Znowu święty!
Tym razem prezent grupowy dla religijnego człowieka, któremu Jacek na imię.
Termin oddania- wtorek (dziś) rano.
Święty Jacek był zakonnikiem, dominikaninem. Na "obrazkach" trzyma hostię i figurę Matki Boskiej, gdyż przydarzyła mu się następująca historia: na Kijów, gdzie założył klasztor, napadli Tatarzy.
Św. Jacek, uciekając, zabrał hostię- a więc miejsce, gdzie "mieszka" Jezus. Już Jacek miał wychodzić z kościoła, kiedy usłyszał głos :
"O synu pamiętasz, a matkę zostawiasz?". Skarga dobiegała od kamiennej figury Matki Boskiej.
"Ale ja Ciebie nie uniosę!"
"Uniesiesz, uniesiesz- bo stracę ciężar, a odzyskam go, kiedy postawisz mnie w bezpiecznym miejscu".
I tak się stało. Po drodze jeszcze przeprawił się przez jezioro po własnoręcznie rozłożonym płaszczu zakonnym- dlatego już jako święty chroni przed utonięciem.
Dziarsko wzięłam się do roboty, muzycznie wspomagając się madrygałami Orlando di Lasso (których już mam po dziury w nosie).
Pokazałam szkic Guciowi, który niespodziewanie się zadumał :
"Pan się boi" powiedział zatroskany. "Ma butelkę- zrobi czary i wyleje z butelki chmury".
Tylko to nie była butelka, a naszkicowana figura Matki Boskiej... Znak, że trzeba mocniej nad nią popracować.
Zdecydowałam się na złote tło i dopiero malowanie reszty na nim.
Na zdjęciu jeszcze z butlą.
Według mojej ostatniej praktyki- najpierw najtrudniejsze- zrobiłam twarz i dłonie.
Postać starałam się "złapać" w ruchu, a więc ciut barokowo.
Szło nieźle, tym bardziej, że miałam za sobą pierwszą przespaną noc- bez żadnego wspomagania.
Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie postawić go obok Dominiki (a Jacek to Dominikanin) - a niech go kusi.
Niby wszystko fajnie, ale obrazek wyglądał jakoś łyso.
Wojtek zaproponował, żeby w niewymuszony sposób domalować gdzieś pierogi, na przykład gubione podczas ucieczki (bo mówi się "Święty Jacek z pierogami", bo podobno sam robił pierogi i karmił nimi biednych), ale zdecydowałam się na innym element ozdobny.
Ponieważ łacińska forma imienia to Hiacynt (Hyacynthus), wobec tego umieściłam na obrazku hiacynciki- tyle, ile osób liczyła grupa.
No i zdążyłam na czas
![]() |
| Święty Jacek, akryl na dykcie, rozmiar 19 na 29 |
Cieniowań na bieli też nie widać, a się namordowałam- ale to wszystko tam jest. I jeszcze krawędzie zrobiłam cynobrowe, a tył w odcieniu gorzkiej czekolady, a co.
Co do kanalizacji ( która ostatnio wzbudziła wielkie ożywienie z komentarzach) - Wojtek poprosił mnie, żebym wyrzuciła masę sardynkową, która od pięciu dni (albo nawet dłużej) nie doczekała się zrobienia i była w szczelnym naczyniu w lodowce.
"Justysiu, Ty, jako kobieta, wytrzymasz takie rzeczy, jakich mężczyzna by nie zniósł. A ja mam jutro rano zdjęcia, muszę być w formie, nie mogę Ci pomóc, bo zemdleję".
Faktycznie, w temacie sprzątania kup i innych rzeczy jestem bohaterką (nie będę wymieniać, ale jak się ma dwa psy i małe dziecko, takie wyzwania co rusz się pojawiają). I cieszę się, że zbieram na tym polu wielkie plusy- bo gdzie indziej ich mało.
Włączyłam wywiew, naszykowałam odświeżacz i prawie z zamkniętymi oczami spuściłam rybki do klozetu.
Niestety, w masie były ukryte ryby w całości i zatkały odpływ. Ogonki wystawały.
Trzeba było własnoręcznie odetkać.
Oj, długo trwało mycie rąk, ale teraz już mogę napisać, że pachnę Crystal Noir Versace.
Czyli przyjemnie.



