Przeniosę się na Mazury - kiedyś, gdy Gustaw stanie się samodzielny i dam radę tego dożyć.
Oraz nie stracę sprawności.
Te miejsca to cała JA. Niczego, ale to niczego mi tam nie potrzeba. Wszak w życiu wciąż się dąży do czegoś, teraźniejszość służy właściwie (nie mówię, że u wszystkich), by przybliżyć do przyszłości, która - wiadomo - ma być inna, lepsza, z mniejszą ilością problemów egzystencjalnych i różnych.
Tymczasem ja na Mojej Promenadzie mam wszytko JUŻ. (proszę nacisnąć trójkącik)
Moja Promenada... nazwana tak 3 lata temu (swego czasu zaczytywałam się w Ani z Zielonego Wzgórza), znajduje się niedaleko domku. Bywaliśmy tam codziennie. I zawsze, kiedy ją widziałam, zapierało mi dech.
Zdarzało się, że wracaliśmy późno
Duuużo za późno, wiem...
Z Gucia zrobił się rewelacyjny towarzysz podróży - pod warunkiem niewielkich, częstych postojów
...oraz roweru wodnego
Droga prowadząca na Promenadę też niczego sobie
I sam las, zachwycający - przyznam się, że chyba po raz pierwszy w życiu zanurzyłam się w te wszystkie kolory, widziane dotąd najwyżej z drogi
Nie powstrzymam się przed pokazaniem, jak wyglądał ten las ( i Promenada ) w maju
Mogłabym na koniec stwierdzić coś niesamowicie oryginalnego, w rodzaju "Jaka natura jest wspaniała", ale tylko otrę łzę żalu, że mnie tam nie ma...
(żebyście Państwo nie myśleli, że od powrotu siedzę i toczę maślanym wzrokiem - nie, pracuję nad niespodzianką, która w stosownym czasie zostanie opublikowana - Panienka, ale kurczę, JAKA!)














































