Dziś odnaleźliśmy raj kąpielowo opalaniowy- już nie musimy znosić grilowników ani pokrywać się mułem z jeziorka torfowego. Rozwiązanie proste- przenieśliśmy się na drugą stronę, a więc za plecami mamy masyw Elektrociepłowni Siekierki.
Widzieliśmy, że teren był ogrodzony, ludzi niewiele- a tu niespodzianka- wstęp wolny.
Jest tam oddział Polskiego Związku Wędkarskiego (do którego należę) - a więc pomosty wzdłuż brzegu i to przynajmniej 20m, bardzo porządne, za nimi kwitnące bzy, przycumowane łódki do wypożyczenia, i to wszystko na słonecznym brzegu. Co prawda przed nami chowa się w krzaczorach blokowisko, po prawej jest Pałac Kultury, ale malutki i za drzewami.
Oczywiście pływaliśmy łódką, krzyczeliśmy pod mostem, przepływając- sielanka.
I to parę przystanków od domu.
Ale po powrocie poraził nas straszny zapach- to halibut nie zrobiony dał wreszcie o sobie znać. Psy były bardzo podekscytowane. Jednak Wojtek ma sposoby i uratował go. I nawet zjedliśmy i dobrze jest.
Tołpygę lata temu spotkała inna historia. Działo się to za moich narzeczeńskich czasów z pierwszym mężem. Wynajmowaliśmy mieszkanie, ale właściciele postanowili je sprzedać, uzgodnili z nami, że będą przychodzić ludzie i oglądać.
Trafił się bardzo schludny, grzeczny Amerykanin. Oprowadzaliśmy go, był bardzo zainteresowany. W korytarzyku stała lodówka właścicieli (kupiliśmy sobie własną), do której nikt nie zaglądał. Przez jakiś czas używaliśmy jej i wydawało się nam, że dokładnie opróżniliśmy. WYDAWAŁO SIĘ.
Bo kiedy skrupulatny Amerykanin otworzył drzwiczki, mało nie upadliśmy od- nie, to nie da się opisać, jakiego- smrodu. Gość wyszedł, zielony na twarzy, zataczając się, z pośpieszną desperacją kogoś, kto prawie nie ma sił, ale walczy o życie. Przed wejściem do windy spojrzał na nas, jak na parę oprawców, którzy zapomnieli pozbyć się ofiary.
Narzeczony cicho, ale dobitnie, powiedział "Tołpyga". Zaczęliśmy sobie przypominać, kiedy wystawiliśmy lodówkę na korytarzyk- rok? pół roku wcześniej? Ryba została w zamrażalniku. W całości. Wielki okaz.
Podobno Amerykanin, który był faworytem gospodarzy w kwestii nabycia mieszkania, nie dał więcej znaku życia.
Mimo rozleniwienia upałem (kolejny dzień zapowiadanego załamania pogody) wzięłam się za Siekierki.
Klimacik jest- ale obrazek bardzo jeszcze surowy. Teraz trzeba pomyśleć. Mniej więcej wiem, jak chcę, żeby wyglądał, ale technicznie nie mam zielonego pojęcia, jak uzyskać taki efekt. Bo nie chcę mieszać technik- wydaje mi się, że szlachetniej będzie, jeżeli posłużę się tylko farbą...ale...ja wiem...?
Czymś tam pachnę, ale w nosie mam odorek halibuta- pora go zdominować. Chyba Eden Cacharela będzie- klaustrofobiczne, zielone chaszcze z trującej roślinności.
WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeziorko Czerniakowskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeziorko Czerniakowskie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 5 maja 2012
czwartek, 3 maja 2012
Biedne Jeziorko Czerniakowskie
Każdego roku jest to samo - jedziemy nad Jeziorko, bo dla Wojtka nie ma wypoczynku bez wody i możliwości wykąpania, i się dziwimy, jak tam jest strasznie.
W tym roku nie ma tablicy o zagrożeniu cholerą ani niczym, przez co to miejsce ściąga jak magnes amatorów darmowego wypoczynku pod chmurką. Właściwie nie pod chmurką, tylko w dymie z grillów i w stertach śmieci. Najbardziej uciążliwi są piwosze, często w wieku kilkunastu- dwudziestu paru lat, którzy popisują się przed sobą i panienkami, rycząc w języku, w którym więcej jest bluzgów niż orzeczeń. Jeszcze na dodatek wszystko przy akompaniamencie budzących moją odrazę "utworów" typu przeboje radia Eska.
Nie chcę uchodzić za starą ciotkę ( w końcu kiedyś sama zajęłam drugie miejsce w konkursie na najbardziej drastyczną wiązankę), ale dłuższe przebywanie w otoczeniu tej hołoty i jej żałosnych prób zwrócenia na siebie uwagi może obrzydzić każdy wypoczynek przy nie wiem jak pięknej pogodzie.
O tym, żebym przyszła nad Jeziorko z Guciem mowy nie ma.
Na szczęście Gucio został odstawiony do Babci i wpadł na pomysł, żeby mówić "jak kotek", co zdezorientowało moją Mamę "Justyna, rozumiesz, że On już nie mówi normalnym głosem???". Kiedy prosiła Go, żeby przestał, dla niepoznaki odpowiadał basem "No dooobrze", aby po chwili wrócić do kwilenia.
Nauczyła Gucia pierwszego wierszyka- "Poszedł żuczek za chałupkę / zdjął majteczki zrobił kupkę". Prezentacja była bardo cicha, gdyż przez ścianę Rodzice mają sąsiadów, którzy nazywają się Chałupkowie i Mama bez przerwy mówiła "ciiii, ciiii".
Wyczerpani Jeziorkiem poszliśmy do kina na film "Przebaczenie krwi", który w skali 10cio punktowej dostał 9, więc się napaliliśmy, tymczasem był to nudny gniot. Przez conajmniej pół godziny czailiśmy się, aż się zacznie.I było coraz gorzej. Wojtek nawet przysnął, powiedział, że uśpiła go "plumpkająca" muzyka, tak więc przez resztę seansu zerkałam na Niego kontrolnie, szczególnie, kiedy znów była muzyczka, ale już nie spał: "Bębenki mnie budzą".
Film był albański, dramat w dodatku, o rodzinie, która musi być odizolowana, bo pan domu zabił kogoś tam i rodzina tamtego miała prawo zabić w odwecie albo jego, a jeśli go brak, innego męskiego członka rodziny zabójcy. Głównie było pokazane, jak ta rodzina się nudzi, zamknięta w domu, bez kontaktu z innymi. I to było potwornie nudne.Siedzieli, dłubali w ścianie, smutno patrzyli i oglądali telewizję. Przy tym tamtejsza rzeczywistość przygnębiała obskurną brzydotą i tandetą.
Na dodatek zmarzłam w tym kinie cholernym.
Dno.
Za to Siekierki postępują- na razie w kierunku coraz większej ponurości, ale odbieram ją przyjaźnie.
Głupio to pisać, ale na żywo wyglądają znacznie lepiej.
Mam zamiar zrobić "obramowanie" w stylu Bajek z Mchu i Paproci.Pamięta ktoś?
Pachnę Extravagance d'Amarige- zapach, którego ilekroć użyję, zdumiewa mnie, jak pięknie jest wymyślony: soczysta, zielono- grejfrutowa gorycz, czysta, rześka, tak prawdziwa, że aż zatyka.
I cieszą mnie bardzo te perfumy, mimo, ze na samym środku czoła mam jaśniejszą krechę o szerokości ok 2 cm, gdyż nie wierzyłam, że krem z filtrem 50tka działa- to był test.
W tym roku nie ma tablicy o zagrożeniu cholerą ani niczym, przez co to miejsce ściąga jak magnes amatorów darmowego wypoczynku pod chmurką. Właściwie nie pod chmurką, tylko w dymie z grillów i w stertach śmieci. Najbardziej uciążliwi są piwosze, często w wieku kilkunastu- dwudziestu paru lat, którzy popisują się przed sobą i panienkami, rycząc w języku, w którym więcej jest bluzgów niż orzeczeń. Jeszcze na dodatek wszystko przy akompaniamencie budzących moją odrazę "utworów" typu przeboje radia Eska.
Nie chcę uchodzić za starą ciotkę ( w końcu kiedyś sama zajęłam drugie miejsce w konkursie na najbardziej drastyczną wiązankę), ale dłuższe przebywanie w otoczeniu tej hołoty i jej żałosnych prób zwrócenia na siebie uwagi może obrzydzić każdy wypoczynek przy nie wiem jak pięknej pogodzie.
O tym, żebym przyszła nad Jeziorko z Guciem mowy nie ma.
Na szczęście Gucio został odstawiony do Babci i wpadł na pomysł, żeby mówić "jak kotek", co zdezorientowało moją Mamę "Justyna, rozumiesz, że On już nie mówi normalnym głosem???". Kiedy prosiła Go, żeby przestał, dla niepoznaki odpowiadał basem "No dooobrze", aby po chwili wrócić do kwilenia.
Nauczyła Gucia pierwszego wierszyka- "Poszedł żuczek za chałupkę / zdjął majteczki zrobił kupkę". Prezentacja była bardo cicha, gdyż przez ścianę Rodzice mają sąsiadów, którzy nazywają się Chałupkowie i Mama bez przerwy mówiła "ciiii, ciiii".
Wyczerpani Jeziorkiem poszliśmy do kina na film "Przebaczenie krwi", który w skali 10cio punktowej dostał 9, więc się napaliliśmy, tymczasem był to nudny gniot. Przez conajmniej pół godziny czailiśmy się, aż się zacznie.I było coraz gorzej. Wojtek nawet przysnął, powiedział, że uśpiła go "plumpkająca" muzyka, tak więc przez resztę seansu zerkałam na Niego kontrolnie, szczególnie, kiedy znów była muzyczka, ale już nie spał: "Bębenki mnie budzą".
Film był albański, dramat w dodatku, o rodzinie, która musi być odizolowana, bo pan domu zabił kogoś tam i rodzina tamtego miała prawo zabić w odwecie albo jego, a jeśli go brak, innego męskiego członka rodziny zabójcy. Głównie było pokazane, jak ta rodzina się nudzi, zamknięta w domu, bez kontaktu z innymi. I to było potwornie nudne.Siedzieli, dłubali w ścianie, smutno patrzyli i oglądali telewizję. Przy tym tamtejsza rzeczywistość przygnębiała obskurną brzydotą i tandetą.
Na dodatek zmarzłam w tym kinie cholernym.
Dno.
Za to Siekierki postępują- na razie w kierunku coraz większej ponurości, ale odbieram ją przyjaźnie.
Głupio to pisać, ale na żywo wyglądają znacznie lepiej.
Mam zamiar zrobić "obramowanie" w stylu Bajek z Mchu i Paproci.Pamięta ktoś?
Pachnę Extravagance d'Amarige- zapach, którego ilekroć użyję, zdumiewa mnie, jak pięknie jest wymyślony: soczysta, zielono- grejfrutowa gorycz, czysta, rześka, tak prawdziwa, że aż zatyka.
I cieszą mnie bardzo te perfumy, mimo, ze na samym środku czoła mam jaśniejszą krechę o szerokości ok 2 cm, gdyż nie wierzyłam, że krem z filtrem 50tka działa- to był test.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


