Szanowni Czytelnicy!
Zamilkłam na dłużej, bo nagle poczułam, że obraz do Eau de Soir, który maluję, może się stać moim ulubionym w całej twórczości, więc podchodziłam do niego ostrożnie, gdyż każdy szczegół albo wspaniale posunąłby pracę do przodu albo wszystko zepsuł.
Nawet nie chciałam pokazywać fragmentów, bo one same w sobie nie były tak efektowne, jak całość.
Dziś już niewiele mi zostało do końca, wstrzymałam oddech i zabrałam się, z sercem bijącym niespokojnie, do pracy.
I zaczął się splot nieprzewidzianych fatalnych przypadków.
Już myślałam, że zaraz oderwę papierową taśmę maskującą, którą posługuję się przy konturach - i przy usuwaniu przykleiła się do niej farba - widać niezbyt dobrze wyschnięta. Została łata żywej dykty, jak otwarta rana.
Krew napłynęła mi do twarzy, a w głowie kołatały się rozpaczliwe słowa - RATOWAĆ! RATOWAĆ!
Wtem - farba się rozmazała. Wiem, nie sama. Poczerwieniałam jeszcze bardziej, tętno chyba z 200 - aż tu nagle Aza się zsikała. Przestraszyła się próby mikrofonu we wzmacniaczu Wojtka. Jego "raz, dwa, raz dwa" mało nie rozniosło kamienicy.
W czasie sprzątania pędzel zasechł, wzięłam inny - czemu akurat zaczęło mu wyłazić włosie, nie wiem, przecież nie linieje na wiosnę. Zresztą zima boleśnie atakuje (Gucio mówi zrezygnowany w drodze do przedszkola "Znowu pani wiosna przegrywa").
Przy wycieraniu śladów starłam delikatną, kremową powłokę i ukazało się podłoże.
Wtedy już nie mogłam się opanować i poryczałam się - dbając jednak, aby łzy nie kapały na obraz.
Gustaw przyszedł do mnie, głaskał po twarzy i załamał stwierdzeniem "To nic, weźmiesz nową dyktę".
Potem chciałam zrobić kółeczko, niewinne, cholera, kółeczko - i też nie wyszło.
Psy patrzyły na moją miotaninę ze stoickim spokojem. Aza nawet ironicznie.
Wreszcie - zaczęło się układać. Wojtek, zaniepokojony, zakazał mi już dotykać tego obrazu.
Teraz jest...dobrze.
Tylko ja czuję się, jak przemielona przez maszynkę do mięsa.
Łzy zaschły, choć jednego szczegółu już nie da się odtworzyć.
Albo...?
WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ
czwartek, 14 marca 2013
poniedziałek, 11 marca 2013
Inna Kobieta - nowy obraz dla Mon Credo
I znowu ruszyła praca nad kolejnym - już szóstym, obrazem na wystawę w Mon Credo.
Tym razem zapach absolutnie nie relaksowy. Dość ostry, trzymający na dystans. Uważni Czytelnicy wiedzą, o czym mówię - nieuważnym pozostaje zgadywanie. Bo jutro odkryję wszystkie karty.
Znajomy, kiedy na spotkaniu z nim wystąpiłam w tych perfumach, powiedział, że pachnę jak zimna suka.
Co za niespodzianka!
Trudno wyobrazić sobie określenie bardziej mi obce...choć czasem mogłabym trochę pobyć.
Od razu - czyli już w lutym, wiedziałam, że na obrazie będzie kobieta.
I bardzo kontrastowy - najlepiej czarno - biały.
Dzisiaj zaprezentuję tylko fragment.
Bardzo zależało mi na tym, żeby, choć nie piękna, kobieta była stylowa.
Nabiedziłam się nad profilem.
Bo albo był zbyt angelinowaty, albo za młodzieńczy... ciągle coś nie pasowało.
Aż wreszcie - dodałam garbek na nosie i o to chodziło.
Przez kwadrans tylko patrzyłam sobie na kontur jej twarzy. Z zadowoleniem.
Co będzie jeszcze?
Całe otoczenie. Mam zamiar umieścić postać w pejzażu parkowo - miejskim.
Luźne założenie.
Bardzo luźne (żeby nie zapeszyć).
Tym razem zapach absolutnie nie relaksowy. Dość ostry, trzymający na dystans. Uważni Czytelnicy wiedzą, o czym mówię - nieuważnym pozostaje zgadywanie. Bo jutro odkryję wszystkie karty.
Znajomy, kiedy na spotkaniu z nim wystąpiłam w tych perfumach, powiedział, że pachnę jak zimna suka.
Co za niespodzianka!
Trudno wyobrazić sobie określenie bardziej mi obce...choć czasem mogłabym trochę pobyć.
Od razu - czyli już w lutym, wiedziałam, że na obrazie będzie kobieta.
I bardzo kontrastowy - najlepiej czarno - biały.
Dzisiaj zaprezentuję tylko fragment.
Bardzo zależało mi na tym, żeby, choć nie piękna, kobieta była stylowa.
Nabiedziłam się nad profilem.
Bo albo był zbyt angelinowaty, albo za młodzieńczy... ciągle coś nie pasowało.
Aż wreszcie - dodałam garbek na nosie i o to chodziło.
Przez kwadrans tylko patrzyłam sobie na kontur jej twarzy. Z zadowoleniem.
Co będzie jeszcze?
Całe otoczenie. Mam zamiar umieścić postać w pejzażu parkowo - miejskim.
Luźne założenie.
Bardzo luźne (żeby nie zapeszyć).
niedziela, 10 marca 2013
Pierwsze urodziny Brulionu - rysunki
Brulion to nie tylko obrazy z tekstem, ale również różnego rodzaju anegdotki i szkice obyczajowe, ilustrowane niedużymi rysuneczkami z notesika z kółkami, który wszędzie noszę ze sobą.
Albo przynajmniej się staram - bo, jak wiadomo, nie ma rzeczy, o której nie mogłabym zapomnieć.
Rysuneczków zamieściłam dużo, a i tak są 'best of the best".
Zapraszam do oglądania!
Pierwszy szkic - z pierwszego wpisu.
Zanim powstał, wymysliłam postać - bohatera/rkę. Trochę się z nią utożsamiam. Czasem - bardzo.
"Właściwie wolałbym pisać, ale nie mam nic do powiedzenia"
Tutaj przez długi seans - Skyfall mało nie spóźniłam się do przedszkola po Gucia
Po kupnie awangardowych butów a la Lady Gaga
Ja jako bywalczyni ciuchexów
I ze zdobyczą - przestraszoną kamizelką
Strach przed namalowanym przez siebie Kotem
I po przegranej Polaków na Euro, przez co się pożegnaliśmy z uczestnictwem
Obserwacje z Przychodni "Zdrowia"
Rysunek poglądowy dla Gucia - odpowiedź na pytanie, co to jest pępek
Śpiewy na przyjęciu wśród muzykujących gości
Bezradność dot. ułożenia włosów
I nie mam co a siebie włożyć
Płaszcz z "węża" jednak JEST za duży
A jesień za szybko przyszła
Na jednym horrorze się bałam
I - przyznaję się - przestałam ćwiczyć na stepperze
Na szczególne miejsce zasługują Ofiary Mody - czyli zilustrowane obserwacje Futryka Pluszynskiego.
Trochę zaniedbałam rysunki, przytłoczona ogromem pracy malarskiej, ale już niedługo wszystko wróci do normy.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim Czytelnikom, dzięki Wam czuję się tak, jakbym malowała w pracowni wystawionej na widok publiczny. Często zawarte w komentarzach uwagi mobilizują mnie, wskazują kierunek wśród tysiąca ślepych uliczek (w poszukiwaniach rozwiązania problemu malarskiego), ale też podbudowują, zaciekawiają, są pretekstem do dowcipów... i ożywiają to miejsce.
Dziękuję!
Albo przynajmniej się staram - bo, jak wiadomo, nie ma rzeczy, o której nie mogłabym zapomnieć.
Rysuneczków zamieściłam dużo, a i tak są 'best of the best".
Zapraszam do oglądania!
Pierwszy szkic - z pierwszego wpisu.
Zanim powstał, wymysliłam postać - bohatera/rkę. Trochę się z nią utożsamiam. Czasem - bardzo.
"Właściwie wolałbym pisać, ale nie mam nic do powiedzenia"
Tutaj przez długi seans - Skyfall mało nie spóźniłam się do przedszkola po Gucia
Po kupnie awangardowych butów a la Lady Gaga
Ja jako bywalczyni ciuchexów
I ze zdobyczą - przestraszoną kamizelką
Strach przed namalowanym przez siebie Kotem
I po przegranej Polaków na Euro, przez co się pożegnaliśmy z uczestnictwem
Obserwacje z Przychodni "Zdrowia"
Rysunek poglądowy dla Gucia - odpowiedź na pytanie, co to jest pępek
Śpiewy na przyjęciu wśród muzykujących gości
Bezradność dot. ułożenia włosów
I nie mam co a siebie włożyć
Płaszcz z "węża" jednak JEST za duży
A jesień za szybko przyszła
Na jednym horrorze się bałam
I - przyznaję się - przestałam ćwiczyć na stepperze
Na szczególne miejsce zasługują Ofiary Mody - czyli zilustrowane obserwacje Futryka Pluszynskiego.
Trochę zaniedbałam rysunki, przytłoczona ogromem pracy malarskiej, ale już niedługo wszystko wróci do normy.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim Czytelnikom, dzięki Wam czuję się tak, jakbym malowała w pracowni wystawionej na widok publiczny. Często zawarte w komentarzach uwagi mobilizują mnie, wskazują kierunek wśród tysiąca ślepych uliczek (w poszukiwaniach rozwiązania problemu malarskiego), ale też podbudowują, zaciekawiają, są pretekstem do dowcipów... i ożywiają to miejsce.
Dziękuję!
sobota, 9 marca 2013
Pierwsza rocznica Brulionu Malarskiego - Obrazy
No i ta szczególna ekscytacja, gotowanie się pod czaszką.
Czego oczekiwałam od bloga?
Że będę mogła nareszcie pisać jakby publicznie i oczywiście - że czeka mnie nieustająca wystawa.
Zawsze lubiłam malować w pracowni, w towarzystwie. Dlatego "praca domowa" ma z mojego punktu widzenia, wiele minusów. Nie jestem typem samotnika.
Brulion sprawił, że poczułam przynajmniej namiastkę żywego kontaktu.
Teraz podziękuję - Wam, Szanowni Czytelnicy, którzy tu zaglądacie i zostawiacie komentarze (pisałam, jak są dla mnie ważne - BARDZO)
Myślałam, jak uczcić rocznicę i najwłaściwsze wydało mi się pokazanie Państwu jeszcze raz, ale wszystkich w jednym wpisie, obrazów powstałych w ciągu ostatniego roku.
Zapraszam do oglądania!
Zaczęło się od Kota, który w miarę malowania stawał się coraz grubszy.
Powstały też obrazki z serii Panienek.
Ewa - na nowej drodze życia, w rzeczywistości tuż po ślubie wtedy.
Katty - podróżniczka, którą pozbawiłam całkiem praktycznego stroju do górskich wędrówek.
Dominika - powstawała w polowych warunkach, na wyjeździe. Pod koktajlowy stolik musiałam podłożyć puszki z farbą (na szczęście znalazły się trzy)
Teraz obrazek - niespodzianka. Parę znajomych uknuło spisek, żeby jedna z nich w prezencie dostała coś, czego się zupełnie nie spodziewa.
I Kota - przechodziła liczne metamorfozy, w ciągu których park w Oliwie został przerobiony na rzymski apartament.
Powstało też parę obrazów "industrialnych".
Pejzaż miejski, mój ulubiony.
Latarnie, pod którymi dykta wciąż nie powróciła do pierwotnego kształtu, tak je katowałam.
Poza malusieńkim Lwem, ożył jeszcze Pies, dla Klienta, który ma już trzy moje obrazy (dobry klient, dobry)
Wreszcie Autoportret, którego ostatecznie nie lubię. Kiedy do mnie wróci z wystawy, chyba go zamaluję i może przetrę. To nie ja. Sztywny i jakiś taki...
Wreszcie obrazy najświeższe, malowane na wystawę w Mon Credo.
A ja tymczasem oddalam się do pracy nad nowym obrazem do Mon Credo.
I, nie ukrywam, jestem wzruszona.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















































