Nocny deszcz w parku. Mój najnowszy obraz - i rzeczywistość. Akurat, kiedy go kończyłam, zaczęło padać i tak pogoda się ustaliła. Ale nie mam z tym nic wspólnego.
Zanim pokażę resztę, pozwólcie wprowadzić się w nastrój :
Obraz - śmieję się, malowany tydzień, popsuty w trzy godziny i naprawiony w kwadrans.
Ten deszcz...
Lubię sąsiadujące obok siebie faktury
I oczywiście - parasol.
Mokry, nie dający się rozłożyć, bo wieje.
Całość wygląda tak :
Format 50 x 70. Akryl na płycie.
Mam niejasne przeczucie, że zaraz przestanie padać.
W najbliższym czasie nie przewiduję obrazów z ulewą, ale do słońca bardzo mi daleko.
Jutro zapraszam na nowy cykl pt. Przegląd Tygodnia - będzie Odkrycie Muzyczne Tygodnia, potrawa, film, dowcip tygodnia - czyli taka smakowita bajaderka brulionowa.
UWAGA!!!!
UWAGA!!!
Obraz na temat wybrany przez laureatkę - dostaje Hanako.
Dostanie - bo muszę się z Nią w tej sprawie porozumieć. Bardzo się cieszę!
A oto słowa, którymi mnie ujęła :
"To będzie długie. Może i dla kogoś nudne. Ale prawda jest taka, że
spośród aforyzmów i mądrych słów filozofów, spośród tekstów podniosłych
jak Dezyderata i przyziemnych jak rady mojej babci, nigdy w życiu nie
spotkałam się z bardziej rozsądnym, prawdziwym i bezpretensjonalnym
zbiorem zaleceń na życie.
Przypominam sobie o tych słowach często
i z uśmiechem. Mam zamiar wymalować je kolorową farbą na ścianie
przedpokoju, zgodnie z pretensjonalnymi inspiracjami z czasopism
wnętrzarskich. Nic nie poradzę, wierzę w te słowa.
A szczególnie lubię pamiętać o tych zdaniach:
"Don't
waste your time on jealousy. Sometimes you're ahead, sometimes you're
behind. The race is long and, in the end, it's only with yourself."
Bo nie znam nic bardziej prawdziwego."
Hanako przytoczyła też artykuł "Advice, like youth, probably just wasted on the young", opublikowany w
Chicago Tribune w roku 1997 jako hipotetyczna przemowa na zakończenie
szkoły średniej. Oraz go przetłumaczyła.
"Używaj kremu do opalania.
Gdybym
miała zaoferować jedną jedyną radę na przyszłość, byłby to krem do
opalania. Długofalowe korzyści jakie przynosi używanie kremu do opalania
zostały udowodnione naukowo, podczas gdy reszta moich rad nie ma
bardziej rzetelnych podstaw niż moje własne, pokręcone doświadczenie
życiowe. Przekażę teraz te rady.
Ciesz się siłą i pięknem swojej
młodości. Właściwie, nieważne. Nie zrozumiesz siły ani piękna swojej
młodości dopóki nie wyblakną. Ale zaufaj mi, za dwadzieścia lat
obejrzysz swoje zdjęcia i przypomnisz sobie, w sposób, jakiego nie
jesteś teraz w stanie pojąć, jak wiele możliwości leżało przed tobą i
jak fantastycznie wyglądałeś. Nie jesteś aż tak gruby jak ci się wydaje.
Nie
martw się przyszłością. Albo martw się, ale miej świadomość, że
martwienie się przynosi dokładnie takie same skutki jak próba
rozwiązania równania algebraicznego przez żucie gumy. Prawdziwymi
problemami w twoim życiu prawdopodobnie będą rzeczy, jakie nigdy nie
przeszły ci przez myśl, dokładnie takie jakie zaskakują cię
niespodziewanie o czwartej po południu w pewien leniwy wtorek.
Codziennie rób jedną rzecz, która cię przeraża.
Śpiewaj.
Nie postępuj nierozważnie z sercami innych ludzi. Odetnij się od ludzi, którzy postępują nierozważnie z twoim.
Nitkuj zęby.
Nie
trać czasu na zazdrość. Czasem wyprzedzasz innych, a czasem zostajesz z
tyłu. Wyścig jest długi i, koniec końców, ścigasz się tylko ze sobą.
Pamiętaj komplementy, jakie dostajesz. Zapominaj obelgi. Jeśli ci się uda, powiedz mi jak.
Zatrzymuj stare listy miłosne. Wyrzucaj stare bilanse bankowe.
Rozciągaj się.
Nie
czuj się winny, jeśli nie wiesz co chcesz zrobić ze swoim życiem.
Najbardziej interesujący ludzie, jakich znam, w wieku 22 lat nie
wiedzieli co chcą zrobić ze swoim życiem. Jedni z najbardziej
interesujących czterdziestolatków, jakich znam, ciągle nie wiedzą.
Jedz dużo wapnia. Bądź uprzejmy dla swoich kolan. Będziesz za nimi tęsknić, kiedy ich zabraknie.
Może
weźmiesz ślub, a może nie. Może będziesz mieć dzieci, a może nie. Może
rozwiedziesz się w wieku 40 lat, może będziesz tańczyć kaczuszki na
siedemdziesiątej piątej rocznicy swojego ślubu. Cokolwiek się stanie,
nie gratuluj sobie za bardzo ani też się nie krytykuj. Twoje wybory to w
połowie kwestia szczęścia. Tak samo jak u każdego innego.
Ciesz
się swoim ciałem. Używaj go na każdy możliwy sposób. Nie bój się go ani
nie bój się tego, co inni ludzie mogą o nim pomyśleć. To najwspanialszy
instrument, jaki kiedykolwiek będzie ci dany.
Tańcz, nawet jeśli nie masz na to miejsca nigdzie poza własnym salonem.
Czytaj wskazówki, nawet jeśli za nimi nie podążasz.
Nie czytaj czasopism o urodzie. Sprawią tylko, że poczujesz się brzydki.
Poznaj
swoim rodziców. Nigdy nie wiesz, kiedy odejdą na dobre. Bądź miły dla
swojego rodzeństwa. Ci ludzie są twoim najlepszym połączeniem z
przeszłością i to z nimi najprawdopodobniej będziesz się trzymać w
przyszłości.
Zrozum, że przyjaciele przychodzą i odchodzą, ale z
kilkorgiem najcenniejszych powinieneś pozostać blisko. Pracuj nad tym,
żeby pogodzić odmienne miejsca zamieszkania i style życia, ponieważ im
starszy jesteś, tym bardziej potrzebujesz ludzi, którzy pamiętają cię
młodym.
Zamieszkaj w Nowym Jorku, ale wyjedź zanim staniesz się
surowy. Zamieszkaj w północnej Kalifornii, ale wyjedź, zanim staniesz
się słaby. Podróżuj.
Zaakceptuj pewne niezbywalne prawdy: Ceny
będą rosnąć. Politycy będą romansować. Ty też się zestarzejesz. A kiedy
to się stanie, będziesz fantazjować o tym, że kiedy ty byłeś młody, ceny
były rozsądne, politycy szlachetni, a dzieci szanowały starszych.
Szanuj starszych.
Nie
oczekuj, że ktokolwiek będzie cię wspierać. Może masz fundusz
powierniczy. Może będziesz mieć bogatego współmałżonka. Ale nigdy nie
wiesz, kiedy którekolwiek z nich się wyczerpie.
Nie szalej za bardzo z włosami, albo kiedy dobiegniesz czterdziestki, one będą wyglądać na 85 lat.
Uważaj, czyje rady przyjmujesz,
ale bądź cierpliwy wobec tych, którzy ci je dają. Rada jest formą
nostalgii. Przekazywanie jej to forma wyłowienia przeszłości ze
śmietnika, wytarcia jej, przemalowania brzydkich fragmentów i
wykorzystania ponownie za o wiele więcej, niż jest tego warta.
Ale zaufaj mi w sprawie kremu do opalania."
A potem Hanako napisała :
"Chciałabym napisać ci coś
wielkiego. Coś podniosłego. Moment przełomowy, kiedy po przeczytaniu
tego tekstu podniosłam oczy na świat i zrozumiałam, że odtąd nic nie
będzie takie samo. To byłoby naprawdę porywające, móc napisać coś
takiego, coś porządnego, godnego rocznicy bloga.
Tyle tylko, że... nic takiego się nie zdarzyło.
Tak
naprawdę to bardzo zwykła historia bardzo młodej studentki, która miała
poczucie, że musi wiedzieć, kim jest, musi mieć plan na to, kim chce
być, musi mieć rozwiązania i poprawne odpowiedzi i czuła się tym
przygnieciona, spanikowana i postawiona pod ścianą.
A ten tekst
nie został mi wręczony przez żadnego mentora, bliskiego przyjaciela ani
nikogo szczególnego, ot, natknęłam się na niego podczas internetowej
wymiany zdań, przeczytałam i zapisałam sobie, bo mnie rozbawił i
wzruszył. I wcale ten tekst nie zrewolucjonizował całego mojego życia,
nie sprawił, że w mgnieniu oka wszystko się zmieniło. Ale był tym
łagodnym, pogodnym głosem dojrzałego człowieka, jakiego wtedy przy mnie
nie było. Dawał przyzwolenie na rzeczywistość. Bo zobacz - cały ten
tekst jest o akceptacji, siebie, innych, okoliczności życia i czerpaniu
szczęścia.
Ten tekst się dobrze we mnie przyjął, ładnie uleżał,
dobrze wrósł. Lubię do niego wracać. Lubię szukać w nim oparcia, kiedy
daję sobie prawo do śpiewania, tańczenia, kochania swojego ciała, ale i
wtedy kiedy daję sobie reprymendy. Za zrywanie przyjaźni. Za
poprzestawanie.
Nie ma wielkiej pointy, nie ma eleganckich
zakończeń, bo jeszcze nie umarłam i nic się nie skończyło. Jestem teraz
szczęśliwa, dalej nie wiem kim jestem ani kim będę, ale już mi to nie
przeszkadza. Dziś mieszkam gdzie indziej i robię coś innego i zwyczajnie
już się nie boję żyć bez planu.
Oczywiście, że to nie jest
zasługa tylko tego tekstu - życie nie jest tak płaskie, żeby parę zdań
mogło je całkiem zmienić. Ale lubię ten tekst, bo jest czymś, czego mi w
dzisiejszym świecie brakuje. Pogodą ducha,dystansem, przyzwoleniem na
otaczającą rzeczywistość. Uśmiechem. Babcią w płynie. Właśnie, babcią
w płynie, bo moja babcia jest właśnie taka i gdyby była przy mnie
zawsze i wszędzie, to dokładnie tego próbowałaby mnie nauczyć.
I
nie zostawiłam go tutaj, żeby wygrać obraz, choć zawsze miło jest mieć
obraz. Zostawiłam go, bo po prostu chciałam, żebyś mogła go przeczytać.
Bo myślę, że jest ważny, że jest dobry i pomaga żyć z lżejszym sercem.
Wierzę, że takie teksty mogą się przydać, więc się nim podzieliłam." Tak więc stało się to, na co najbardziej liczyłam - dostałam prezent od kogoś i mam okazję się odwzajemnić. Hanako! Gratuluję i dziękuję.
Czytam ten tekst, jeden kawałeczek codziennie i myślę sobie o nim, siedząc w fotelu naprzeciwko otwartego okna, przez które wpływa coraz śmielej wiosenne powietrze.
Pod wpływem konkursu wysunęła mi się szufladka ze złotymi myślami, a niektóre są na pewno warte upublicznienia, więc oto parę zdań, którymi kieruję się w życiu.
Można dać sobie narobić na głowę, ale nie można dać przyklepać. (szefowa mojej Mamy, z Instytutu Wzornictwa Przemysłowego)
Niech się wstydzi ten, kto widzi (Ania K., zwana Kozunią, moja najlepsza przyjaciółka z podstawówki)
Cale życie strawiłem na martwieniu się złymi rzeczami, które nigdy nie nadeszły (Wolter)
Nie pękaj! (to taki kopniak przed wyjściem na scenę, proste, ale działa!)
Kiedy umrzesz, będzie to problemem tylko dla innych (w sensie - więc nie ma się co przejmować)
Nie tłumacz się, tłumaczą się winni (mój były mąż)
Nie będziesz musiał pracować, jeśli będziesz robił to, co kochasz (stare chińskie przysłowie)
Nie mów o sobie zle, inni zrobią to za ciebie.
Uroda przemija, klasa i styl są niezależne od wieku
Tymczasem konkurs nabiera barw.
Zachęcam do udziału! (patrz - poprzedni wpis)
Na pięciolecie bloga (to dziś hop dziś dziś) bardzo chciałam wymyślić coś takiego, żeby przydało się też i mnie - bo nagroda to obraz o wymiarach 25 x 36 cm, namalowany specjalnie na zamówienie Laureata / Laureatki. To może być dla mnie, szczególnie teraz, trudne...
...ale zadanie konkursowe również nie należy do łatwych.
A więc : napiszcie proszę, w dowolnej formie, ale im bardziej rozbudowana, tym lepsza - napiszcie, jakie zdanie / motto miały wpływ na resztę waszego życia. Bo o tych słowach pamiętaliście, nimi się kierowaliście. I chcielibyście je przekazać innym - Gustawowi na przykład, mnie, komuś, kogo lubicie. Najlepiej byłoby opisać całą sytuację. Obrazowo. To może być jakiś punkt zwrotny, ale również sentencja usłyszana od kogoś bliskiego, kochanego. Albo całkiem "przypadkowo".
Może jeszcze w dzieciństwie?
Czas nadsyłania odpowiedzi -wypowiedzi to środa, 15.03. Do północy. Rozstrzygnięcie w piątek, 17go.
Można przesyłać na maila (justyna.neyman@02.pl), zamieszczać tu, w formie komentarzy, nawet na fb.
A więc - zapraszam serdecznie - piszcie, przypominajcie sobie.
Te najciekawsze opublikuję w Brulionie.
Powodzenia!
Więc chodzi o to, że jutro jest piąta rocznica powstania Brulionu i z tej okazji nastąpi Specjalny Wpis Rocznicowy. Powinien być konkurs, piszę "powinien", bo mam zaproszenie do następnej aukcji z dedlajnem na 23go marca i propozycję od kolejnej galerii - tym razem nie na aukcję, tylko wzięcie moich obrazów.
Zaczyna się. Tak.
Tymczasem, z racji tego, że jestem zawziętym koziorożcem, nie mogę odpuścić portretu, któremu na przekór dałam tytuł Ktoś, kogo lubię. Ale szczerze tego obrazu nienawidzę. Bo nie mogę skończyć, a nie zamierzam przerywać pracy w momencie pt. "boję się, żeby nie zniszczyć".
Dziś tylko fragmenty, bo całość... będzie pózniej.*
Więc "Ktoś, kogo lubię pomimo wszystko" się dobrze zapowiada. Wciąż cholera jasna się zapowiada!
Włosy przynajmniej mi się podobają.
Troszeczkę mnie to pociesza.
Włosy! Zauważcie, jak często mówi się "Co prawda brzydka z niej kobieta, ale ma piękne włosy"...
No dobra, pora przejść do weselszego tematu - a mianowicie zdecydowałam się zmienić formułę bloga, może raczej wzbogacić. Poza wpisami na temat obrazów pojawią się tematy popularne, rankingi, bo zamierzam tu sobie odpoczywać i dobrze się bawić.
Jednego nie będzie nigdy - polityki.
Do jutra - a ja myślę nad nagrodą.
*nie mam chwilowo literki, którą muszę zapisać fonetycznie : ZI
Zawsze mnie interesowało, jak doszło do tego, że np Klee czy Miro malowali to, co malowali. Czy nie umieli inaczej? Czy zrezygnowali? Czy to była naturalna ewolucja?
Zwierzęta zajęły mi 5 lat. Panienki...6? 7? W drugiej połowie zeszłego roku wszystkiego po trochu - pejzaż, portret. Zaczęłam malować obrazy, które chciałabym mieć na ścianie.
A jeśli wolę mieć pejzaż namalowany przez kogoś innego, to co?
Myślałam. Pracowałam. Szukałam. Znalazłam?
Przez dłuższy czas wydawało mi się, że uda mi się to wszystko połączyć. Bo żal mi było Panienek, w które włożyłam tyle serca...tęsknych pejzaży...
Potem z kolei uznałam, że trzeba wybrać.
I wiecie, nie miałam racji.
Okazało się, że wyboru nie mam. Na szczęście!
Po prostu już inaczej nie mogę. Gdy pierwszy raz zasmakowałam, co się ze mną dzieje podczas najpierw Autoportretu
...a teraz poniższego obrazka, jak bardzo jest "mój" - bo mnie wyraża.
Bo o mnie opowiada.
Bo to, co czuję, można porównać do jakiejś namiętności. Może i fatalnej, hehe.
Ktoś, kto zadaje sobie pytanie "Kocham...? czy nie za bardzo?" nie zna smaku miłości.
Lecz kiedy się z nią zetknie, nie będzie miał wątpliwości.
Moje credo brzmi : "Maluj tak, jakby ten właśnie obraz miał być twoim ostatnim". Kto wie, ile mam czasu? Nikt, ja też nie. A więc... to przez to, co robię TERAZ mam być zapamiętana.
To, co się dzieje, to w gruncie rzeczy powrót. Dlaczego zdawałam na grafikę? Wiecie, dlaczego? Nie dla ilustracji książkowej, tylko dla rysunku, dla rysunku węglem!
Dla szkiców piórkiem!
Tak więc - muzyka!
I mój nowy obraz. "Pod wiatr" :
Pędzelek o szerokości jednego mm zamieniłam na pięciocentymetrowy ławkowiec
Gdzieś, daleko w tle - zarys
Zauważcie, że biel nie jest tylko bielą - ma rożne odcienie, temperaturę.
Skutek uboczny - nie mam potrzeby ani ochoty pisać o obrazach, o malowaniu i procesie.
Wydaje mi się, że powstała praca ma mówić wszystko.
Nie zastanawiam się nad tym, kto to kupi, czy się komuś spodoba.
Odwołuję się tylko i wyłącznie do tego, co JA czuję.
W sumie... nie wiem, co będzie.
Ale mogę się pochwalić, że dostałam kolejne zaproszenie od galerii sztuki do uczestnictwa w aukcji.
Pozornie zmiana nastąpiła z miesiąca na miesiąc, jak nie szybciej, ale dojrzewała bardzo długo.
I to już, rozumiecie, wszystko.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie znad sztalug, na których stoi kolejny obraz, który mnie "zjada" emocjonalnie, żeby za chwilę uradować.
Stabilność w niestabilności, hej!
Pierwszy marca.
Zima ustępuje, jesli nawet zaskoczy nas atakiem, to już tylko agonalny zryw.
Pora pokazać fragmenty nowego obrazu. Co to będzie - całość - zobaczycie jutro.
Trzy najbliższe tygodnie, czyli do 21go marca, będę pracować nad zleceniami.
Na szczęście nie ma wśród nich żadnego wbrew mnie, ale po tym terminie dam upust temu, co we mnie siedzi.
Właściwie to nie jest wybór - ja już inaczej nie mogę.
Zbyt wiele we mnie energii, nosi mnie po prostu. Nie jestem w stanie działać w dwóch parach okularów maleńkim pędzelkiem. Dziubdziać godzinami maleńkie obrazki. NIE.
Jutro napiszę więcej.
Teraz - detale.
Chociaż Sprawa, o której wspominałam poprzednio, się nie rozstrzygnęła i dalej nic nie wiemy, nie czuję się niewolnikiem niepewności. Życie się toczy. Kto mi odbierze chwile upojenia? Nastroje? Zapachy? No kto?
Nikt i nic.
Niedługo, po premierze, zrobię po raz kolejny wyprzedaż. Taką pożegnalną.
I na koniec serdecznie zapraszam na Premierę. Niezwykle optymistyczną.