Proszę Państwa, nadejszła uroczysta chwila zainaugurowania cyklu Nocturnes.
Tytuł z pozoru pretensjonalny, ale nie wówczas, jeśli kiedyś - tam zamierza się mieć wystawę poza Polską.
Rozmów na razie żadnych nie było, gdyż obywatele tego bajecznego kraju mają zwyczaj nie pracowania w czasie wakacji. Tak więc czekam - być może już we wrześniu COŚ się wykluje.
Owszem, jestem przesądna, więc trochę wbrew sobie zaczynam coś nowego przed czasem. Ale słyszałam również, że przesądy obowiązują tylko wtedy, kiedy się w nie wierzy.
Zgodnie z moim motto na forum perfumowym - "Nie jestem przesądna, to przynosi nieszczęście".
Do rzeczy.
Prace są zapowiedzią być może większego cyklu dziewięciu obrazów (gdybym każdy pomnożyła przez trzy).
Na razie zapowiadam tryptyk - Z Daleka od Domu, Blisko Domu i W Domu. Uprzedzam, że wykonałam tylko malutkie szkice, i to, o zgrozo, długopisem.
A więc - Z Daleka od Domu.
Daleko, czyli gdzie? W parku, oczywiście. Oto owoc wieczornych marszobiegów. Zamiast iść po prostej, znanymi szlakami, plączę się po alejkach rzadko uczęszczanych, wspinam się po stromych schodkach a na twarzy osiadają mi pajęczyny.
Druga część - Blisko Domu.
Nie, nie mojego. Wyobrażonego. Tzn takie domy istnieją, dużo ich w Łodzi, ale i w Warszawie też.
Wiem, że plan jest zawirowany - ściana nie wygląda na ścianę, zapewne w obrazie docelowym zadbam o jednoznaczność.
Wreszcie trzeci szkic - W Domu. Ten dom znajduje się w Dłużewie. Ośrodku Plenerowym Akademii sztuk Pięknych.
Dla mnie to miejsce kojące, szczególne. Tam malowałam pierwsze olejne obrazy, tam imprezowałam jako studentka, a potem, po długiej przerwie, przyjeżdżałam, żeby lizać rany po przejściach (było ich trochę).
Okno jest rzeczywiste, pałacowe (XIX w.), w moim ulubionym pokoju.
I tak na każdym szkicu umieściłam coś, co lubię najbardziej - na pierwszym cienistą alejkę, żywcem wziętą z Opowieści z Dreszczykiem, na drugim ścianę i topole włoskie (to wrażenie małości, kiedy znajduję się pod nimi), a na trzecim - ukochane wnętrze i ja - bezpieczna, kiedy za oknem chłód i zmierzch, może szaruga.
Bo zmierzch jest moją ukochaną porą dnia (?).
Co istotne, obrazy oczywiście namaluję do zapachów - mam parę typów, jeszcze się waham. I NIE będą czarno białe (szare), lecz złożone z wielu kolorów, które dadzą być może efekt bardzo ciemnych odcieni


