Wielkanoc.
Dla mnie to nie jest po prostu przerwa na przyjemności - nie tylko.
Te Święta mają swój wymiar duchowy - i nawet, jeśli nie jest się wierzącym (ja jestem), można je rozumieć symbolicznie.
W jednej chwili rozpacz przeradza się w radość. Wcześniej, jeśli prześledzi się historię Jezusa, jak gorzką widać prawdę, prawdę o ludziach. W niedzielę cieszą się, witają Go jak Zbawiciela, kładą w hołdzie swoje ubrania, żeby po nich przeszedł - a mija parę dni i lżą, opluwają, naśmiewają się, znęcają.
Nawet ci, którzy przysięgali zawsze przy Nim trwać, kiedy tylko wiatr powieje w inną stronę, przestają Go znać.
Zdrajcy.
Zostaje sam.
Sam jeden, cierpiący, opuszczony - tak się czuje. Gorzej! Bo wie, co Go czeka.
"Mój ojcze, dlaczego mi to robisz?" - wątpi.
A Jego matka? Co czuła?
Od kiedy Jezus przychodzi na świat, nawet wcześniej, matka wie, że syna czeka męczarnia, niewyobrażalne tortury.
Tak, potem, ujmę to prosto, wszystko się bardzo dobrze kończy. Potem. I na zawsze.
No właśnie - jak wspaniałe musiało to być zakończenie, by tamta męka i zło niemal poszło w niepamięć? Mam na myśli tamten czas.
Lecz zdrajcy zostali zdrajcami - uzyskali przebaczenie, ale gdyby nie Zmartwychwstanie, czy przyszłaby im do głowy refleksja, że zachowali się podle wobec człowieka, który im nic złego nie zrobił?
Wcale nie miałam w planie tak dziś pisać.
Wprost przeciwnie, chciałam, żeby było wesoło i dowcipnie, wstawić zdjęcia zapowiadające nowy obraz, pogwarzyć o zapachach i potrawach, skręcając w stronę diet.
Może jutro, pojutrze.
Dziś czekam na dzwony o szóstej rano, których bicie upamiętnia coś, co według wierzących miało miejsce 1984 lata temu. Dzięki Bogu.
WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ
sobota, 15 kwietnia 2017
środa, 12 kwietnia 2017
Premiera - Okno w Pracowni
Co się działo wcześniej na tym obrazie, to tylko ja wiem.
Leśny pejzaż. Ciemna postać stojąca tyłem, zatopiona w mroku.
No dobra, tematyka mi bliska, bo tęsknię za Mazurami, malowało się więc... przyjemnie i z serca, ale rezultat mnie nie zadowolił.
Sentymentalnie do bólu. Więc zlikwidowałam, po długim namyśle, bo jednak pejzaż był udany.
Następna zmiana - strasznie mnie kusiło, żeby ta osoba miała twarz.
Wyzwanie.
Podjąć? Nie podjąć?
Stchórzyć? Ja?
Nie.
Muzyka!
Jest twarz.
Głowa ma przyciągać całą uwagę - toteż eliminowałam, eliminowałam, aż doszłam z czerni do prawie bieli.
Prawie. Zostawiłam szarość - fakturową, żywą.
Liczy się wyczucie - kontrasty i współdziałanie, rytm. Światło.
Nawet czerń nie jest nigdy "głucha", choć zawsze matowa. Cienie się przenikają, plamy kłębią - szczególnie na twarzy, która, szczególnie z bliska, robi wrażenie niemal abstrakcji.
Uchwycić ruch, gest. Kobieta nie stoi beznamiętnie - ona maluje. Ten bardzo charakterystyczny gest. To nie smutek, tylko skupienie. Zmrużone oczy, wyciągnięte ramię. Rozświetlony rożek obrazu, nad którym pracuje.
Czy to ja? Tak, w dużej mierze tak. Czuję powinowactwo.
Niedopowiedzenie, celowe nie wykończenie. To nie fotografia.
Widoczne smugi farby z grubego pędzla, ale też i miękkie fragmenty szarości, delikatnie kładzione.
Okno - ledwie zaznaczona futryna. Okno jako obiekt mnie fascynuje, nie tylko teraz, zawsze. Lubię, choćby jadąc autobusem, zaglądać do okien, obserwować ludzi w nim stojących, zastygłych, patrzących w dal, czasem mocno czymś zajętych.
Zajrzyjcie więc w moje okno.
Okno w Pracowni.
Akryl na dykcie.
Format 70 x 50 cm.
To nie jest wspominany wcześniej obraz, którego (prawie) nikt nie widział. Tamten wciąż chowam, jak skarb. Przyjdzie na niego czas.
Leśny pejzaż. Ciemna postać stojąca tyłem, zatopiona w mroku.
No dobra, tematyka mi bliska, bo tęsknię za Mazurami, malowało się więc... przyjemnie i z serca, ale rezultat mnie nie zadowolił.
Sentymentalnie do bólu. Więc zlikwidowałam, po długim namyśle, bo jednak pejzaż był udany.
Następna zmiana - strasznie mnie kusiło, żeby ta osoba miała twarz.
Wyzwanie.
Podjąć? Nie podjąć?
Stchórzyć? Ja?
Nie.
Muzyka!
Jest twarz.
Głowa ma przyciągać całą uwagę - toteż eliminowałam, eliminowałam, aż doszłam z czerni do prawie bieli.
Prawie. Zostawiłam szarość - fakturową, żywą.
Liczy się wyczucie - kontrasty i współdziałanie, rytm. Światło.
Nawet czerń nie jest nigdy "głucha", choć zawsze matowa. Cienie się przenikają, plamy kłębią - szczególnie na twarzy, która, szczególnie z bliska, robi wrażenie niemal abstrakcji.
Uchwycić ruch, gest. Kobieta nie stoi beznamiętnie - ona maluje. Ten bardzo charakterystyczny gest. To nie smutek, tylko skupienie. Zmrużone oczy, wyciągnięte ramię. Rozświetlony rożek obrazu, nad którym pracuje.
Czy to ja? Tak, w dużej mierze tak. Czuję powinowactwo.
Niedopowiedzenie, celowe nie wykończenie. To nie fotografia.
Widoczne smugi farby z grubego pędzla, ale też i miękkie fragmenty szarości, delikatnie kładzione.
Okno - ledwie zaznaczona futryna. Okno jako obiekt mnie fascynuje, nie tylko teraz, zawsze. Lubię, choćby jadąc autobusem, zaglądać do okien, obserwować ludzi w nim stojących, zastygłych, patrzących w dal, czasem mocno czymś zajętych.
Zajrzyjcie więc w moje okno.
Okno w Pracowni.
Akryl na dykcie.
Format 70 x 50 cm.
To nie jest wspominany wcześniej obraz, którego (prawie) nikt nie widział. Tamten wciąż chowam, jak skarb. Przyjdzie na niego czas.
piątek, 7 kwietnia 2017
Krytyczny Piątek - Francesco Romero
Kiedy w piątkowy wieczór robiłam sobie notatki do niedzielnego Przeglądu Tygodnia, postanowiłam jako Artystyczne Odkrycie pokazać fotografie Francesco Romero z Toskanii.
Oczywiście wysłałam Mu wiadomość na ten temat i zyskiwałam coraz większą pewność, że FR zasługuje na oddzielny wpis. Tu znajdziecie więcej jego prac i informacji : instagram : @alfarom70, a jeśli chcielibyście napisać email : crashworshop@gmail.com
(powyżej prace z serii V O I D, o której jeszcze wspomnę)
muzyka! (WAŻNE - dla Francesco muzyka jest bardzo istotna jako zródło inspiracji i sam ją wybrał do mojego wpisu)
Co mnie ujęło?
Wiecie, co... cisza. Pozornie spokojna, lecz pełna napięcia. Ta cisza krzyczy, choć może lepiej byłoby napisać, że dzwięczy. Światło, jedyne w swoim rodzaju. Ostre, lecz przyjazne - ostatnio widziałam podobne w Barcelonie dwa lata temu.
(poniżej 3 zdjęcia z serii D A R K M A T T E R)
Serię V O I D, nad którą pracuje teraz najintensywniej, określił tak : "V O I D is all about substraction and absence". Tak - nieobecność, niemal fizycznie odczuwalna.
Przypomniały mi się wszystkie moje sny miast opuszczonych przez ludzi i tę ogromną, jedyną w swoim rodzaju przyjemność wynikającą ze świadomości, że jestem tam jedyną żywą ludzką istotą.
muzyka!
Ja pracuje bardzo intensywnie, bodzców mam zbyt wiele, wręcz hałas, ustający tylko podczas malowania i kiedy, właściwie przypadkiem, natknęłam się na te zdjęcia, czułam się tak, jakbym zatrzymała się, odpoczywając. Doświadczenie bliskie medytacji.
To pierwsza fotografia, którą zobaczyłam - zachwyciła mnie
Reflection
Czasem wkracza przyroda - pierwsze zdjęcie z innej serii DROID
poniżej - z jeszcze innego cyklu MDP
i znowu V O I D
"I'm more into color now, but I believe in my dark / black phase helped me to give life to my most aseptic shots"
Minimalizm, geometria, RYTM!
Zawsze uważałam i uważam, że naprawdę dobry obraz - i zdjęcie - muszą mieć rytm.
W abstrakcjach geometrycznych to oczywistość, ale przecież nie tylko - u impresjonistów aż huczy!
Mnie osobiście fotografie Francesco Romero dają wytchnienie, zachwyca mnie ich wyszukana klarowność, bezwzględne uporządkowanie, mające swoje głębokie uzasadnienie. Uzasadnienie dla mnie nie do wytłumaczenia, ale po prostu wiem, że mają być takie a nie inne kąty, w określony sposób ujęte płaszczyzny, światło - bo inaczej nie działa. Nie zdziwiłabym się, gdyby można było napisać do tych kompozycji algorytm, wg którego są zbudowane (V O I D)
"I love aseptic stuff and also dirty textures and decay. I try to focus on this three aspects in my work"
Poniżej z serii D A R K M A T T E R
(a tu z serii S C A P E)
Na koniec posyłam HUG
i życzę, by te - wg mnie fenomenalne prace - podziałały podobnie, jak na mnie. Na chwilę choć wyłączcie się i przestańcie cokolwiek robić, a jeśli nie macie czasu, powróćcie tu w odpowiedniej chwili.
Oczywiście wysłałam Mu wiadomość na ten temat i zyskiwałam coraz większą pewność, że FR zasługuje na oddzielny wpis. Tu znajdziecie więcej jego prac i informacji : instagram : @alfarom70, a jeśli chcielibyście napisać email : crashworshop@gmail.com
(powyżej prace z serii V O I D, o której jeszcze wspomnę)
muzyka! (WAŻNE - dla Francesco muzyka jest bardzo istotna jako zródło inspiracji i sam ją wybrał do mojego wpisu)
Wiecie, co... cisza. Pozornie spokojna, lecz pełna napięcia. Ta cisza krzyczy, choć może lepiej byłoby napisać, że dzwięczy. Światło, jedyne w swoim rodzaju. Ostre, lecz przyjazne - ostatnio widziałam podobne w Barcelonie dwa lata temu.
(poniżej 3 zdjęcia z serii D A R K M A T T E R)
Serię V O I D, nad którą pracuje teraz najintensywniej, określił tak : "V O I D is all about substraction and absence". Tak - nieobecność, niemal fizycznie odczuwalna.
Przypomniały mi się wszystkie moje sny miast opuszczonych przez ludzi i tę ogromną, jedyną w swoim rodzaju przyjemność wynikającą ze świadomości, że jestem tam jedyną żywą ludzką istotą.
muzyka!
Ja pracuje bardzo intensywnie, bodzców mam zbyt wiele, wręcz hałas, ustający tylko podczas malowania i kiedy, właściwie przypadkiem, natknęłam się na te zdjęcia, czułam się tak, jakbym zatrzymała się, odpoczywając. Doświadczenie bliskie medytacji.
To pierwsza fotografia, którą zobaczyłam - zachwyciła mnie
Reflection
Czasem wkracza przyroda - pierwsze zdjęcie z innej serii DROID
poniżej - z jeszcze innego cyklu MDP
i znowu V O I D
Minimalizm, geometria, RYTM!
Zawsze uważałam i uważam, że naprawdę dobry obraz - i zdjęcie - muszą mieć rytm.
W abstrakcjach geometrycznych to oczywistość, ale przecież nie tylko - u impresjonistów aż huczy!
Mnie osobiście fotografie Francesco Romero dają wytchnienie, zachwyca mnie ich wyszukana klarowność, bezwzględne uporządkowanie, mające swoje głębokie uzasadnienie. Uzasadnienie dla mnie nie do wytłumaczenia, ale po prostu wiem, że mają być takie a nie inne kąty, w określony sposób ujęte płaszczyzny, światło - bo inaczej nie działa. Nie zdziwiłabym się, gdyby można było napisać do tych kompozycji algorytm, wg którego są zbudowane (V O I D)
"I love aseptic stuff and also dirty textures and decay. I try to focus on this three aspects in my work"
Poniżej z serii D A R K M A T T E R
(a tu z serii S C A P E)
Na koniec posyłam HUG
i życzę, by te - wg mnie fenomenalne prace - podziałały podobnie, jak na mnie. Na chwilę choć wyłączcie się i przestańcie cokolwiek robić, a jeśli nie macie czasu, powróćcie tu w odpowiedniej chwili.
wtorek, 4 kwietnia 2017
Duftart Cuir Amethyst - PREMIERA
Na chwilę w swoim czarno - białym ostatnio malowaniu wróciłam do koloru.
Duftart, malowany na zamówienie, do zapachu Cuir Amethyst Armani Privee.
Te perfumy lubiłam od początku i widziałam je wyraznie w fioletach, jak sugeruje nazwa. Tymczasem... nie do końca tak jest. Cuir, okazuje się, zaskoczył nie tylko mnie, ale również właścicielkę flakonu a teraz i mojego obrazu (obrazów).
Jedno uderza mnie niezmiennie - jednoczesna miękkość i w tym samym momencie szorstkość. Jak zamsz w dotyku - w jednych miejscach niezwykle gładki i delikatny, subtelny - a gdzie indziej zaskakująco... może nie tyle twardy, co stawiający opór sunącym po nim palcom.
O ile w pierwszym duftarcie (bo mowa o dwóch pracach), nie ma to tak wielkiego znaczenia, gdyż opiera się on na skojarzeniach i grze wyobrazni
Muzyka!
...o tyle drugi duftart, abstrakcyjny, mający obrazować zapach jeden do jednego, wymagał bardzo dokładnego wniknięcia w kolorystykę oraz kształty, przenikanie się pachnących akordów
BO wcale tak znowu wiele tej gładkości nie widzę, Amethyst ma wyraznie dwie warstwy - fioletową, czasem niebieskoprzestrzenną, lecz gdzieś z tyłu czai się cień, nie tak znowu czysty, tajemniczy, miejscami wręcz animalny
I właśnie ta abstrakcja stanowiła dla mnie nowe wyzwanie. Wierność własnym odczuciom na pierwszym miejscu.
Wymaga jeszcze przeze mnie dodania "kropki nad I".
Gustaw, patrząc na niego, był przekonany, że ma do czynienia z dwoma obrazami - ten popielaty, ciemniejszy margines brał za coś z tyłu. Właśnie o to mi chodziło.
Tymczasem duftart skojarzeniowy, tak go nazywam, oparłam na tych samych prawie kolorach, tylko, czego tu nie widać, dodałam odrobinę ciemnej wiśni
I oto - proszę, całość :
Cuir Amethyst - Duftart
Akryl na płycie
70 x 50 cm.
Mam wielką ochotę zrobić duftart jednej z Ekscentrycznych Molekuł, które noszę ostatnio z wielkim upodobaniem. Ale większą ochotę mam na naprawdę duży format.
Tak na dziś.
Duftart, malowany na zamówienie, do zapachu Cuir Amethyst Armani Privee.
Te perfumy lubiłam od początku i widziałam je wyraznie w fioletach, jak sugeruje nazwa. Tymczasem... nie do końca tak jest. Cuir, okazuje się, zaskoczył nie tylko mnie, ale również właścicielkę flakonu a teraz i mojego obrazu (obrazów).
Jedno uderza mnie niezmiennie - jednoczesna miękkość i w tym samym momencie szorstkość. Jak zamsz w dotyku - w jednych miejscach niezwykle gładki i delikatny, subtelny - a gdzie indziej zaskakująco... może nie tyle twardy, co stawiający opór sunącym po nim palcom.
O ile w pierwszym duftarcie (bo mowa o dwóch pracach), nie ma to tak wielkiego znaczenia, gdyż opiera się on na skojarzeniach i grze wyobrazni
Muzyka!
...o tyle drugi duftart, abstrakcyjny, mający obrazować zapach jeden do jednego, wymagał bardzo dokładnego wniknięcia w kolorystykę oraz kształty, przenikanie się pachnących akordów
BO wcale tak znowu wiele tej gładkości nie widzę, Amethyst ma wyraznie dwie warstwy - fioletową, czasem niebieskoprzestrzenną, lecz gdzieś z tyłu czai się cień, nie tak znowu czysty, tajemniczy, miejscami wręcz animalny
I właśnie ta abstrakcja stanowiła dla mnie nowe wyzwanie. Wierność własnym odczuciom na pierwszym miejscu.
Wymaga jeszcze przeze mnie dodania "kropki nad I".
Gustaw, patrząc na niego, był przekonany, że ma do czynienia z dwoma obrazami - ten popielaty, ciemniejszy margines brał za coś z tyłu. Właśnie o to mi chodziło.
Tymczasem duftart skojarzeniowy, tak go nazywam, oparłam na tych samych prawie kolorach, tylko, czego tu nie widać, dodałam odrobinę ciemnej wiśni
I oto - proszę, całość :
Cuir Amethyst - Duftart
Akryl na płycie
70 x 50 cm.
Mam wielką ochotę zrobić duftart jednej z Ekscentrycznych Molekuł, które noszę ostatnio z wielkim upodobaniem. Ale większą ochotę mam na naprawdę duży format.
Tak na dziś.
niedziela, 2 kwietnia 2017
Bajaderka 3 - przegląd tygodnia
Serdecznie zapraszam do lektury i słuchania Bajaderki 3.
Od razu przejdę do rzeczy :
1. prezent tygodnia
Zamiast zdjęć zamieszczanych na opakowaniach papierosów - zdjęć z sinymi nieboszczykami, dziurami w zębach i czarnymi, odpadającymi palcami, moja paczka wygląda właśnie tak. Mama troskliwa kupiła mi takie pudełeczko, prezent idealny - małe a cieszy. A do tego koszt złoty pięćdziesiąt. To lubię.
Uff. Bo już miałam zachomikowane kilka opakowań bez makabrycznych obrazków - żeby w nie przekładać fajki.
2. odkrycie muzyczne
Dokonało się w pewien leniwy poranek - mój mąż zna solistę osobiście.
Zespół Klan - płyta Mrowisko, rok 1971
Posłuchajcie całej płyty - jeśli się wie, co się wtedy działo w polskiej muzyce tzw. masówce, jeszcze bardziej docenia się Klan.
Poniżej - Epidemia euforii
Epidemia, epidemia, epidemia euforii, euforii.
Uciechy bardzo wiele, śmiechu istny szał,
Nikt, nikt nie płacze, kto by zresztą śmiał
Na wszystkich w koło bacz,
Dziś nie pomoże płacz,
Więc się śmiechem racz,
Nie płacz, gdy trzeba z wszystkimi się śmiać.
Wszystko śmieszy, śmieszne tłumy,
Lud odchodzi od rozumu,
Krzywe lustra, zwierciadełka
Epidemia, epidemia.
Lecą z oczu łezki śmieszki,
Lecą łezki makabreski,
Uciechy bardzo wiele, śmiechu istny szał
Nikt, nikt nie płacze, kto by zresztą śmiał
Znów, znów epidemia,
Ogarnęła nas epidemia
Epidemia euforii, euforii
Uciechy bardzo wiele, śmiechu istny szał
Nikt, nikt nie płacze, kto by zresztą śmiał
Na wszystkich w koło bacz,
Dziś nie pomoże płacz,
Więc się śmiechem racz,
Nie płacz, gdy trzeba z wszystkimi się śmiać.
Lecą z oczu łezki śmieszki,
Lecą łezki makabreski,
Śmiechu bardzo wiele, śmiechu istny szał
Nikt, nikt nie płacze, kto by zresztą śmiał.
Wciągnął mnie ten rytm, nastrój.
"Wiesz, Wojtek, chciałabym poznać kogoś z tamtych lat - z siedemdziesiątych lat"
"Ja jestem takim kimś" - i to świetne jest. Uzupełniamy się.
3. najsmaczniejszy kąsek tygodnia
Skromny batonik z Carrefoura - a wspaniały smak. Coś pomiędzy serem a sernikiem na zimno. Litewska to rzecz, z Wilna. Nie za słodki, o konsystencji serowej, śmietankowej masy. CUDO.
4. sytuacja tygodnia
W. opisywał mi zdarzenie na mieście, a konkretnie faceta, który bardzo brzydko kłócił się z kobietą.
"Jeszcze trochę, a bym mu przylutował, skurwielowi"
"WOJTEK! Gucio słucha!!!"
"Eeee... skurwiel szary, taka wydra"
Mam nadzieję, że Gustaw nie opowie w szkole o rodzaju wydry wspomnianym przez tatę
5. zapach tygodnia
Pomegranate Noir Jo Malone
Powyższe zdjęcie zrobiłam osobiście w Barcelonie. Można dostać zawrotu głowy - ale tylko przy pierwszej wizycie. Przy drugiej okazało się, że - oczywiście dla mnie osobiście - interesujący jest tylko jeden zapach - Pomegranate Noir.
Aromatyczna gorycz, jakby z soku wyciśniętego z owoców, korzeni jakichś, do którego wrzucono szczapki drewna, które pod wpływem wilgoci uwolniły lekko żywiczny aromat. Do tego jeszcze przyprawy - gozdziki, różowy pieprz i rozgniecione listeczki paczuli. Moc wielka - i to, co mi się baaardzo podoba - zapach na granicy pomiędzy naturalnością a jakimś apteczno - technicznym sznytem.
6. coś z dodatków - torba tygodnia
Duża ona jest - 31 na 23 cm, w całości ze skóry, a pasek na ramię ma w kolorze zgaszonego turkusu. Oczywiście można zadać najgłupsze pytanie z możliwych : czy ja potrzebuję tej torby?
Jasne, że nie. Mogę bez niej żyć. ALE... trochę to mniej barwne życie.
Są też inne : FRINGE MINI ale nie prezentują się tak ciekawie.
Jeszcze nad nią myślę.
7. artysta tygodnia... no właśnie - wsiąkłam w konwersację i okazało się, że poza interesującymi zdjęciami jest to bardzo ciekawy człowiek. Zdecydowałam się więc poświęcić mu oddzielny wpis. Cały Krytyczny Czwartek. Minimalistyczne, niesamowite fotografie.
"I love aseptic stuff and also dirty textures and decay. I try to focus on these three aspects in my work." - tak powiedział, a ja nic więcej nie dodam, żeby nie psuć efektu.
Jestem pod wielkim wrażeniem.
I Wam życzę wielu miłych niespodzianek w najbliższych siedmiu dniach.
Wreszcie nie muszę pisać - aby do wiosny, bo wiosna jest!
To cudowna magnolia w pobliżu mojego domu.
Od razu przejdę do rzeczy :
1. prezent tygodnia
Zamiast zdjęć zamieszczanych na opakowaniach papierosów - zdjęć z sinymi nieboszczykami, dziurami w zębach i czarnymi, odpadającymi palcami, moja paczka wygląda właśnie tak. Mama troskliwa kupiła mi takie pudełeczko, prezent idealny - małe a cieszy. A do tego koszt złoty pięćdziesiąt. To lubię.
Uff. Bo już miałam zachomikowane kilka opakowań bez makabrycznych obrazków - żeby w nie przekładać fajki.
2. odkrycie muzyczne
Dokonało się w pewien leniwy poranek - mój mąż zna solistę osobiście.
Zespół Klan - płyta Mrowisko, rok 1971
Posłuchajcie całej płyty - jeśli się wie, co się wtedy działo w polskiej muzyce tzw. masówce, jeszcze bardziej docenia się Klan.
Poniżej - Epidemia euforii
Epidemia, epidemia, epidemia euforii, euforii.
Uciechy bardzo wiele, śmiechu istny szał,
Nikt, nikt nie płacze, kto by zresztą śmiał
Na wszystkich w koło bacz,
Dziś nie pomoże płacz,
Więc się śmiechem racz,
Nie płacz, gdy trzeba z wszystkimi się śmiać.
Wszystko śmieszy, śmieszne tłumy,
Lud odchodzi od rozumu,
Krzywe lustra, zwierciadełka
Epidemia, epidemia.
Lecą z oczu łezki śmieszki,
Lecą łezki makabreski,
Uciechy bardzo wiele, śmiechu istny szał
Nikt, nikt nie płacze, kto by zresztą śmiał
Znów, znów epidemia,
Ogarnęła nas epidemia
Epidemia euforii, euforii
Uciechy bardzo wiele, śmiechu istny szał
Nikt, nikt nie płacze, kto by zresztą śmiał
Na wszystkich w koło bacz,
Dziś nie pomoże płacz,
Więc się śmiechem racz,
Nie płacz, gdy trzeba z wszystkimi się śmiać.
Lecą z oczu łezki śmieszki,
Lecą łezki makabreski,
Śmiechu bardzo wiele, śmiechu istny szał
Nikt, nikt nie płacze, kto by zresztą śmiał.
Wciągnął mnie ten rytm, nastrój.
"Wiesz, Wojtek, chciałabym poznać kogoś z tamtych lat - z siedemdziesiątych lat"
"Ja jestem takim kimś" - i to świetne jest. Uzupełniamy się.
3. najsmaczniejszy kąsek tygodnia
Skromny batonik z Carrefoura - a wspaniały smak. Coś pomiędzy serem a sernikiem na zimno. Litewska to rzecz, z Wilna. Nie za słodki, o konsystencji serowej, śmietankowej masy. CUDO.
4. sytuacja tygodnia
W. opisywał mi zdarzenie na mieście, a konkretnie faceta, który bardzo brzydko kłócił się z kobietą.
"Jeszcze trochę, a bym mu przylutował, skurwielowi"
"WOJTEK! Gucio słucha!!!"
"Eeee... skurwiel szary, taka wydra"
Mam nadzieję, że Gustaw nie opowie w szkole o rodzaju wydry wspomnianym przez tatę
5. zapach tygodnia
Pomegranate Noir Jo Malone
Powyższe zdjęcie zrobiłam osobiście w Barcelonie. Można dostać zawrotu głowy - ale tylko przy pierwszej wizycie. Przy drugiej okazało się, że - oczywiście dla mnie osobiście - interesujący jest tylko jeden zapach - Pomegranate Noir.
Aromatyczna gorycz, jakby z soku wyciśniętego z owoców, korzeni jakichś, do którego wrzucono szczapki drewna, które pod wpływem wilgoci uwolniły lekko żywiczny aromat. Do tego jeszcze przyprawy - gozdziki, różowy pieprz i rozgniecione listeczki paczuli. Moc wielka - i to, co mi się baaardzo podoba - zapach na granicy pomiędzy naturalnością a jakimś apteczno - technicznym sznytem.
6. coś z dodatków - torba tygodnia
Duża ona jest - 31 na 23 cm, w całości ze skóry, a pasek na ramię ma w kolorze zgaszonego turkusu. Oczywiście można zadać najgłupsze pytanie z możliwych : czy ja potrzebuję tej torby?
Jasne, że nie. Mogę bez niej żyć. ALE... trochę to mniej barwne życie.
Są też inne : FRINGE MINI ale nie prezentują się tak ciekawie.
Jeszcze nad nią myślę.
7. artysta tygodnia... no właśnie - wsiąkłam w konwersację i okazało się, że poza interesującymi zdjęciami jest to bardzo ciekawy człowiek. Zdecydowałam się więc poświęcić mu oddzielny wpis. Cały Krytyczny Czwartek. Minimalistyczne, niesamowite fotografie.
"I love aseptic stuff and also dirty textures and decay. I try to focus on these three aspects in my work." - tak powiedział, a ja nic więcej nie dodam, żeby nie psuć efektu.
Jestem pod wielkim wrażeniem.
I Wam życzę wielu miłych niespodzianek w najbliższych siedmiu dniach.
Wreszcie nie muszę pisać - aby do wiosny, bo wiosna jest!
To cudowna magnolia w pobliżu mojego domu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























