WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą św. Wojciech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą św. Wojciech. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 maja 2012

Dzień i noc ze Świętym Wojciechem

Całkiem niespodziewanie wpadło mi zlecenie. Wczoraj moja przyjaciółka zwierzyła się, że bezskutecznie szuka prezentu- pamiątki Pierwszej Komunii Świętej dla swojego chrześniaka, Wojtka. Chciała kupić podobiznę- ikonkę z patronem chłopca.
Niewiele myśląc, zaproponowałam, że może ja namaluję? "Ty? Potrafiłabyś?"
Czemu nie- w końcu św. Ritą od spraw beznadziejnych przetarłam szlak.

Zabrałam się rano do roboty.
Chudy biskup podobny do Wakulińskiego. Albo szpiega z Krainy Deszczowców.
Wojtek znalazł nawet, powiedział, świetne zdjęcie świętego- w sam raz na pamiątkę Komunii. Na zdjęciu była czaszka pod szklanym klosikiem. Męczennik po śmierci nie był w jednym kawałku- Prusak, którego nie zdążył nawrócić, odciął mu głowę.

Mąż cudem znalazł dwa odcienie złotej farby- to już dobrze wróżyło.
Nabrałam swobody przy szacie i wzięłam się za twarz. Wydawało mi się, że jest ok.
Wojtek spojrzał i powiedział "O! Don Pedro!"

No, może troszeczkę.
Nie zrażona malowałam dalej- ale spokoju nie było.
Usłyszałam w drugim pokoju coś jakby chrzęst, tłuczenie w rurę, hałas bardzo głośny i miarowy. A potem zobaczyłam- cienki strumyk spływający po ścianie, lecący od rury pod sufitem.
Pobiegłam do sąsiadki na górze, a tam panowie hydraulicy odtykają rurę (być może z 1938 roku, jak moja kamienica), a na mój lament, że cieknie, ze spokojem odparli "Musi ciec. Odtykamy kanalizację. Jak się odetka, nie będzie lecieć".
No to poszłam do siebie- jeszcze by mi się pędzle zeschły. Tym szybciej, że znalazłam idealny rozmiar aureoli.


Skontrolowałam tylko, czy zalewanie ściany nie postępuje- nic. Cisza, sytuacja stabilna.
Już dotykałam złotego tła najcieńszym pędzelkiem, kiedy psy się rozszczekały. To troskliwi hydraulicy zajrzeli do mnie przed wyjściem. "No i widzi pani? Cieknie? Nie cieknie. Mówiliśmy. Po co się było denerwować?". Faktycznie- ściana już wysychała, podłoga również.

Malowanie szło dobrze. Wojtek podejrzał świętego przez ramię "Widzę, że Don Pedro zmienił się w Kniazia Igora". Nawet jeżeli, to co? Przyjemna powierzchowność.



W końcu "Tu jakości strzeże orzeł".


I to orzeł piastowski.

Już wiedziałam, że spokojnie zdążę- bo pamiątka miała być gotowa na jutro 7.30 rano.
I rzeczywiście.
Może dodam jeszcze jakieś detale, jeśli znów (niestety) nie będę mogła zasnąć, ale obrazek jest już do oddania.

Św. Wojciech, akryl na dykcie, rozmiar 19 na 29
Muszę się tylko dowiedzieć, jakie ułatwienia mógłby mi zapewnić Święty W. Jakby ewentualnie pojawiła się jakaś potrzeba.

Na spacer z psami idę w Lou Lou Cacharela, wwąchując się w ulubioną woń chińskiego piórnika, trochę przypalonego (w tych perfumach).

PS. Tyle razy sobie powtarzam- podpis tuż przez sprzedażą! Ale zapomniałam.
I co? Byłam ze Św. Wojciechem pod prysznicem. Zachciało mi się ornamentów.
Na dodatek zrobił się czarny zaciek- z mojego podpisu właśnie, który sobie spłynął. Na szczęście szybko zauważyłam.
Już prawie czwarta- zaczyna świtać.
Nie, nie podpiszę się.