WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 12 kwietnia 2013

Premiera - Nogi w Blv II Bvlgari na wystawę w Mon Credo

Proszę Państwa, oto skończyłam ostatni "obowiązkowy" obraz na wystawę.

Zadzwoniła do mnie Mama.
"Co namalowałaś?"
"Nogi"
"Jak to? Ucięte?"
"Nie, w majtkach i ze spódnicą"
"Justysiu, co Ci przyszło do głowy? I to ma być obraz do zapachu? Czy nogi są w skarpetkach?"
"Mówię Ci, że kiedy je zobaczysz, obraz Ci się spodoba"

Wysłałam mms.

Dzyń dzyń (a właściwie przerażający kawałek w aranżacji jak z muzyki do horroru, śpiewany szatańskim głosem "I want your sex")

"To ja, Mama. Podoba mi się! Ale możesz narazić się na szyderstwa. Te majtki, wiesz. Ale zostaw."

A więc - proszę :


Pęciny zostały zmodyfikowane :


A górę rozwiązałam następująco (a la Merlin Monrołowa, jak mówi Wojtek)


Chciałam, żeby wszystko sprawiało wrażenie lekkości, delikatności. Dlatego sukienka (?) ma dwie warstwy - przezroczystą i w plamki, które jednocześnie dają złudzenie ruchu, dynamiki.


Tło jakby podszyte wiatrem, wygląda, jakby nie malowane akrylami, lecz rysowane pastelą.




Zwiewne, prawda?
Zastanawiałam się, czy nie wprowadzić jakichś rozjaśnień, cieniowań, ale spojrzałam na obraz, nawet dość surowo i zrobił na mnie wrażenie migotliwego, rozświetlonego.
W każdym razie nadaje się.
Na razie wisi nad łóżkiem w dużym pokoju.

Czy to znaczy, że już koniec malowania?
Że teraz będę zajmować się przeistoczeniem w artystki domowej w artystkę wystrzałową? Czyli imageem?
Nie!
Łabędź nade mną wisi - a właściwe stoi na sztalugach, czekając na metamorfozę.



czwartek, 11 kwietnia 2013

Obraz w Blv II - ale nogi!

Tak mi się spodobały nogi, że zapomniałam o tym, że wypadałoby je czymś zasłonić i namalowałam je odkryte aż do majtek/body.


No fajnie, tylko co dalej?
Zostawiać tak nie chciałam.

I wtedy przyszła odpowiedź, że tak powiem, z góry.
Nagle, niespodziewanie zaświeciło słońce i położyło się plamą na mój roboczy stół, przeciskając się przez firankę i narysowało kształt - odpowiedź - co dalej z obrazkiem.



Kresek od żaluzji nie powtórzę, co innego podpowiedziało mi światło.
Więcej nie powiem.
Mam nadzieję, że wszystko wyjaśni się jutro - dziś czas jakoś szybko minął, może dlatego, że ciekawa byłam, jak Gustaw poradzi sobie z zadaniem w przedszkolu.

Wczoraj na pytanie, jak było, odpowiedział, jak zwykle - "bardzo dobrze", a potem dokończył "Ale ja miałem karę".
"Guciu, dlaczego?"
"Bo uderzyłem Szymona w kolano. On dokuczał dzieciom"
"To znaczy co robił?"
"Pokazywał zęby, o tak" - i Gutek wyszczerzył się, jak wtedy, gdy warczy.

Został ukarany - poszedł do kąta, a dziś miał przeprosić Szymona.

Po przedszkolu zapytałam synka, jak Mu poszło.
"Ja przeprosiłem"
"Doskonale! I co Szymon na to?"
"Nic"
"Dlaczego?"
"Bo on ni słyszał"
"A byłeś blisko niego czy może daleko?"
"Blisko, tylko przeprosiłem bardzo cichutko"


PROŚBA
W komentarzu mam sugestię, że nogi są nie do pary. Czy brać się za poprawianie, ktore jest bardzo ryzykowne, czy sobie darować - w końcu babka mogła się łupnąć w kostkę, od czego ta spuchła.
W grę wchodzi tylko pogrubienie chudej nogi - odchudzenie może zniszczyć podłoże i zrobi się plama.
Będę wdzięczna za opinie.

PS. UWAGA! niemożliwe, a jednak prawdziwe - nieco pocieniłam tylną nogę - za pomocą sztuczki z ołówkiem. Jaka szkoda, że swoich nóg nie mogę za Chiny odchudzić.
Ale to już zupełnie inna historia.

środa, 10 kwietnia 2013

I znowu nogi - Blv II Bvlgari

Wczoraj w nocy rozświetlałam obraz - żeby przypominał niebo.


Ale...kiedy się położyłam, tak mi się zrobiło żal, że nie będzie na nim kobiety. To bardzo kobiecy zapach...
Nie spałam do czwartej rano - z powodu gonitwy pomysłów.

Nie wyobrażam sobie, jak przetrwam do wystawy. Znów zaczęły się kłopoty ze snem. Jestem bombardowana myślami, ciągle na coś wpadam.

Zapewne jesteście, Szanowni Czytelnicy, ciekawi, co to za perfumy?
Poznałam go dwa lata temu. Przez długi czas uważałam, że właściwie nie przystoi mi, wielbicielce ciężkich, esencjonalnych woni, pachnieć czymś tak uroczym i zdecydowanie mainstreamowym.


Blv II Bvlgari, bo to o nim mowa, mimo lekkości, zdecydowanie ma charakter. Zawiera w sobie wiele składników, które pozornie do siebie nie pasują - fiołki i labdanum, akcenty powietrzne i lukrecję, która lśni w nim, jak klejnocik. Dzięki temu Blv mieni się kolorami - raz jest ostry, świeży, kiedy indziej pudrowy, słodki, nawet przyprawowy.
Jeden z takich zapachów, w których czuję się młodziej i lżej. I radośniej.

Dlatego chcę, żeby obraz był efektowny.
Nogi mnie skusiły.
Wklejam, ale nie wiem, czy coś widać - proszę wysilić wzrok.


Te nogi nie są chude, jak w większości moich obrazów (może wszystkich?), ale zupełnie normalne. I dobrze.


wtorek, 9 kwietnia 2013

Ostatni obraz - niewiadoma - początek

Nie wiem, czy to z powodu rosnącej temperatury, czy zbliżającego się terminu wystawy, temperament mnie roznosi.
Co uwidoczniło się w pracy nad ostatnim obrazem.





Teraz pytanie - co dalej? Mam dwa konkurencyjne pomysły.
Które i tak są niczym w porównaniu do zamierzeń w stosunku do Łabędzia. Wszystkiego zdradzić nie mogę - powiem jedynie, że ptak zniknie.

Dawno nie wspominałam Gucia.
Robi postępy w pracach plastycznych, ale od zawsze Jego prawdziwą pasją jest elektryczność i przedmioty z nią związane.
Nieraz Gustaw pytał mnie, jak wygląda prąd?
Odpowiadałam, że wcale nie wygląda.

Otóż nie miałam racji.
Przyszedł rachunek ze Stoenu i już wiem.
Proszę - Prąd :



Szkoda, że cyferki na fakturach gaszą mój uśmiech.
To między innymi cena nocnego malowania.
Trudno.


niedziela, 7 kwietnia 2013

Kobieta Buxtona - koniec!

Właśnie skończyłam przedostatni obraz na wystawę w Mon Credo.
Myślałam już wczoraj, że jest gotowy, ale dzięki wiosennemu słońcu przejrzałam na oczy i zobaczyłam, że jeszcze troszkę pracy się przyda.


Z pewnością wszyscy chcą wiedzieć, co zrobiłam z nogami - nie trzymam więc już w niepewności - i proszę:


Zrezygnowałam z akwarelowych efektów w zieleni, ale za to dodałam cieniowanie ołówkiem ciała nowoczesnej pensjonarki. PIERWSZY raz połączyłam rysunek (ołówek) z malarstwem. Efekt przeszedł moje oczekiwania.
Zamiast wycinanki zyskałam postać wtapiającą się w tło, trójwymiarową, na dodatek bardzo ciekawy kontrast spowodował, że obraz przestał wyglądać, jakby mu czegoś brakowało.



Wydawałoby się, że damski tyłek łatwo namalować - otóż bez uwględnienia pewnych niuansów i wprowadzenia kwadratowości pupa wygląda nieprawdziwie.
A się nakombinowałam nad nią.
W. nawet robił mi zdjęcia zadka, żebym mogła dociec, o co chodzi.
Udało się - odrobina asymetrii wystarczyła.


Skoro jest i nowoczesna pensjonarka, i pupa, to najwyższy czas na gębę.


Trochę słabo widać, ale usta mają odcień bakłażana i dojrzałej wiśni.
Czerwień wydała mi się zbyt prostacka i oczywista.

Długo myślałam, czy zamykać kompozycję od góry. Nie chciałam robić konkurencji głowie.
Dlatego - dla przeciwwagi mozaice umieściłam szarosrebrny pas.



Teraz czas zabierać się za ostatni obraz.
Z jednej strony chce mi się zilustrować jakiś perfumowy hicior o wadze Shalimara - a z drugiej największą ochotę mam na skromny, a pełen uroku Blv II Bvlgari.
Mam zapas, żeby o tym pomyśleć, byle nie za długo - bo to szkodzi.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Kobieta Buxtona - ciąg dalszy

Praca nad Kobietą Buxtona posuwa się szybko, jak dotąd.
Na dobrą sprawę mogę skończyć nawet pojutrze.
Dlatego, zeby Państwa zaciekawić, a nie wyjawiać wszystkiego, prezentuję wybrane fragmenty.


Jak widać, użyłam specyficznej, "buxtonowskiej" zieleni.

Z motywu basenowego jetem bardzo dumna.



Co jest najwymowniejsze w twarzy? Usta oczywiście.
I moja kobieta będzie miała usta, które nadają jej intrygującej kobiecości.
Tutaj jeszcze w ołówku - w następnej odsłonie pokażę je w kolorze. Nie byle jakim!


Na koniec - ożywczo zielony fragmencik.


Jak widać, część obrazu potraktowałam tradycyjnie dla akryli, czyli kryjąco, część - szczególnie wodna i powietrzna - do złudzenia przypomina akwarelę.
I bardzo dobrze. Inaczej byłoby monotonnie.
Jak tak dalej pójdzie, będzie czas na nowego Łabędzia

PS. Zapomniałam napisać o bardzo istotnej zmianie - zlikwidowałam kobiecie nogi i doczepiłam w innym miejscu.

środa, 3 kwietnia 2013

Wood & Absinthe - kobiety ciąg dalszy

Przy tak oszczędnym, jeśli chodzi o użyte środki obrazie, ważny staje się każdy szczegół i dlatego zdecydowałam, że ponieważ główną i jedyną postacią jest kobieta, musi być najwymowniejsza.
Przekręciłam jej głowę w bok - ukazał się profil.
Tym razem zupełnie inny typ, niż w Eau de Soir.


Postać o chłopięcym, mlodzieńczym uroku, mająca w sobie jednocześnie coś bezczelnego.
Doskonale pasuje do uniseksowego zapachu, świeżego, wyrazistego.

Całość prezentuję w formie mocno roboczej. Te paski na dole, białe, to fugi pionowe. Dojdą poziome - stworzy to powierzchnię z malutkich kafelków. Przy okazji bardzo dekoracyjną.



Zdecydowałam, że na ostatnim obrazie namaluję letnie niebo. Całkowita beztroska, ciepło, pogoda.
Trzeba jakoś prześpieszyć odejście zimy.