństwo. Z dumą mówi, że jest wujkiem.
Przy okazji dowiedziałam się, że nie powinnam nigdy wykonywać zawodu szpiega, wywołałabym katastrofę. W grze planszowej, w której są dwie drużyny, dobrych i złych, na samym początku, po rozdaniu kart, z których wynika, jaką kto dostał rolę, wszyscy zamykają oczy - pada komunikat, że agenci mogą spojrzeć na siebie. Agentem zostałam ja i brat Wojtka. Przez cały czas gry dawał mi znaki - a to znaczące (ale co???) spojrzenia, nawet lekkie kopniaki pod stołem. Nic nie zrozumiałam, za to bardzo przejęłam się rolą, by nie rozpoznano, że jestem "zła". Tak się wczułam, że owszem, nikt mnie nie rozpoznał, ale pogrążyłam swoją drużynę. Bardzo konsekwentnie.
Jednak gra mi się spodobała.
Teraz jesteśmy już w domu. Na naszej choince wiszą ozdoby z różnych dziesięcioleci - między innymi Wodnik Szuwarek z lat 70tych, Gąska z 80tych
...Baletnica z bibułki, robiona przez babcię, już nieżyjącą, gdy ta była dzieckiem. Lata 30ste!
Wybitnie udane Święta!
A teraz, za parę dni Sylwester, do którego zawsze przywiązuję dużą wagę. Fascynują mnie liczby - i ta bieżąca chwila, nieskończenie krótka, jakże istotna przy zmianie roku.
Obietnica lepszego czasu.
CDN.
WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ
czwartek, 28 grudnia 2017
poniedziałek, 18 grudnia 2017
Konik morsko - kosmiczny
Dał mi ten Konik w kość.
Na własne życzenie.
Dawno, dano temu, robiłam na szydełku żmudne różne pracochłonne i efektowne czapki, torebki, porfeliki. Z jakąś niezdrową zawziętością, kiedy przyświecała mi myśl o efekcie końcowym. Brrr.
Teraz jest gorzej, bo mnie roznosi - więc jednocześnie gruntuję płyty pod przyszłe obrazy.
Ale z drugiej strony... trochę precyzji nie zaszkodzi. Jeśli jeszcze jest w złocie, które lubię.
Pod różnymi kątami zmienia się obraz :
Koniec końców bardzo go lubię - ale gdyby nie przemiła Zleceniodawczyni, nie wiem, czy bym się podjęła takiej roboty. Jestem już w innym miejscu. Może to kwestia tematyki, bo jednak wyobrażam sobie industrialny nokturn w tym typie i pasuje.
Wracając do Konika - nawet w ciemności... wygląda
Przed Świętami praca wre - oto Konik.
50 x 70 cm
akryl na płycie
Dobrze, że prezenty już kupione.
Teraz "tylko" zdążyć z malowaniem - chciałabym, żeby obrazy wisiały już na ścianach u moich miłych Zleceniodawców przy choince.
Na własne życzenie.
Dawno, dano temu, robiłam na szydełku żmudne różne pracochłonne i efektowne czapki, torebki, porfeliki. Z jakąś niezdrową zawziętością, kiedy przyświecała mi myśl o efekcie końcowym. Brrr.
Teraz jest gorzej, bo mnie roznosi - więc jednocześnie gruntuję płyty pod przyszłe obrazy.
Ale z drugiej strony... trochę precyzji nie zaszkodzi. Jeśli jeszcze jest w złocie, które lubię.
Pod różnymi kątami zmienia się obraz :
Koniec końców bardzo go lubię - ale gdyby nie przemiła Zleceniodawczyni, nie wiem, czy bym się podjęła takiej roboty. Jestem już w innym miejscu. Może to kwestia tematyki, bo jednak wyobrażam sobie industrialny nokturn w tym typie i pasuje.
Wracając do Konika - nawet w ciemności... wygląda
Przed Świętami praca wre - oto Konik.
50 x 70 cm
akryl na płycie
Dobrze, że prezenty już kupione.
Teraz "tylko" zdążyć z malowaniem - chciałabym, żeby obrazy wisiały już na ścianach u moich miłych Zleceniodawców przy choince.
niedziela, 10 grudnia 2017
Łąka w trakcie
Chciałam tylko wspomnieć, że ostatnie dni były dla mnie przełomowe.
Skomplikowane kwestie, które mnie zaprzątały, stały się proste.
Pytania bez odpowiedzi, wydawałoby się, że wiecznie bez odpowiedzi, znikły.
Już od połowy września opracowuję projekt, jak to się teraz mówi, projekt trudny i obciążający psychicznie. Malarski. Muszę to jakoś znieść, szczególnie, że nie jestem sama na świecie, dlatego tez moja działalność artystyczna prawdopodobnie będzie przebiegać dwutorowo : jeden tor to ten główny i życiowy projekt, cięzka artyleria, drugi tor - odskocznia, której ułamek zaprezentuję dziś.
I tu zmieszczą się kolory - i tak sobie luzno myślę, że duftarty, na których bardzo mi zależy. W tym roku kalendarzowym stanęły na mojej drodze absolutnie niezwykłe zapachy :
Opus X - róża, werniks, metal, krew
Silphium Skuggan - przenikliwa, fosforyzująca zielona trucizna
Vio Volta Durga - benzyna, spaliny na fiołkowym tle
wznowiono serię Syntethics Comme des Garcons - no jak ich nie ilustrować???
Przypominam, że duftart zakłada, że eksponuje się jednocześnie obraz i zapach. DUFTART
Łąka, którą zaczynam, jest inspirowana "zielonymi" perfumami, które są moją bronią w pokonaniu nocy polarnej.
To jest obraz komfortowy, pławię się w tej zieleni!
Teraz, kiedy... nie będę opisywać, co jest za oknem i ile trwa.
Zleceniodawczyni zażyczyła sobie dmuchawce, które pokażę w finale.
Ale teraz paczcie, jak obraz wygląda w półmroku
Finał wkrótce.
Skomplikowane kwestie, które mnie zaprzątały, stały się proste.
Pytania bez odpowiedzi, wydawałoby się, że wiecznie bez odpowiedzi, znikły.
Już od połowy września opracowuję projekt, jak to się teraz mówi, projekt trudny i obciążający psychicznie. Malarski. Muszę to jakoś znieść, szczególnie, że nie jestem sama na świecie, dlatego tez moja działalność artystyczna prawdopodobnie będzie przebiegać dwutorowo : jeden tor to ten główny i życiowy projekt, cięzka artyleria, drugi tor - odskocznia, której ułamek zaprezentuję dziś.
I tu zmieszczą się kolory - i tak sobie luzno myślę, że duftarty, na których bardzo mi zależy. W tym roku kalendarzowym stanęły na mojej drodze absolutnie niezwykłe zapachy :
Opus X - róża, werniks, metal, krew
Silphium Skuggan - przenikliwa, fosforyzująca zielona trucizna
Vio Volta Durga - benzyna, spaliny na fiołkowym tle
wznowiono serię Syntethics Comme des Garcons - no jak ich nie ilustrować???
Przypominam, że duftart zakłada, że eksponuje się jednocześnie obraz i zapach. DUFTART
Łąka, którą zaczynam, jest inspirowana "zielonymi" perfumami, które są moją bronią w pokonaniu nocy polarnej.
To jest obraz komfortowy, pławię się w tej zieleni!
Teraz, kiedy... nie będę opisywać, co jest za oknem i ile trwa.
Zleceniodawczyni zażyczyła sobie dmuchawce, które pokażę w finale.
Ale teraz paczcie, jak obraz wygląda w półmroku
Finał wkrótce.
środa, 29 listopada 2017
Leniwy Poranek - Zima
Leniwy wieczór to każdy głupi może mieć - ale Leniwy Poranek to luksus, który posiadam (przeważnie) ja i bohaterka mojego obrazu.
Na zimę zgadzam się, choć prawdę mówiąc nie mam w tej sprawie za wiele do gadania, jeśli oglądam ją zza okna.
Muzyka:
Obraz - zlecenie, miał być niespodzianką Zleceniodawczyni na ślub jej siostry.
Wszystko oczywiście utrzymywane w ścisłej tajemnicy.
Taki BYŁ plan.
Nie powiódł się. J. postanowiła pokazać siostrze zdjęcia obrazu. I bardzo dobrze - nienawidzę robić obrazowych niespodzianek, moment pokazania kosztuje mnie stan przedzawałowy.
Obraz zyskał aprobatę.
Kot miał być obowiązkowo
Sposób, w jaki wszystko rozwiążę, pozostawiono mnie.
Teraz już bez faktur się nie jestem w stanie i zresztą nie chcę się obejść, tak mnie kręcą.
Od siebie dodałam element liryczny, właściwie dwa : gałązki z pączkami (bo zima to tylko uśpienie) i ślady na śniegu.
Do kogo należą?
Owszem, korciło mnie gdzieś daleko umieścić enigmatyczną sylwetkę, ale potem wzdrygnęłam się na myśl o takiej dosłowności. Może to Narzeczony brnie przez zaspy do Ukochanej i za chwilę dwie filiżanki będą stały obok siebie na stoliczku?
Kot - strażnik, tak na wszelki wypadek, bo Pani całkiem się zaczytała.
Całość :
Na zimę zgadzam się, choć prawdę mówiąc nie mam w tej sprawie za wiele do gadania, jeśli oglądam ją zza okna.
Muzyka:
Obraz - zlecenie, miał być niespodzianką Zleceniodawczyni na ślub jej siostry.
Wszystko oczywiście utrzymywane w ścisłej tajemnicy.
Taki BYŁ plan.
Nie powiódł się. J. postanowiła pokazać siostrze zdjęcia obrazu. I bardzo dobrze - nienawidzę robić obrazowych niespodzianek, moment pokazania kosztuje mnie stan przedzawałowy.
Obraz zyskał aprobatę.
Kot miał być obowiązkowo
Sposób, w jaki wszystko rozwiążę, pozostawiono mnie.
Teraz już bez faktur się nie jestem w stanie i zresztą nie chcę się obejść, tak mnie kręcą.
Od siebie dodałam element liryczny, właściwie dwa : gałązki z pączkami (bo zima to tylko uśpienie) i ślady na śniegu.
Do kogo należą?
Owszem, korciło mnie gdzieś daleko umieścić enigmatyczną sylwetkę, ale potem wzdrygnęłam się na myśl o takiej dosłowności. Może to Narzeczony brnie przez zaspy do Ukochanej i za chwilę dwie filiżanki będą stały obok siebie na stoliczku?
Kot - strażnik, tak na wszelki wypadek, bo Pani całkiem się zaczytała.
Całość :
Rozmiar : 70 x 100 cm, duża rzecz
Technika : akryl na płycie
Status : dziś w Warszawie, jutro ze mną u pani J. w Krakowie, co mnie niezmiernie cieszy!
czwartek, 23 listopada 2017
Obrazy dla Amelki. POMAGAJMY!!!
Rok niżej, niż Gucio, czyli do drugiej klasy, w naszej szkole, chodziła Amelka.
Piszę "chodziła", bo Amelka jest bardzo chora. Dziecięcy nowotwór - neuroblastoma, z całego prawie ośmioletniego życia wydzielił dziewczynce rok normalnego życia, od kiedy wykryto u Niej chorobę.
Tu podaję link do pełnej informacji na temat Amelki, jej choroby i szczegółów.
AMELKA
Od mamy Amelki otrzymaliśmy informację, że termin rozpoczęcia leczenia w klinice w Greisfwaldzie przesunięto na 27 listopada. Mamy zatem o wiele mniej czasu, by uzbierać brakującą sumę.
A co u Amelki? Na początku listopada zakończyła radioterapię w Polsce. Choć bywało ciężko, była bardzo dzielna. Niestety radioterapia to ostatnia rzecz, jaką oferują lekarze w Polsce. Teraz konieczna jest immunoterapia w Niemczech.
Z całych sił wierzymy, że nam się uda, że 27 listopada Amelka pojedzie do Greisfwaldu, by tam wygrać z rakiem! Prosimy o pomoc, bo ten cud może się wydarzyć tylko z Wami.
Pierwszy obraz, jaki dałam na aukcję, to Elf -
50 x 70cm
akryl na płycie
sygnowany prawy dolny róg
Drugi - Mistrz i Małgorzata
50 x 70 cm
akryl na płycie
sygnowany prawy dolny róg
Trzeba pomóc.
Trzeba SZYBKO pomóc!
Rodzice i nauczyciele naszej szkoły zorganizowali festyn, gdzie od serca podarowano na licytację mnóstwo drogocennych i pamiątkowych przedmiotów, zaproszeń (link pod zdjęciami).
Dzieci same między sobą zbierają pieniądze - ktoś mógłby powiedzieć "to i tak pieniądze rodziców" - nieprawda, dzieciaki oddają swoje kieszonkowe, za które mogłyby sobie kupić np kolejną wersję Minecrafta.
Czas goni.
Tu podaję link do strony o festynie :A co u Amelki? Na początku listopada zakończyła radioterapię w Polsce. Choć bywało ciężko, była bardzo dzielna. Niestety radioterapia to ostatnia rzecz, jaką oferują lekarze w Polsce. Teraz konieczna jest immunoterapia w Niemczech.
Z całych sił wierzymy, że nam się uda, że 27 listopada Amelka pojedzie do Greisfwaldu, by tam wygrać z rakiem! Prosimy o pomoc, bo ten cud może się wydarzyć tylko z Wami.
Pierwszy obraz, jaki dałam na aukcję, to Elf -
50 x 70cm
akryl na płycie
sygnowany prawy dolny róg
Drugi - Mistrz i Małgorzata
50 x 70 cm
akryl na płycie
sygnowany prawy dolny róg
Trzeba pomóc.
Trzeba SZYBKO pomóc!
Rodzice i nauczyciele naszej szkoły zorganizowali festyn, gdzie od serca podarowano na licytację mnóstwo drogocennych i pamiątkowych przedmiotów, zaproszeń (link pod zdjęciami).
Dzieci same między sobą zbierają pieniądze - ktoś mógłby powiedzieć "to i tak pieniądze rodziców" - nieprawda, dzieciaki oddają swoje kieszonkowe, za które mogłyby sobie kupić np kolejną wersję Minecrafta.
Czas goni.
FESTYN
Dajmy szansę Amelce.
(i osobiście proszę o kciuki, bo na festynie będę przed publicznością opowiadać o swoim malarstwie, a jestem w trybie pracownianym, bardzo odmiennym od odświętnego).
wtorek, 21 listopada 2017
Szał ze Świnką
Tak więc, kiedy usłyszałam hasło "jednorożec", zapaliłam się do tego pomysłu.
Byłam jeszcze na fali dwóch poprzednich obrazów - Sexu & Rock'd Rolla i Narcyza.
Kolorystyczne rozbuchanie, kontrasty.
Może nie wszyscy wiedzą, że w latach 2003 - 2008 / 9 malowałam tylko zwierzęta.
Pierwszym obrazem w 2003 roku, namalowanym po bardzo długiej przerwie po skończeniu studiów, była... świnka morska!
I tak oto się zapętliło :
Jakie to jest przyjemne, kiedy po TYLU latach widzę w tej Niebieskiej Śwince "żyjącą" fakturę i tę śmiejącą się mordeczkę.
Ale nie zapominajmy o Jednorożcu
Oczywiście tytuł to żart - miałam przyjemność niedawno oglądać Szał Podkowińskiego na żywo, i tak mi się skojarzyło.
Wreszcie całość.
Rozmiar 70 x 50 cm
Technika : akryl na płycie
Status : kolekcja prywatna, Kraków
Chciałam jeszcze tylko wspomnieć, że w sobotę odbędzie się aukcja różnych cennych przedmiotów, podarowanych od serca na leczenie Amelki, koleżanki Gucia z młodszej klasy, bardzo, bardzo chorej dziewczynki. I ja dałam dwa obrazy na tę aukcję.
Trzymajcie kciuki - bo będę opowiadać o tych pracach, przed publicznością...
Ale jak nie w swojej sprawie, to zawsze jest łatwiej, tak się pocieszam.
czwartek, 16 listopada 2017
Narcyz - obraz żartobliwy
W tym przypadku słowa naprawdę są zupełnie niepotrzebne.
Może tylko wspomnę, że obraz malowałam na absolutnym luzie - po pomyślnym końcu pewnej Ważnej Sprawy.
Muzzyka! UPRZEDZAM - tego się nie odzobaczy!
Tę dłoń lubię.
Nóżki
I całość - w dwóch oświetleniach (powyżej było sztuczne światło)
Tytuł : Narcyz (przypominam, że to gość, który zakochał się w swoim odbiciu do tego stopnia, że nie był w stanie się oderwać od wpatrywania w siebie i z tego też powodu umarł)
Rozmiar : 70 x 50 cm
Technika : akryl na płycie
Status : nieznany
* wykonawcą tej kuriozalnej wokalizy (piosenka nosi tytuł "cieszę się, bo nareszcie wracam do domu") jest, a właściwie był, Edward Anatoljewicz Chil (1934 - 2012), baryton, wykładowca w latach 70tych w Konserwatorium w Petersburgu, ceniony wówczas bardzo w ZSRR. Potem szaloną popularność w 2010 roku odzyskał dzięki YT i zyskał przydomek Mister Trololo. Legenda głosi, że gość zapomniał słów - stąd wokaliza.
Może tylko wspomnę, że obraz malowałam na absolutnym luzie - po pomyślnym końcu pewnej Ważnej Sprawy.
Muzzyka! UPRZEDZAM - tego się nie odzobaczy!
Tę dłoń lubię.
Nóżki
I całość - w dwóch oświetleniach (powyżej było sztuczne światło)
Tytuł : Narcyz (przypominam, że to gość, który zakochał się w swoim odbiciu do tego stopnia, że nie był w stanie się oderwać od wpatrywania w siebie i z tego też powodu umarł)
Rozmiar : 70 x 50 cm
Technika : akryl na płycie
Status : nieznany
* wykonawcą tej kuriozalnej wokalizy (piosenka nosi tytuł "cieszę się, bo nareszcie wracam do domu") jest, a właściwie był, Edward Anatoljewicz Chil (1934 - 2012), baryton, wykładowca w latach 70tych w Konserwatorium w Petersburgu, ceniony wówczas bardzo w ZSRR. Potem szaloną popularność w 2010 roku odzyskał dzięki YT i zyskał przydomek Mister Trololo. Legenda głosi, że gość zapomniał słów - stąd wokaliza.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













