Byłam dziś znowu w ubraniach na wagę.
Pani Jola z haczykowatym nosem na kasie, dla niepoznaki zaplotła sobie dwa warkoczyki a la Pippi Langstrupf (a jest zdrowo po 40stce)- mówiła bez przerwy, jak zwykle.
Wypatrzyłam płaszczyk z materiału w wężowy wzorek, aż mi się oczy zaświeciły. Niestety, w przymierzalni okazało się, że jest DUŻO za duży- ale ponieważ była wyprzedaż, pomyślałam, że może nawet stylowo będzie go nosić? W końcu jestem artystką czy nie- mam się przejmować rozmiarem? Jeśli wzorek ładny?
Pani Jola czytała gazetę:
"Słyszała pani? Facet 63 lata, wziął pistolet i zastrzelił dwie osoby z rodziny. Taki stary! Ja rozumiem, żeby był młody, ale tak? Że mu się jeszcze chciało.Pani bierze ten naszyjnik. Jaka pani za stara, co pani opowiada. Do nas przychodzi babka z telewizji, po siedemdziesiątce na pewno i wie pani co? kupiła skórzane spodnie, imprezuje, korzysta z życia, a pani czemu taka smutna? Trzeba ŻYĆ, kochana, i się nie przejmować, a bo to wiadomo, kiedy człowiek przestanie oddychać?"
W domu zmierzyłam znowu trencz z węża. Nie wygląda dobrze. Niestety.
Będzie dla Mamy.
Obrazek z wypukłościami stał na sztalugach- i nagle mnie olśniło. Co ja kombinuję z kolorami, żeby księżyc namalować- przecież mówi się "na srebrnym globie".
Tylko że nie przypominał mi planety, tylko rtęć. Co mam do malowania w rtęci? Przecież to trucizna, żadne zwierzę w niej nie pływa.
Tak więc (przy słuchaniu o masonach- nie to, że sama z siebie, tylko dostałam link na pocztę i otworzyłam) postanowiłam pomalować na miedziano.
I dalej mi się z niczym nie kojarzy.
Chociaż.... trylobity na wulkanie?
Pachnę Femme Schlessera- pozornie czysty, krystaliczny zapach piżmowy, ale jednak z brudkiem- jakby ktoś dokładnie się wyszorował, ale zapomniał o pachach.
WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciuchy używane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciuchy używane. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 12 kwietnia 2012
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
Ewa i czerwony sweterek
Najlepiej zacząć dzień od czegoś przyjemnego- mnie się udało kupić czerwony, energetyzujący sweterek. W ciuchach używanych obok guciowego klubiku.
Pracuje w nim blondynka z haczykowatym nosem, w powłóczystych czarnych szatach, której się trochę boję.
Jak tylko weszłam (pełno klientek- poniedziałkowa dostawa), usłyszałam jej donośny głos:
"Pamięta pani tę babeczkę, co zawsze grzebała w pościeli? No ta, co ciągle nam w kontenerach mieszała. Musi pani pamiętać, taka chuda, młoda. Kochana, nie uwierzysz - weszła do sklepu, tu, do warzywniaka obok, przewróciła się i KONIEC! Wylew miała. Taka młoda! A kto będzie na na starych pracować? W jaka stronę świat idzie, to ja już nie wiem.
Tej sukienki pani nie bierze- za mała będzie. Dieta się przyda! Ale, kochana, koniecznie dopiero po świętach. W święta będzie pełnia, potem księżyc będzie się robił mniejszy i tylko wtedy się schudnie. Teraz pani nawet nie próbuje, nie ma szans.
Ale piękna sukienka, co? W Haemie dosłownie te same są, tylko że bez paska, takie od szyi luźno puszczone. Ale kochana, pani wie, ile one kosztują??? Z 10 razy tyle, co u nas."
Wzięłam sweterek i uciekłam.
Tymczasem Ewa w robocie- robię niebo i boki. Wydawałoby się- nic trudnego, tymczasem aby pokryć powierzchnię gładko i bez żadnych prześwitów spod spodu, muszę położyć 6-7 warstw farby, bardzo mięciutkim pędzelkiem. Szczególnie trudne są jasne barwy - bo najbardziej prześwitujące. Aby uzyskać doskonałą krawędź, kolory muszą się schodzić bardzo precyzyjnie. Lubię, żeby na obrazie farba miała jednakową grubość (w sumie tego nie widać- taki hyź) i dlatego zazwyczaj maluję jeden element obok drugiego, a nie jeden na drugim.
Oczywiście na dużym formacie jest inaczej- tam można poszaleć. Mały obrazek (tak, jak ten- 19 na 29 cm) musi być "wychmyzany" jak porcelanowa laleczka (ręcznie malowana), cacko. Aczkolwiek zdarzają mi się małe, szalone formaty- lecz nie z panienkami.
Zastrzegam, że są to moje teorie, nikt mnie tego nie uczył (oprócz dokładności.)- czyli raczej dla mnie właściwe, a niekoniecznie uniwersalne.
Czy ktoś mnie rozumie...? (to nie jest bardzo potrzebne)
Pachnę Rose Aoud Micallefa (oud albo aoud- drzewo agarowe, mój ulubiony składnik, bardzo specyficzny)- czyli konfitura różana ze środkami dezynfekującymi, podana na wilgotnym bandażu. Zawiodła mnie reakcja Wojtka- na "jak pachnę?" powiedział tylko "możlywie".
Pracuje w nim blondynka z haczykowatym nosem, w powłóczystych czarnych szatach, której się trochę boję.
Jak tylko weszłam (pełno klientek- poniedziałkowa dostawa), usłyszałam jej donośny głos:
"Pamięta pani tę babeczkę, co zawsze grzebała w pościeli? No ta, co ciągle nam w kontenerach mieszała. Musi pani pamiętać, taka chuda, młoda. Kochana, nie uwierzysz - weszła do sklepu, tu, do warzywniaka obok, przewróciła się i KONIEC! Wylew miała. Taka młoda! A kto będzie na na starych pracować? W jaka stronę świat idzie, to ja już nie wiem.
Tej sukienki pani nie bierze- za mała będzie. Dieta się przyda! Ale, kochana, koniecznie dopiero po świętach. W święta będzie pełnia, potem księżyc będzie się robił mniejszy i tylko wtedy się schudnie. Teraz pani nawet nie próbuje, nie ma szans.
Ale piękna sukienka, co? W Haemie dosłownie te same są, tylko że bez paska, takie od szyi luźno puszczone. Ale kochana, pani wie, ile one kosztują??? Z 10 razy tyle, co u nas."
Wzięłam sweterek i uciekłam.
Tymczasem Ewa w robocie- robię niebo i boki. Wydawałoby się- nic trudnego, tymczasem aby pokryć powierzchnię gładko i bez żadnych prześwitów spod spodu, muszę położyć 6-7 warstw farby, bardzo mięciutkim pędzelkiem. Szczególnie trudne są jasne barwy - bo najbardziej prześwitujące. Aby uzyskać doskonałą krawędź, kolory muszą się schodzić bardzo precyzyjnie. Lubię, żeby na obrazie farba miała jednakową grubość (w sumie tego nie widać- taki hyź) i dlatego zazwyczaj maluję jeden element obok drugiego, a nie jeden na drugim.
Oczywiście na dużym formacie jest inaczej- tam można poszaleć. Mały obrazek (tak, jak ten- 19 na 29 cm) musi być "wychmyzany" jak porcelanowa laleczka (ręcznie malowana), cacko. Aczkolwiek zdarzają mi się małe, szalone formaty- lecz nie z panienkami.
Zastrzegam, że są to moje teorie, nikt mnie tego nie uczył (oprócz dokładności.)- czyli raczej dla mnie właściwe, a niekoniecznie uniwersalne.
Czy ktoś mnie rozumie...? (to nie jest bardzo potrzebne)
Pachnę Rose Aoud Micallefa (oud albo aoud- drzewo agarowe, mój ulubiony składnik, bardzo specyficzny)- czyli konfitura różana ze środkami dezynfekującymi, podana na wilgotnym bandażu. Zawiodła mnie reakcja Wojtka- na "jak pachnę?" powiedział tylko "możlywie".
Subskrybuj:
Posty (Atom)




